motyle w deszczu
Notki
2009-05-02 Przeprowadzka

Przeprowadziłam się. Opuszczam stare małe mieszkanko na interii i przenoszę się na większe salony na wordpress. Nie da się ukryć, tam będę mogła wieszać moje obrazy i zdjęcia w ilościach niczym nieograniczonych, będę mogła mieć więcej kombinacji przy urządzaniu i co najważniejsze, kiedy kliknę „zatwierdź i pokaż” nie zniknie mi wszystko co podopisywałam. A jakie estetyczne i ascetyczne jest to wnętrze! W sam raz dla moich niepoukładanych prac.
Tam nawet otwieranie strony odbywa się szybciej. Nie mówiąc o wszystkich operacjach.
Teraz orkiestra: tusz, fanfary grają, a ja wchodzę na
Nowe Motyle w Deszczu

Do miłego spotkania na Nowych Motylach.

Kończę 10 miesięczne pisanie na tym blogu z 6 osobami w księdze gości, 3794  odwiedzinami, 225 notkami i 176 komentarzami (z których połowa jest moja)


2009-05-01 Burza

Wczoraj Sseeee przeżyła wspaniałą wosenną burzę. Od rana bolała ją głowa, a po zażyciu całkowicie legalnej i ewidentnie szkodliwej substancji trochę przestalo, ale było jeszcze niedobrze. Wymiotnie. Spadł deszcz, który zamienił delikatny kurz na dachu samochodu w paskudne abstrakcyjne plamiszcza. Potem pokazała się tycia chmurka, tycia, ale bura, z której też trochę pokapało i donośnie pogrzmiało. I wtedy Sseeee przestała mieć mdłości. Na koniec dnia poszła sobie jeszcze na masaż i w znakomitym stanie wróciła do domu.
Teraz już wiemy że jest lato, ziemia pękła. Babcia opowiadała, że jak pogrzmi na wiosnę, to ziemia pęka i wszystko prędzej rośnie. Właściwie prędzej już nie musi, bo urosło ładnie. Ale może będzie jeszcze ładniej.
Dzisiaj 1 maja. Sseeee stara się zapomnieć, o co chodzi, chociaż ma w pamięci, jak siedziała na barana u taty i uczestniczyła w pochodzie pierwszomajowym. Wtedy było fajnie, bo dostała balonika, i słodycze, święto. Pamięta też jak ją zmuszali w liceum ... ma nawet pamiątkowe fotki z flagami. Byla zbyt wielkim tchórzem, żeby nawiać, chociaż sprawdzali listę i mogły być kłopoty. Sseeee jako dzidzia była spokojnym człowiekiem, na dodatek nawet nie kujonem. Nic ciekawego, mała zaszczuta i grzeczna dziewczynka. Jak dobrze, że już jest dorosła.

Dla rozrywki wywiad z Janem Himilsbachem. Himilsbacha Sseeee polubiła z powodu Rejsu.
O Rejsie jest tu:
www.filmpolski.pl. Linki na dole kiedyś działały i można było kawałkami obejrzeć film prawie w calości. Teraz coś się skiepściło. Zobaczymy, może fani filmu coś z tym w końcu zrobią.
A tu mamy wywiad, kopiuję tylko kawałek - ten o kobietach, reszta pod linkiem:
www.newsy.sadurski.com - Jan Himilsbach – Kultowy naturszczyk

Sseeee podziwia szczerość Himilsbacha. Szczerość i poczucie humoru. Sseeee uwielbia ludzi szczerych za to, że są szczerzy. Każdy jest inny i ma prawo być mizoginikiem albo wielbicielem kobiet,  miłośnikiem mężczyzn albo pitbuli, kochać konie araby albo nałogowo grać w karty, i nałogowo pić wódkę. Wiele razy Sseee zawiodła się na świątobliwych hipokrytach i wie, że image nijak się ma do wiarygodności. Sseeee podziwia ludzi szczerych i odważnych, bo czasami trzeba być bardzo odważnym, żeby być szczerym. A szczerość bardzo ułatwia życie i nie zostawia smrodu. Sseeee kawał swojego życia nie była szczera, była dyplomatką. Możliwe, że była tchórzem, albo była słaba, albo nie szanowała swoich rozmówców, możliwe też, że była egoistką do kwadratu i nie przejmowała się ludźmi.  Może to była zwykła konwencjonalność. To znaczy działała tak, jak wypadało, nie dbając o głębokość relacji. Może jej nie była potrzebna żadna głębokość. Może nikt jej tego nie nauczył? Szczęśliwie jest już tego świadoma. Jest sobą. Teraz naprawdę mało ją wzrusza, czy się komuś podoba jej sposób myślenia i życia czy nie. I nie oszukuje. Szuka prawdy.
A świat jest duży i piękny, jest jej gdzie szukać.

Teraz kawałki wywiadu:

Jan Himilsbach – Kultowy naturszczyk

(...)
- Czy zalicza się Pan do znawców kobiet?
• Ten, kto uważa, że zna kobiety, jest idiotą. W ogóle nie rozumiem, dlaczego Bóg stworzył te istoty. Z nudów? Na nasze utrapienie? Jako namiastkę piekła na ziemi?

- Nigdy nie podejmował Pan studiów nad tym fenomenem natury?

• Jestem tylko biernym obserwatorem postępowania kobiet. To znaczy ani mnie one ziębią, ani grzeją… Są, bo są. Nie ukrywam, że czasami dają człowiekowi nieco radości swoim zachowaniem. A przecież grzechem jest pozbawiać się przyjemności. Ale to są zaledwie chwile. Później wszystko staje się męczące, monotonne, bzdurne. Mnie się wydaje, że kobieta została stworzona dla drugiej kobiety…

- One są klasą dla siebie, a my jesteśmy klasą w sobie?

• Coś w tym rodzaju. To jest osobny rozdział, inna mentalność. Ja od dziecka wolałem męskie towarzystwo i te upodobania pozostały mi do dzisiaj. Kiedy się żeniłem, na przyjęciu weselnym było siedemdziesięciu gości i tylko jedna kobieta – panna młoda. Zresztą zupełnie przypadkiem…

- A więc jednak może Pan określić swój typ kobiety – istoty, która potrafi Pana zafascynować, oczarować, zauroczyć?

• Dość długo rozmyślałem na temat kobiet i powiem panu, że mało mnie one obchodzą. Nawet niechętnie z nimi rozmawiam, ponieważ z reguły nie mają nic do powiedzenia. A to, co one mogłyby mi powiedzieć, po prostu mnie nie interesuje. Poza tym kobiety są przekonane, że zawsze mają rację, rację wrodzoną… Uważam natomiast, że są bardzo nieszczęśliwe – choćby z tego względu, że starzeją się dwa razy szybciej od nas.

- Ale za to żyją znacznie, znacznie dłużej!

• Przecież mówię, że są bardzo nieszczęśliwe… My tu sobie gadamy, a kobieta w dzisiejszych czasach nie jest na kieszeń mężczyzny. Pan może się ubrać w bluzę, spodnie i chodzić w tym w świątek, piątek i niedzielę; idzie pan na przyjęcie, do pracy, na spotkanie z dziewczyną. Kobieta natomiast, żeby miała pełną szafę rozmaitych ciuchów – wiecznie jej mało. Ja już nie mówię o biżuterii! Kogo na to stać?!

- Faktem jest, że żonaci mężczyźni płacą podatek „od luksusu”, ale czy wyklucza Pan istnienie kobiet bezinteresownych w kontaktach z mężczyznami?

• Nie ma kobiet bezinteresownych!!! Pisałem kiedyś reportaż o takiej jednej panience i – pamiętam – zadałem jej pytanie: „Czy ty byłaś kiedyś w ogóle zakochana?” A ona odpowiedziała mi: „Tak, raz byłam zakochana, ale to był bardzo biedny człowiek i dałam sobie z nim spokój”. W jednym zdaniu zawarła całą swoją filozofię życiową i swój stosunek do mężczyzn. Od dawna zauważyłem, że byt kształtuje uczucia kobiety.

- Był Pan kiedyś zakochany?

• Nie! Nigdy nie byłem zakochany. Ktoś mądry powiedział, że z miłością jest jak z pojawianiem się duchów, wszyscy o nich mówią, ale mało kto je widział. Najwięcej mówią kobiety, sądzę jednak, że nie wiedzą, co to miłość. Oddanie się traktują jak interes. Stały się powierzchowne i wulgarne. Jest taki dowcip – rozmawiają dwie kobiety: - Muszę sprzedać tę wersalkę – mówi jedna – bo jak na nią patrzę, przypomina mi, że zdradziłam męża. – Z zemsty, z miłości, za pieniądze? – dopytuje się koleżanka. – Ja tak sobie myślę, że z uczucia, bo co dzisiaj można kupić za te 200 złotych…

- Czytałem u Remarque`a, że najlepszy sposób, aby utracić kobietę, to pokazać jej życie, na jakie można się zdobyć zaledwie w ciągu paru dni. Będzie się starała utrzymać je – ale z kim innym, kto potrafi jej dać to na stałe
• To właśnie tak mniej więcej wygląda. Kobiety są dekoratywną płcią i nie można się nimi specjalnie przejmować. One same wystarczająco dużo robią zamieszania wokół siebie. Pragną uzależnić człowieka od swoich humorów i zachcianek. A jak już uzależnią i wycisną jak cytrynę – rozglądają się za innym frajerem. Mężczyzna pójdzie z taką do kina, do teatru i wreszcie do łóżka. I przez sam fakt znalezienia się ramię w ramię pod kołdrą – facet później gorzko żałuje. Chyba, że nie ma co ze sobą zrobić, nie ma gdzie mieszkać – wtedy żeni się, by mieć cichą przystań.

- Dlaczego Pan się ożenił?

• Dzisiaj nie bardzo pamiętam. Ale ja jestem człowiekiem wolnym. Nigdy nie pozwoliłem żadnej kobiecie powodować sobą, nigdy nie dałem jej prawa do siebie i pewnie dlatego jestem szczęśliwy. Słyszałem, że są ludzie, którzy podobno kochają się i trwa to dozgonnie, ale czy to jest szczęście? Życie na siłę jest życiem z konieczności…

(...)
- Pamięta Pan swoją pierwszą fascynację płcią przeciwną?
• …to było tak dawno, że aż się wierzyć nie chce. W szkole podarowałem swojej sympatii z klasy kredki, które otrzymałem od matki. W domu dostałem lanie, bo oczywiście nie powiedziałem, co zrobiłem z tymi kredkami. Tak więc od dziecka miałem przykre doświadczenia z kobietami. Tylko kredki zastąpił później karmin do ust…

- Na koniec spytam: gdyby to Pan miał stworzyć kobietę, w jakie cechy by ją Pan wyposażył?

• (Po długiej chwili namysłu) – Chyba nic bym nie zmienił. Ale najpewniej stworzyłbym faceta. Kumpla po prostu!

- …a jakaś rada, wskazówka dla mnie?
• Powtórzę tylko za Daną Dumitrin i Michaliną Wisłocką: „Kobiety są zdumiewające!!! Choćbyś je uważał za najbardziej wyrafinowane oraz zintelektualizowane, ich ideał mężczyzny jest właśnie taki: zblazowany brutal z kasą”. Nie tak dawno kobiety ceniły KLASĘ, niestety, obecnie – coraz częściej – widzą jeno kasę…

2009-04-30 trzeba się ubezpieczyć

Sseeee jak zwykle rano zerknęła na skrzynke mailową i znalazła maila z GP. Ma taką przyjemność, że doświadczają ją kllka razy w tygodniu wiadomościami. I doczytała się, że jest niebezpiecznie. Też mi nowość! Niebezpiecznie jest od zawsze i na okrągło, wystarczy popatrzeć na codzienne wiadomości. Kiedys atakowali nas imperialiści przy pomocy stonki ziemniaczanej, a teraz atakuje nas świńska grypa. Ptasia wycofała się na z góry upatrzone pozycje. O innych chorobach, na które umieramy masowo od lat, na przykład o alkohloliźmie, niby wiemy, ale nikt z tego powodu nie wariuje.
Wiemy też, że jest kryzys, a gdyby ktoś nie zauważył, tak jak na przykład ja, to już wie. Kryzys ma lepszą reklamę niż danonki.
Nowość polega na osobliwej formie inwazji Państwa Środka. Otóż próbują oni zawładnąć światem przy pomocy swoich towarów. No to wiemy. Też żadna nowość. Sseeee czasami odwiedza ich słynne centra i zawsze chodzi oniemiała ze zdumienia. Czasem nawet coś kupuje. Ale nie lubi. Tam są pochowane ludki za półkami, uważnie przyglądający się, czy Sseeee nie zgarnia do torebki chusteczek za 2,50 albo klamerki za 1,50. Sseeee czuła się jak złodziej i kieszonkowiec do kwadratu. Potem miała poczucie niezrealizowania, bo w końcu nic nie ukradła, a przecież była potraktowana jak potencjalny złodziej, czuła, że sprawiła temu kolesiowi zawód.
Nie kradła, bo nic się jej nie podobało i tyle. Jak by chciała, to by ukradła.

Zastanawia się, czy seria artykułów o tym, o czym wszyscy wiedzą od dawna, służy ochronie polskich producentów, czy faktycznie coś się zadziało od roku bardziej w tej materii?

Tu daję sznurki:
60 % niepezpiecznych towarów jest z Chin.
Nasz kraj zalewają groźne towary z Chin.

I jeszcze raz: Nasz kraj zalewają groźne towary z Chin.

Uwaga na niepezpieczne towary z Chin

Sseeee rozważa możliwośc ubezpieczenia sę na wypadek wypadku z powodu korzystania z chińskiego produktu.
Chiny atakują. Nie na czołgach, a przy pomocy lalek z ołowiem i innych zabawek zabijających nasze niewinne dzieci. No to wiemy.
Te ryby, zdaje się pangi, które pływają w ichnim ścieku, też przysyłają nam do jedzenia nie przypadkiem, jak sądzę. A jakoś nikomu to nie przeszkadza, chociaż podobno tylko Polska je przyjmuje. I jeszcze - jak sądzę - jakiś Trzeci Świat. Od antybiotyków i sterydów można dostać grzybicy, a tym anfaszerowana jest panga. Tralala. Kurczaki zresztą też. Woły i inne stłoczone w hodowlach. A świństwo, w jakim się kąpie te rybeczki, aby nie rozłożyły się za życia w niebywałych warunkach hodowlanych, ma silne właściwości rakotwórcze i w UE jest to-to zakazane.
W ogóle życie jest bardzo toksyczne. Zwłaszcza w Trzecim Świecie.
Nawiasem mówiąc, żeby nie było, że jestem stronnicza, największą trucizną dla człowieka jest woda. Wystarczy łyżeczka do płuc i człowiek umiera. Komórki rakowe składają się w 80 % z wody. Poza tym woda np. mineralna to czysta chemia: H2O, Na+, Cl- itd. To info od nieznajomego chemika (życie jest zabójcze). ;-)
No dobra.
Pangi nie kupię.
Ale kurczaka tylko z hodowli z certyfikatem. Jeeej. Pójdę z torbami, poza tym zostają jeszcze kurczaczki z hodowlanych ferm, toż to holokaust. No dobra, nie kupię kurczaka.
Zjem ryż z jabłkiem.
Jabłkiem!? Jeeej, nie zbadałam tego jabłka.

I z tym optymistycznym akcentem idę w świat życząc miłego dnia Czytaczom.
Może głodóweczkę?


ps.
Ja tylko udaję, że żartuję, to jest jak najbardziej serio.


2009-04-29 Starszy pan, który nie narzeka

Magiczna notka, a numer jej 222.
Sseeee dzisiaj wstała raniutko i zarajestrowała, że jest lato. Zrobiła parę fotek do swojego projektu, o 4 rano, jak dzień wstawał i poszła spać. Otworzyła oko, kiedy słonko było już dobrze w górze i wykonała rytualne udawanie, że ćwiczy (LEŃ!!!). Co prawda stopniomierz pokazał tylko 12 stopni, ale temperatura na balkonie jest pogodna... wietrzyk wietrzykuje, samochody próbują popsuć powietrze, podają futurystyczne decybele na śniadanie. Ale okazuje się, że na drzewkach w alejce pod domem rosną porosty, które dowodzą istnienia tu bardzo czystego powietrza... są wręcz miernikiem czystości, o czym doniósł mi zaprzyjaźniony ogrodnik. Takie same egzystują na pniach zdziczałych jabłonek na działce Sseeee. Odwiedzi je w sobotę.

Znowu coś przyszło pocztą i trzeba pokazać, bo to fajowe, sympatyczny wywiad.. Wywiadów jest w zakładkach kilka i czekają w kolejce.. Następny będzie z Himilsbachem.
A teraz:
Felieton - Wojciech Siemion: Nie dojadę do wszystkich

Sseeee skopiuje tu początek, a resztę sobie Czytacze doczytajcie ze strony, sznurek podrzuciła powyżej. Nie wie, co jest grane, ale blog jej ledwo chodzi, czyżby za dużo treści?
Albo za soczysta? Nie wczytuje się czasami całość, jakby tchu mu brakowało.

Wojciech Siemion: - Nie dojadę do wszystkich

Marek Różycki jr.: - Pan w swoim dworku w Petrykozach – muzeum kultury i sztuki – jest dla wielu takim Robinsonem Kultury. Czy jako artysta, aktor i działacz społeczny ma Pan jakąś receptę na przetrwanie prawdziwie polskiej nie skomercjalizowanej kultury i kultywowanie twórczości wysokiej próby dla ludzi jej spragnionych?
- Myślę, że rzeczywiście to coś, co jest przeżyciem w sztuce jest niezbędne każdemu człowiekowi. Ba, zaryzykowałbym nawet i takie twierdzenie, że ci, którzy oddają się wizytom przy budce z piwem, robią to tylko dlatego, że nikt im nie dostarczył, nie zmusił ich jak gdyby do tego, co później socjologowie kultury - nazwaliby przeżyciem w kulturze czy w sztuce. Myślę tu również o tych, co biorą udział w tak zwanym „wyścigu szczurów” i bardziej chcą Mieć niż być!
Ale jak można dostrzec obecnie – mamy wielkie problemy innej natury i kultura w zasadzie została zepchnięta na sam margines życia publicznego. Akurat tak się dziwnie składa, że zjawisk, wydarzeń w kulturze – nigdy nie musieliśmy się wstydzić. To Europa nie nadążała za nami.

- Właśnie, między innymi dlatego – jak myślę – ta poprzeczka w kulturze i sztuce ostatnimi laty szalenie nam się obniżyła, a dostępność – ograniczyła. Wilczy, liberalny kapitalizm pokazuje swoje najbardziej drapieżne oblicze; nędza większości miesza się z bogactwem namaszczonych, a pieniądz i zdrożne namiętności rządzą bez reszty ludzkimi poczynaniami w Polsce.
- To nie musi tak być do końca. Weźmy doświadczenia historyczne. Niegdyś w krajach zachodnich także zaczął rozwijać się kapitalizm i wolny rynek – wcale to jednak nie oznaczało, że kultura czy sztuka tam upadła. Możemy z XIX wieku czy początków XX wyliczyć od razu wiele przecudownych nazwisk wielkich malarzy, poetów, pisarzy, kompozytorów, których twórczość jest wciąż obecna i weszła niejako do kanonu sztuki światowej. Nie na darmo ogłaszaliśmy poprzednie lata – Chopinowskim, Reymontowskim, Mickiewiczowskim, Słowackiego itd. Nie chciałbym jednak mówić o tym, że złe, dobre czy inne czasy w jakikolwiek sposób determinują powstawanie wielkich dzieł.

- Ale mnie nie chodzi o kilka czy kilkanaście wielkich nazwisk w kulturze. Mówię o dostępności i przetrwaniu prawdziwie polskiej, nie skomercjalizowanej kultury i kultywowanie twórczości powszechnie dostępnej dla biednego polskiego społeczeństwa.
- Zawsze będzie kultura masowa, skomercjalizowana - niestety - i poprzeczka kultury wysokiej dla tych, którzy stają się – z różnych przyczyn - smakoszami innego stołu sztuki.

- …właśnie, nieporozumienie polega na tym, że Pan mówi o smakoszach, a ja o głodzie, nie tylko kultury…
- Czy rzeczywiście to coś, co się dzieje w życiu społeczno-gospodarczym i ekonomicznym ma wpływ na konsumpcję kultury? Niewątpliwie, jakiś wpływ ma, ale to wcale nie znaczy, że już nie będziemy mieli wielkiej kultury, wielkiej sztuki.

- W takim razie niech mi Pan szczerze odpowie: Jak Pan – jako artysta i twórca – któremu zawsze na sercu leżała kultura „bliższej ojczyzny”, kultura i twórczość ludowa, odnajduje się w sytuacji, gdy padają ostatnie domy kultury, gminne ośrodki kultury, zamykane są biblioteki i ich filie, także kina, uniwersytety ludowe – zaś jedyną rozrywką w „kraju za miastem” stała się telewizja lansująca kiczowate programy bez ambicji, wspierając się żenującymi telenowelami? Gdzie tu mówić o misji edukacyjnej?!
- Mógłbym jedynie odpowiedzieć na pana pytanie: Ma pan rację! Ale to wcale – dla mnie – nie znaczy, że pójdę i będę opowiadał tylko dowcipy o dupie Maryni. W dalszym ciągu będę mówił strofy Mickiewicza, Słowackiego. Nie tak dawno był Rok Norwida i ja mówiłem wiersze Norwida. Teraz jest Rok Juliusza Słowackiego i ja mówię wiersze i strofy Słowackiego… Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Zawsze byli tacy, co tylko życzyli sobie byle czego i ci co smakowali kulturę i sztukę. A fakt jest faktem, że na utrzymanie placówek kultury brak jest pieniędzy.

- Czyli Pan ma nadal do życia „stosunek liryczny”, a nie ekonomiczny. Jak udaje się więc Panu nie ulegać wpływom presji nowego systemu?

(...)

Reszta na stronie. Sseeee zachęca do przeczytania całości. Szczerze mówiąc, nie podoba jej się lekko jojczący ton dziennikarza. Dosyć często czytuje starszych panów i panie, którzy narzekają i wspominają z łezką w oku dawne czasy, aż jej się flaki wywracają, bo wtedy dziadki i babcie też narzekały i mówiły, że "przed wojną to nawet bułki były lepsze" (przed II oczywiście). Acha i jeszcze - "niedługo będzie koniec świata, bo wszystko na to wskazuje, nie może być inaczej, jest dno", i tak Sseeee przeżyła już kilka zapowiadanych całkiem poważnie i autorytatywnie końców świata, i żyje, może lekko skończona, albo wykończona, ale nie do końca ;).
Natomiast bardzo podoba jej się to, co pogodnie mówi Wojciech Siemion - "róbmy swoje". :-)

Sseeee pisze i linkuje.
I nie jest wykluczone, że umknie stąd w inne miejsce w necie, bo ma problem z tym blogiem. ALe sznura zostawi....
:-)

2009-04-28 trzeba

Trzeba jeszcze to tu umieścić, bo poprzedni temat zrobił mi małe zawirowanie. Obiecałam w końcu komuś, że tu umieszczę tekst o ekononicznych aspektach wegetarianizmu (i weganizmu - jak sądzę - też) Umieszczam i na tym kończę temat. Bo jest jeszcze wiele ciekawych, a ja nie chcę mieć tu strony wojującego wegetarianizmu czy weganizmu, ja nie wojownik, absolutnie.
Ale wyobraźcie sobie 45-50 osób siedzących przed nami z pustymi miskami i patrzących, jak zjadamy ćwierćkilogramowego kotleta. "Za cenę twojego kotleta, miseczka każdej z tych osób mogłaby zostać napełniona gotowaną kaszą". Taka jest prawda.

www.ziemia.org

Mięso i ekologia


World Watch magazine, lipiec / sierpień 2004
Autorzy: Redakcja magazynu World Watch
Tłumaczenie: Dorota Szczęsna


Teraz to już nie jest prywatna sprawa! Czy tego chcemy czy nie, spożywanie mięsa staje się problemem dla wszystkich mieszkańców naszej planety.

Gdybyśmy zapytali parę osób o to, jak poważnym problemem społecznym jest spożywanie mięsa, większość z nich zapewne byłaby zaskoczona, słysząc że w ogóle można tę sprawę uznać za problem. Pewnie usłyszelibyśmy, że to czy ktoś je mięso, czy nie (bądź w jakich ilościach) jest jego prywatną sprawą. Owszem, mięso może szkodzić na serce, zwłaszcza w przypadku osób z nadwagą, ale raczej nie jest to jedna z tych niezwykle ważnych kwestii – takich jak terroryzm, gospodarka, wojna czy „ekologia” – nad którymi debatują kandydaci na prezydenta i senatorowie.

Nawet jeżeli kilka z zapytanych osób stwierdziłoby, że spożywanie mięsa może mieć istotne konsekwencje dla środowiska naturalnego, to skutki te prawdopodobnie wydałyby im się stosunkowo niewielkie. Pojawiały się raporty na temat wycinania lasów tropikalnych pod wielkie hodowle bydła oraz na temat niszczenia naturalnych łąk w wyniku wypasu zwierząt, ale do niedawna ekolodzy nie mówili, że jedzenie mięsa to problem godny uwagi takich organizacji jak Amazon Watch, Conservation International, czy też Greenpeace.

Jednak w miarę rozwoju ekologii stało się jasne, że apetyt ludzi na mięso leży u podstaw właściwie każdej znaczącej kategorii szkód wyrządzanych środowisku naturalnemu, które obecnie zagrażają naszej przyszłości. Należą do nich wylesianie, erozja, niedobór słodkiej wody, zanieczyszczenie powietrza i wody, zmiany klimatyczne, utrata bioróżnorodności, nierówności społeczne, destabilizacja lokalnych wspólnot oraz szerzenie się chorób.

W jaki sposób tak pozornie błaha „kwestia smaku”, jaką jest spożywanie mięsa, niemalże w mgnieniu oka przesunęła się z marginesu dyskusji nad zrównoważonym rozwojem do jej centrum? Po pierwsze w ciągu minionego półwiecza indywidualne spożycie mięsa zwiększyło się ponad dwukrotnie, pomimo stałego wzrostu ludności na świecie. W rezultacie ogólny popyt na mięso zwiększył się pięciokrotnie. To z kolei nasiliło presję na takie zasoby, jak woda, ziemia, pasza, nawozy, paliwa, możliwości utylizowania odpadów jak również inne ograniczone dobra naszej planety.

Aby zilustrować znaczenie, jakie obecność mięsa w naszej codziennej diecie ma dla środowiska naturalnego, postanowiliśmy zbadać wpływ tej – wydawałoby się nieistotnej – sprawy na główne kategorie szkód ekologicznych, które są powszechnie uważane za największe zagrożenie dla przyszłości człowieka. Krótkiemu omówieniu naszych ustaleń towarzyszą wypowiedzi wybitnych obserwatorów; niektórzy z nich proponują, w jaki sposób powinniśmy pochodzić do tej delikatnej sprawy –nie każdy bowiem miłośnik schabowego lub karkówki bez walki przerzuci się na tofu.

Centrum Międzynarodowych Badań nad Leśnictwem informuje, że ze względu na szybki wzrost sprzedaży brazylijskiej wołowiny przyspieszeniu uległo również tempo niszczenia Puszczy Amazońskiej. „Krótko mówiąc, hodowcy bydła produkują kotlety mielone z brazylijskich lasów deszczowych”, stwierdza dyrektor generalny ośrodka David Kaimowitz.
—Environmental News Service

Niszczenie łąk i innych obszarów trawiastych to kolejny problem, jaki powstał w wyniku rozrastania się stad zwierząt hodowlanych i zastępowania terenów, na których niegdyś żerowały dzikie bizony czy antylopy monokulturowymi pastwiskami dla celów masowego wypasu bydła. W recenzji książki Richarda Manninga z 1995 roku, zatytułowanej Grassland: The History, Biology, Politics, and Promise of the American Prairie pisarz James Risser, laureat Nagrody Pulitzera, zauważa: „Wiele osób buntuje się na myśl o tym, że zróżnicowane gatunkowo lasy są wycinane i zastępowane leśnymi farmami z jednym tylko gatunkiem drzew. Mało kto zdaje sobie sprawę, że falujące pole złotej pszenicy jest w rzeczywistości tym samym – monokulturową uprawą powstałą w miejsce niegdyś bogatej i zróżnicowanej łąki, która została wycięta”.

Łąki zajmują największy obszar ziemi ze wszystkich ekosystemów w Ameryce Północnej; one również najbardziej ucierpiały.
—Richard Manning w Grassland

Kolejnym rozwiązaniem [problemu zaniku terenów trawiastych w Afryce] byłoby przejście z wypasu bydła na hodowlę dzikiej zwierzyny na ranczach, gdyż antylopy w przeciwieństwie do bydła są przystosowane do życia na częściowo suchych obszarach. Nie muszą odbywać codziennych wędrówek do wodopoju, powodując tym samym mniejsze zadeptanie i zagęszczenie gleby... Odchody antylop mają postać niewielkich suchych bobków, które zatrzymują zawarty w nich azot, skutecznie użyźniając glebę. Krowy natomiast wydalają duże, płaskie, wodniste placki, które nagrzewając się szybko tracą większość azotu (w formie amoniaku) ... na rzecz atmosfery. Eksperymentalne ranczo hodowli dzikich zwierząt w Kenii okazało się bardzo zyskowne i równocześnie przyczyniło się do odbudowy pastwiska.
—Paul R. Ehrlich, Anne H. Ehrlich, i Gretchen C. Daily w The Stork & The Plow

Słodka woda, podobnie jak ziemia, przez pierwsze dziesięć tysiącleci cywilizacji wydawała się być zasobem niewyczerpywalnym. Dlatego też nikt nie przejmował się tym, ile krowa pije. Kilka lat temu eksperci zajmujący się wodą obliczyli jednak, że my, ludzie zużywamy obecnie połowę dostępnej na ziemi słodkiej wody, resztę pozostawiając dla ponad miliona innych gatunków. Od wielu z nich uzależnione jest nasze przetrwanie (dostarczają nam między innymi pożywienia i tlenu), zatem z podziałem zasobów wody wiąże się niebagatelny dylemat. Jeżeli zużycie rozbijemy na poszczególne gatunki, okaże się, że największymi jej konsumentami są zwierzęta hodowane na mięso. Jednym z najprostszych sposobów na ograniczenie popytu na wodę jest zredukowanie ilości spożywanego przez nas mięsa.

Standardowe wyżywienie jednej osoby w Stanach Zjednoczonych wymaga zużycia 16 000 litrów wody dziennie (woda dla zwierząt, nawadnianie upraw, przetwórstwo, zmywanie, gotowanie etc.). Dieta wegetarianina „kosztuje” zaledwie 1 200 litrów na dzień.
—Richard H. Schwartz w Judaism and Vegetarianism


Albert Einstein, który jest lepiej znany ze względu na swoje osiągnięcia w fizyce i matematyce niż zainteresowania naturą, powiedział kiedyś: „Nic nie będzie bardziej dobroczynne dla ludzkiego zdrowia i nic nie zwiększy szans na przetrwanie życia na ziemi w tak dużym stopniu, jak ewolucja ku diecie wegetariańskiej.” Naszym zdaniem ta wypowiedź nie dotyczy tylko i wyłącznie kwestii żywieniowych. Zwróćcie uwagę, że w niniejszym artykule niezbyt wiele napisano na temat roli mięsa w odżywianiu się człowieka, mimo że długo by mówić o przeróżnych sprawach, nie tylko chorobach krążenia. Nie zagłębialiśmy się również w kwestie etyki wegetariańskiej czy praw zwierząt. Nie chcemy tym samym deprecjonować tych względów, ale raczej zwrócić uwagę tylko i wyłącznie na to że z ekologicznego i ekonomicznego punktu widzenia spożywanie mięsa zaczyna zagrażać ludzkości. Nie trzeba być szczególnie wrażliwym, by stwierdzić, że era intensywnej mięsożerności niebawem dobiegnie kresu, podobnie jak era ropy naftowej – oraz że te dwa zjawiska są ze sobą powiązane.

Reszta pod sznurkiem, który jest na górze.

Gratuluję wytrwałym, to wyjątkowo długa epistoła, ale wydaje się, że warto, to wiedza.



2009-04-27 Ona jest.

Sseeee jest. Jest jaka jest. Prawie tak, jak Michał Wiśniewski, ale z pewnymi różnicami. Sseeee ma bardzo delikatne "coś" w sobie. To "coś" jest tak delikatne, że "cosiowa" odżywia się jak pół-człowiek i pół-istota nie materialna. Normal by może nie umarł na takich dawkach i takich składnikach, ale długo by się przyzwyczajał i mocno by musiał nad sobą pracować, a co by się nacierpiał! Tym niemniej taka umiejętność jest dostępna dla każdego i służy zdrowiu jedynie. Sseeee ma to coś dane od urodzenia. Wielkiego sprytu musiała się dorobić, żeby dzieciną będąc, zręcznie pozbywać się kotletów z obiadowego talerza i kożuchów z mleka. Kanapki w szkole nie stanowiły problemu, bo nie było jeszcze wtedy wietnamskich barów i pełno było wokół bezpańskich psów. Potem trochę się przyzwyczaiła do wszelakich codziennych utrudnień życiowych i jakoś żyła sobie grzecznie przez wiele lat, aż zaczęła dziecinnieć ..... Dziecinniała fazami. W każdym razie siłą rzeczy i na skutek wymuszenia organicznego Sseeee jest otwarta na spore dawki informacji nie z tej ziemi. To znaczy - to są informacje jak najbardziej z tej ziemi - ale nie wszyscy ziemianie czują się ziemianami, więc Sseeee ma prawo powiedzieć, że to jest nie z tej ziemi.
Libertyńsko anarchistyczne i nihilistyczne wątki snują się po niedożywionej głowinie. Rączyny i nożyny uparcie zmierzają ciągle w tych samych, nieustająco i upierdliwie tych samych, kierunkach.
Dlatego Sseeee dzisiaj gorąco namawia do
obejrzenia filmu pt "Ziemianie".
Miłego oglądactwa drodzy Czytacze.
Miłego obiadku, miłej kolacyjki, miłego śniadanka i tak dalej.


Sseee przeprasza i prosi: jeśli będzie trudno obejrzeć w całości od razu, proszę obejrzeć po 1 rozdziale dzienie. Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa. W tym duchu warto żyć, jeść i spać. Sseeee ma wtedy poczucie, że nie marnuje danego sobie na życie czasu. I tego dobrodziejstwa życzy wszystkim. Zwłaszcza tym uglaskanymm już mocno przez telewizyjną papkę.
Zdaje sobie sprawę, że zmysły i umysły większości ludzi nie są przystosowane do oglądania życia takiego, jakie ono jest w myśl zasady: co oczy nie widzą, to sercu nie żal.
To jest zasada która krzywdzi innych i pamiętajmy, też możemy stać się kiedyś jej ofiarą.
Prawda czasem boli. Boli, bo to jest prawda o nas. Gdyby nas nie dotyczyła, pozostała by obojętna.

(Gdyby ktoś miał wątpliwości natury medycznej, Sseeee spieszy z doniesieniem, że urodziła, wykarmiła własną niewątłą piersią, a następnie odchowała do okresu zerówki dwa młode na wegetarianskim jedzeniu. Szkoła i własna rodzona matka ich później niejako odsączyła ze starych domowych obyczajów. Wrócili do nich, kiedy dojrzeli. Sseeee i jej młode są zdrowe i mają się świetnie)


2009-04-26 Wiersz bez treści

Na koncie mojej samotności
Jest dużo wykrzykników
I żadnych znaków zapytania
I ty
Dorosły i dziecinny
Winny i niewinny
O moim kosmosie wszystko wiem
Czas wyrzuciłam za burtę
Płynę bom chmura i gwiazda
Nierozczesana i straszna
Na moim koncie giętkie klucze wiolinowe
Pozakręcane w ślimaki
Rozgadane żurawie
Czterolistne koniczyny
Pawie, raki nieboraki
I ja
Dorosła i dziecinna
Winna i niewinna


2009-04-24 Futuro uwerturo princessuro

Sseeee bardzo zmądrzała od wczoraj. Odrzuciła pokusy ponętnego popołudnia, nie patrzy na piękną aż do obrzydzenia zieleń. Wspomina swoje pierwsze emocjonalne porywy, kiedy zasuwała czerwonym maluszkiem, świat był nieprzytomny, maluszek absolutnie najwspanialszą emanacją cywilizacji, jakiej Sseeee doświadczała.

Teraz futuryści. Pięść, policzek, huk pędzącej maszyny, może i „bejsbol”? Teraz miłośnicy motoryzacji i przemocy wożą „bejsbole” na tylnym siedzeniu.
Tu -
http://www.physd.amu.edu.pl/~technix/manifest.htm jest tekst;

AKT ZAŁOŻYCIELSKI i MANIFEST FUTURYZMU


moje ulubione fragmenty:

„(..)
Drgnęliśmy nagle na dźwięk przeraźliwego hałasu olbrzymich piętrowych tramwajów, które rwały sie w podskokach, olśniewając różnokolorowymi światłami, podobne do wiosek, które w czasie festynu porwał niespodziewanie wezbrany Pad, unosząc je do morza poprzez progi i wiry powodzi.
Potem cisza stała się bardziej nieprzenikniona. Wsłuchując się jednak w słabiutki modlitewny szmer starego kanału, w trzeszczenie kości umierających pałaców, obrosłych wilgotną zieleniną, usłyszeliśmy nagle pod oknami ryk zgłodniałych automobili.
Chodźmy, rzekłem, chodźmy przyjaciele! Ruszajmy! Nareszcie mitologia i ideały mistyczne zostały przezwyciężone. Jesteśmy świadkami narodzin Centaura, a wkrótce ujrzymy lot pierwszych aniołów!... Trzeba będzie wstrząsnąć bramami życia, aby wypróbować ich zamki i zawiasy! Ruszajmy! Oto pierwsza jutrzenka nad ziemią! Nie można porównać z niczym błysków czerwonego słonecznego miecza, który przecina po raz pierwszy nasze tysiącletnie ciemności!...
Zbliżyliśmy się do trzech parskających bestii, aby pomacać miłośnie ich gorące piersi. Wyciągnąłem się w mojej maszynie jak trup w trumnie, leczożyłem natychmiast pod kierownicą, ostrzem gilotyny zawieszonym nad moim żołądkiem.
(…)
Pędziliśmy rozgniatając na progach domów psy stróżujące, które zwijały się pod naszymi gorącymi kołami jak fałdy pod żelazkiem do prasowania. Obłaskawiona śmierć mijała mnie na każdym skręcie, aby podać mi z wdziękiem łapę. Od czasu do czasu ze zgrzytem szczęk rozwalała się na ziemi, posyłając mi z każdej kałuży spojrzenie aksamitne i pieszczotliwe.
Wyłuskajmy się z rozsądku jak z łupiny wstrętnej, rzućmy się jak owoce zaprawione dumą w olbrzymią, wykrzywioną paszczę wiatru!... Oddajmy się na pastwę Nieznanemu, nie z rozpaczy, lecz po to, aby zasypać głębokie studnie Absurdu!
(…)
1. Chcemy opiewać miłość niebezpieczeństwa, przyzwyczajenie do energii i do zuchwalstwa.

2. Odwaga, śmiałość, bunt - będą zasadniczymi składnikami poezji.

3. Aż do dziś literatura sławiła nieruchome zamyślenie, ekstazę i marzenie senne. My chcemy sławić agresywny ruch, gorączkową bezsenność, krok biegacza, salto mortale, policzek i pięść.

4. Oświadczamy, że wspaniałość świata wzbogaciła się o nowe piękno: piękno szybkości! Samochód wyścigowy ze swoim pudłem zdobnym w wielkie rury podobne do wężów o ognistym oddechu... ryczący samochód, który zdaje się pędzić po taśmie karabinu maszynowego, jest piękniejszy od Nike z Samotraki.

5. Chcemy opiewać człowieka dzierżącego kierownicę, której oś idealna przeszywa Ziemię, ciśniętą także w bieg po swej orbicie.

6. Trzeba, aby poeta poświęcił się z bujnym wspaniałomyślnym zapałem dla pomnożenia entuzjazmu i żaru w elementach pierwotnych.

7. Nie ma już piękna poza walką. Twór, który nie ma charakteru agresywnego, nie może być arcydziełem. Poezja musi być pojmowana jako gwałtowne natarcie na siły nieznane, celem rzucenia ich pod nogi człowiekowi.

8. Znajdujemy się na wysuniętym cyplu stuleci!... Po cóż mielibyśmy oglądać się za siebie jeśli chcemy sforsować tajemniczą bramę Niemożliwego? Czas i Przestrzeń umarły wczoraj. My żyjemy już w absolucie, ponieważ stworzyliśmy nieustającą wszechobecną szybkość.

9. Chcemy sławić wojnę - jedyną higienę świata - militaryzm, patriotyzm, gest niszczycielski anarchistów, piękne idee, za które się umiera, oraz pogardę dla kobiet.

10. Chcemy zburzyć muzea, biblioteki, akademie wszystkich rodzajów, chcemy zwalczać moralizm, feminizm i wszeklą oportunistyczną lub utylitarną podłość.

11. Będziemy opiewać tłumy wstrząsane pracą, rozkoszą lub buntem; będziemy opiewać różnobarwne i polifoniczne przypływy rewolucji w nowoczesnych stolicach; wibrującą gorączkę nocną arsenałów i stoczni podpalanych przez gwałtowne księżyce elektryczne; nienasycone dworce kolejowe, pożeracze dymiących wężów; fabryki uwieszone u chmur na krętych sznurach swich dymów; będziemy opiewać mosty podobne do gimnastyków-olbrzymów, którzy okraczają rzeki, lśniące w słońcu błyskiem noży; awanturnicze statki węszące za horyzontem, szerokopierśne lokomotywy, galopujące po szynach, jak stalowe konie okiełznane rurami, i lot ślizgowy aeroplanów, których śmigło łopoce na wietrze jak flaga i zdaje się klaskać jak rozentuzjazmowany tlum.
(…)
Najstarsi z nas mają trzydzieści lat, a jednak roztrwoniliśmy już skarby, tysiąc skarbów miłości, siły, śmiałości, chytrości, twardej woli. Rozrzucaliśmy je bez wachania, bez rachuby, bez wytchnienia, niecierpliwie, z furią... Spójrzcie na nas! Jeszcześmy się nie zdyszeli! Serca nasze nie czują najmniejszego zmęczenia, ponieważ żywią się ogniem, nienawiścią i szybkością!... Dziwicie się? To zrozumiałe, ponieważ nie pamiętacie nawet, żeście kiedykolwiek żyli. Stojąc na wierzchołku świata, rzucamy raz jeszcze nasze wyzwanie gwiazdom!
Wasze zarzuty? Dość. Dość. Znamy je... Jasne... Nasza wietna a kłamliwa inteligencja mówi nam, że jesteśmy treścią i przedłużeniem naszych przodków. Być może!... Niech będzie! Ale czy to ma jakie znaczenie? Nie chcemy zrozumieć. Biada temu kto powtórzy te haniebne słowa!...
Podnieście głowy!...
Stojąc na wierzchołku świata, rzucamy raz jeszcze nasze wyzwanie gwiazdom!...”


Czyż to nie jest piękne? Oczyma wyobraźni widzę te pędzące beemki.. i inne.. błyszczące, ryczące. Teraz mamy jeszcze wysyp dawców na zapierającym dech tylnym kole i chyba z urwaną rurą wydechową. Kiedy byłam zalotną i piękną młodą panienką pojechałam na wieś do rodziny, tam kawalerowie, żeby sobie dodać splendoru i męskości, podrasowywali swoje jednoślady majdrując przy rurze wydechowej. Dzięki temu sielkość polskiej wsi ubogacona była w osobliwe ryki przez całą sobotnią noc. To było niesłychanie futurystyczne, chociaż ci młodzieńcy niekoniecznie chcieli tworzyć wielką i nową sztukę.. paru się udało.. zrobić parę sztuk...
A teraz kolejny manifest, który przeczytałam w CSW w Wawce 2008:


II Manifest Futurystyczny AKTUALNY

My, czterej mężczyźni
z Łodzi Kaliskiej
będąc reprezentantami
gatunku męskiego

Oświadczamy:

1. Segregacja płci była jest i będzie faktem
2. Kobiety są inną rasą i mężczyźni są inną rasą
3. Różnice są ogromne
4. Nie da się ich zniwelować
niezauważyć
pominąć

My czterej mężczyźni
reprezentując cały
gatunek męski

Manifestujemy:

Uwielbienie dla kobiet
dla ich
matczynej mądrości
suczej przedsiębiorczości
naturalnej delikatności
macicznej desperacji
waginalnej wrażliwości
przyzwalającej sile trwania
Boskości Bycia Kobietą
...Nike z Samotraki / była / jest / i będzie / zawsze piękniejsza od jakiegoś / gównianego pędzącego / samochodu wyścigowego z / jego tandetnymi błyszczącymi / rurami wydechowymi...

My (wymienieni wyżej) mężczyźni
Jako reprezentanci rodzaju
męskiego dzielnie

Stwierdzamy:

Mężczyźni są gatunkiem gorszym w swej:
słabości fizycznej
pierdołowatości decyzyjnej
bojaźni przed jutrem
małostkowej aneksyjności
egoistycznej społeczności
ksenofobicznej nietolerancji
subiektywnej konsekwencji
ekspansywnej zaborczości
oraz powszechnej brzydocie

mężczyźni to
pomyłka natury i tragedia społeczeństwa

My mężczyźni pozostając niestety
reprezentacją gatunku męskiego
jesteśmy wobec zaistniałej sytuacji
bezradni i bezsilni

spolegliwie pragnąc wykonywania
czynności z zakresu:

orzeźwienia wilgocią warg
omdlenia w uścisku ud
uwypuklenia pośladków
skłonienia pod ciężarem piersi
wyszczytowania sutek
dościgania wdzięczności szyi
omuskiwania bioder
ukrycia w cieple waginy

wiemy, że:
Nike z Samotraki

była
jest
i będzie

zawsze piękniejsza od jakiegoś
gównianego pędzącego
samochodu wyścigowego z
jego tandetnymi błyszczącymi
rurami wydechowymi
Niech sczezną mężczyźni
ch.i.w.d.

2009
Marek Janiak
Łódź Kaliska

To są ingrediencje, a tu sama istność:
fototapeta.art.pl
I tak Łódź Kaliska zaatakowała feministki i samczą samczość. Osobiście nic nie mam przeciwko feministkom i samcom, ale to, jak zostali zaatakowani uniosło mnie niebywale i pozytywnie. I znowu futurystycznie się poczułam.
Uśmiech nie schodził mi z ust długo po tym, jak wyszłam z wystawy. W CSW już jej nie ma, ale jeśli gdzieś nagle zobaczycie, idźcie koniecznie.
Niech żyją manifesty futurystyczne, NIECH ŻYJĄ!

Uwaga na końcu - mieszkam w straszliwe futurystycznym, nagim, betonowym miejscu pod błękitnym albo szarym nagim niebem, a obok głowy mam szemrzącą futurystycznie rurę od CO. Za oknem futurystyczne kable i inne instalacyje. Apokaliptyczna wizja została spełniona wraz z budową komunistycznej rzeczywistości. Jest ona wieczna, pomimo, że miała trwać tylko jedno pokolenie, aby tworzyć miejsca dla nowego, jeszcze bardziej futurystycznego tworu architektonicznego. Moje betonowe, zgrabne i strzeliste domostwo stoi nad hałaśliwą futurystyczną ulicą, na której przejechano już niejednego kota, jak również paru sąsiadów. Bardzo futurystycznie i agresywnie. Nawiązując do poprawionego manifestu, kiedy wyglądam z mojego betonowego futurystycznego okna widzę spieszące się nagie kobiety ... czasami w pełnymi siatkami (ta odrobina bawełny na korpusie i legginsy na reszcie poniżej nie pretendują nawet do nazwy "ubranie", to jest raczej rozebranie). I tak się spełniło, spełniło się!!!! Ave Future!!!


2009-04-23 Beznadziejna sprawa

Wczorajszy dzień minął jakoś beznadziejnie, jak wszystkie ostatnio. Zamiast chodzić codziennie na basen, ambitnie zmagać się z materiałem dotyczącym futuryzmu i produkować wiekopomne dzieło.. Zamiast robić tego power pointa na kształtowanie środowiska, łażę, powłóczę nogami w pół przytomna i ciągle tylko ledwo dochodzę do siebie. Jakieś idiotyzmy robię, właśnie sobie miuzik na komórkę wyprodukowałam z mp3, co ją miałam na kompie, pięknie. Jakbym naprawdę nie miała co robić! Teraz, ktoś zadzwoni, a ja będę sobie nucić. Ambitnie.

Nauganiałam się dzisiaj po mieszkaniu za kartką na pieluchomajtki, którą kiedyś z takim mozołem wyrywałam NFZetowi. No nie ma, jak kamień w wodę, pamiętam, jak ją gdzieś widziałam i gdzieś kładłam, ale już nie pamiętam gdzie. Potem, kupowanie bez recepty oczywiście małego opakowania, a nuż się znajdzie lada moment. Ja nie mogę, dlaczego oni mi to robią, te biurokraty? Ja naprawdę nie mam nic lepszego do roboty jak układać ważne papiren w hiperważnych piramidkach? Oni mi to robią specjalnie, są zaburzeni psychicznie i znęcają się nade mną w wyrafinowany sposób. Idę się załamać. Papiren mnie zjedzą całkiem. No nie wiem, zabijta mnie, co ja zrobiłam z tą najważniejsza kartką mojego życia?

Wysiadywanie w przychodni po receptę na paski glukometrowe. Tam są straszliwie, poniżające ludzi obyczaje. Chorzy przychodzą na mniej więcej 5 rano, żeby być przyjętym przez lekarza, stoją godzinę czy dwie w kolejce, do 6,30, żeby się zapisać, a potem przychodzą na 8 albo już czekają, bo im się nie chce do domu wracać, masakra, nic z tego nie rozumiem. Jak oni są chorzy – to jak oni mogą tyle godzin siedzieć w tej poczekalni? Przecież można zmienić przychodnię, jeśli tu nie dbają o pacjentów. Ale ci ludzie są przyzwyczajeni do poniewierania i nic się na to nie da poradzić. Witaj pańszczyzno. Potem zachowują się w tej kolejce dziwnie i czasami agresywnie. Nie dziwię się, jeśli jeszcze żyją! To na ogół starzy ludzie i pachną diabetologicznym problemem. Mam nosa. Mam wizję. Przychodnia miejscem selekcji szczególnie nieporadnych życiowo jednostek. Słabi umierają zanim dojdzie do nich kolejka.. no dobra, żartowałam. Poszłam tylko po receptę i weszłam bez kolejki. Udało się.

Kupiłam te paski, zmierzyłam tacie cukier, jak zwykle jest taki sam, prawie w normie, spadł przed rokiem i się trzyma. Można by spokojnie mierzyć raz w tygodniu, a reszty się domyślić i podopisywać, ale dla taty mierzenie cukru jest ważną funkcją życiową. Jest jednym z parametrów jego istnienia, atraktorem, funkcją i dowodem na swoje istnienie, być może najważniejszym. Przyczyną, skutkiem i istotną ontologiczną właściwością siebie samego. Nie, najważniejsza jest kotka i tiwi. Właściwie wszystko ma prawie w normie, tylko nie wiedzieć czemu, ledwo chodzi i realizuje się życiowo głównie przy telewizorni. Czasem coś mówi, ale bardzo mało. Coraz mniej. Jest młody, poddał się już dawno, kiedy stracił pracę. Jest uparty i wszystko cały czas wie najlepiej. Ale milczy już teraz. Od czasu do czasu coś mówi i ma rację. A priori. Żeby nie robić problemów, tak założyliśmy, tak jest od zawsze, tak się przyzwyczailiśmy i tak jest najlepiej.

Potem – kolejny pijak śpiący na chodniku, dlaczego? Aaa.. ciepło, jasne. W zimie by spał na klatce schodowej. Znaczy się - to już wiosna na pewno!

Trawa i liście pachną. Pachną naprawdę, tak szczególnie, kwaskowato, słodko i wietrznie. Do tego kwiaty na drzewach i krzewach. Szłam i niuchałam namiętnie chowając się przed ulicą na podwórkach i przemykając skwerkami jak najdalej od samochodów.

A ta głupia visa ciągle w kolejnym sklepie nie działa, pani uważnie ogląda mój podpis… muszę pójść do banku i powiedzieć im, że dali mi chłam.. ale co to zmieni?

Kolejna ważna rozmowa i kolejna wystawa na horyzoncie, będę ją powolutku tworzyć w trakcie wszystkich kolejnych letnich plenerów, których mam od cholery w tym roku. Potem zrobię sobie z tego pracę magisterską jeszcze. Mam w zasadzie problem z głowy. Zaczynam powolutku coś kojarzyć, zaczynam coś łapać, o co mi chodzi, jak i co  mówić na obrazach, zaczynam być. Chyba ta wystawa będzie fajna. Ale na pewno będę niezadowolona, jak zwykle. Ale na pewno będę miała kolejną przygodę.
Żyje mi się jakoś durnowato, że tak powiem. Dobrze, że moje ciapulki ukochane, kochane przyjaciele, robaczki i nieboraczki do mnie się odzywają bezinteresownie, to mi ratuje wiarę w sens tego wszystkiego, malowanie to jednak za mało. Zwłaszcza, że nie pracuję od jakiegoś czasu, flauta twórcza. Nie biorę pędzla do ręki. Są sposoby, żeby to ominąć. Może dlatego mam doła? I choruję? Dzieci dzwonią, pytają się, pukają do drzwi, jeszcze to wszystko ma jakiś sens…. Jeszcze. Szczęście, że są.

Dziś już lepiej, Już nie śnią mi się wilkołaki, złe tenty i inne rumburaki, teraz tylko wiosenne wzruszenia łaskoczą sympatycznie. Poddam się niewinnie .. a co mi tam. Dochodze do zdrowia.
I wszystkim życzę co by constans byli na takiej fali.. jeśli to możliw
e.


2009-04-22 UWAGA - dłużyzna... Gadki Szmatki czyli co tam słychac kumie w polityce.

(tekst autoryzowany i wyrwany z kontekstu)

(…)

ON
Znów miły przykład manipulacji i robienia wody z mózgu ludowi, który z obłędem w oczach żąda rozwiązania IPN. No powód jasny!
Wiesz jakie to straszne zbrodnie popełnił IPN zatrudniając faceta, który napisał pracę magisterską na UJ! Straszna Pisowska instytucja i powinni odpowiadać za zatrudnienie takiego zbrodniarza! Tylko nikt Ci nie powiedział (znów chyba Cię wpuścili w kanał), że zatrudnił go niejaki Lasota dyrektor krakowskiego IPN, a poza tym radny sejmiku z Platformy Obywatelskiej! Widzisz teraz jak to działa, nie wydał książki IPN, a Arkana, nie pisał w IPN, a na UJ, zatrudnił go gość z PO, a za wszystko odpowiada PiS. Nie wydaje Ci się, że to klasyczna nagonka? Nie wydaje Ci się, ze jest mnóstwo ludzi, którzy znów chcą położyć łapę na "kwitach" i robią już bezczelną chamówę? Ciekawe czego się boją? Co gorsza, mnóstwo ludzi się na to nabiera, zdumiewające!
Pozdrawiam


ONA
hahahaha (panowie się i tak pogodzą po obradach w miejscowym bufecie)
posłuchaj tego dla odmiany:
http://www.youtube.com/watch?v=rCWwcLFAiPI&feature=channel


http://www.pardon.pl/artykul/6935/szok_satanista_pozywa_katolika
a to, się uśmiałam

ON
Minęło już niemal 10 miesięcy od ukazania się na polskim rynku czytelniczym książki … SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii… Mimo, że przez cały ten czas było możliwe (i jest
nadal) podjęcie merytorycznej polemiki z prezentowanymi w tej książce rezultatami badań a nawet naukowe podważenie ich wyników … trwa wciąż (nie wyłączając tego forum) bardzo wymowne milczenie. Oto, co … między innymi … na ten temat pisze prof. Marek Czachor w swojej recenzji, opublikowanej w najnowszym listopadowo-grudniowym numerze Biuletynu IPN
PS A jak trafnie Czachor przewidział atak na IPN, który właśnie trwa.
Prorok jakiś czy co?

ONA
dzięki
był, nie był, tamte czasy były inne niż obecne
ja i tak go podziwiam


ON
To, że był to nie ulega wątpliwości, mimo czyszczenia przez niego akt. Problem polega na tym, że ukrywając to był podatny na naciski, w tym z Moskwy (a może nie tylko) co jest wykluczające dla gościa na wysokim stanowisku, bo groźne dla kraju. A chyba nie masz wątpliwości, że w Moskwie są bardziej kompletne akta jak w IPN? Jeszcze za czasów ministra SW Kozłowskiego, co sam z właściwą sobie głupota przyznał, była w MSW komórka KGB i on, minister nie wie czym się zajmowała!! Pomyślałaś o tym?

Czasy były inne a normy moralne i odpowiedzialność za narażanie kraju były lub powinny być takie same! Nigdy donoszenia na kolegów nie było moralnie dobre, niezależnie od czasów, a nawet im czasy trudniejsze tym było moralnie bardziej naganne, w przeciwnym przypadku możemy tym bardziej usprawiedliwiać np. szmalcowników, bo czasy były bardzo inne i chyba trudniejsze. Prawda? Dlatego usprawiedliwianie "innymi czasami: nie jest żadnym usprawiedliwieniem!

ONA
tak, masz racje

widzę to tak:
w tamtym czasie można było
- nie robić nic i się bać, tak jak, ja, bo ja – przyznam się – robiłam w majtki ze strachu i od czasu do czasu dopadałam jakiejs bibuły i przekazywałam dalej czując sie prawie jak Joanna d'Arc
- robić cos i się narażać, tak jak Popiełuszko (to bardzo skrajny przypadek ale jako przyklad dla maluczkich istotny) i inni ...
- albo współpracować i cos zrobić, wydaje mi się ze wiele osób, które pełniły wtedy jakieś ważne funkcje działało na dwie strony albo jedną.. hmmm..

mam takie powiedzenie: nic za komuny bez komuny, inwigilacja wewnętrzna była i już, co tu dużo mówić, i za katolandu może być to samo, nic w katolandzie bez katolandu - co ja chce przez to powiedzieć? a to, ze totalitaryzmy tak mają, ze bezczeszczą ludzką tożsamość, wtryniają się w każdy zakamarek, a pokaż mi miejsce na świecie, gdzie totalitaryzmy nie istnieją.. istnieją, bo chyba ludzka natura taka jest, globalizm to też totalitaryzm, amerykańska kultura i demokracja to jest totalna władza dupków i kretynów.. za którą, jak sądzę siedzi po cichutku wielki kapitał i manipuluje, zresztą, po tej stronie wody to samo

jakoś nie mam złudzeń, ale Wałęsę podziwiam, nie za to ze donosił, tylko za impet, może na takiej samej zasadzie podziwiam Rydzyka i Leppera, i Dyzmę.... wracając do W., mam wrażenie ze nikt nie jest monolitowy, każdy jest różnoraki i potępiając jego uwikłanie się w tą całą siec, tak niebezpieczne, bo skutkuje na życiu wielu innych niewinnych ludzi, to i tak , kurde, go podziwiam, bo mnie nie byłoby stać na jedną tysięczna tego co on robił

i to są dywagacje typowe dla inteligenckiego cieniasa ;)
cmok

ON
Dla równowagi opinii.
http://www.rp.pl/artykul/2,285344_Histeria_zamiast_lektury_.html
Nie zgadzam się z diagnozą, czy możliwościami. Wcale nie trzeba było współpracować żeby coś zrobić. Bo tak mówiąc to musimy przyjąć, że całe towarzystwo począwszy od Borusewicza np. współpracowało. Nie sadzę, aby się z tym zgodzili i na dodatek nie sądzę aby to była prawda. Chyba, że masz jakieś dowody. I nie prawdą, że nic za komuny nie dało się zrobić bez komuny, żeby daleko nie szukać mojej "firmie" udało się bez komuny wydawać pismo w nakładzie 20000-30000 tysięcy. Dziś nie wszystkie pisma tyle mają. to tak dla wyjaśnienia. Widzę że masz obsesję kościoła, ale realia tego nie potwierdzają, jakoś np. Giertycha nie widać, a jak wytłumaczysz władzę komuchów przez w sumie 8 lat w katolandzie? Chyba nie wytłumaczysz.
Z miejscami gdzie nie istnieje totalitaryzm jest różnie w zależności od definicji totalitaryzmu. Moim zdaniem nadciąga raczej totalitaryzm "poprawnych". Cała "dyskusja" na temat książki Zyzaka a wcześniej Cenckiewicza i Gontarczyka na to wskazuje. Pomijam już to, że większość wypowiadających się an temat o temacie (czyli o książce) nie ma bladego pojęcia, to jeszcze domagają się a to zakazu, a to karania uczelni, a to IPN, jako żywo nie mającego z trym nic wspólnego. Toż są to rzeczy wołające o pomstę do wszystkich bogów liberalizmu, demokracji, o zdrowym rozsądku nie wspomnę. Groźne jest to, że bardzo mało osób dostrzega to zagrożenie.

ONA
totalitaryzm poprawnych czyli totalitaryzm głupoty.. ;)

a katolandu jeszcze nie mamy .. i pewnie mieć nie będziemy, bo to nie te czasy.. tylko zajawki,
ty żyjesz w specjalnej Polsce, w Polsce intelektualistów i zamożnych mieszczuchów, i ludzi myślących, więcej albo mniej ale... a jest cala wielka polska niewolników, przerażonych że stracą prace ludków, którzy nie mają nic do stracenia.. jest wieś, małe miasta, widzę jak wygląda w **, wiesz, w Warszawie tego nie ma nawet na Pradze....depresyjne miasto, wyjątkowo, jak wiele w Polsce,

takich ludzi jest bardzo wielu
ich nie interesują skomplikowane domysły, kto, dlaczego i gdzie, dla nich świat ma być prosty, bo tak jest łatwiej żyć, bo i tak im ciężko, i tu właśnie wkracza na scenę totalitaryzm poprawności, globalne, bezmyślenie,

wiesz ja widziałam - w ** rządzi PIS - jak wyglądaja wystawy sztuki nowoczesnej, jak strasznie może ograniczyć twórczość i rozwój ludzi głupota, gdzie z pięknej, jedynej w swoim rodzaju budowli robi się obrzydliwe nowoczesne durne wnętrze jakich tysiące, bo ludzie nie maja wyobraźni, bo decyzje podejmują kretyni na wysokich stołkach którzy dostali te stołki z rozdziału politycznego, dlatego użyłam słowa katoland, bo w jakimś stopniu to tam widać, obojętnie z której strony władzy, z lewa czy z prawa, przykro jest patrzeć jak się niszczy piękno i świat, ale to taka dygresja, dla mnie świat się zmienił w tym sensie ze kolory się zmieniły, natura ludzka pozostała taka sama i jest coraz gorzej, bo ludziska poprzylepiali się do stołków i juz dawno znikł entuzjazm i wiara w cos wartościowego

a z tą współpracą to może ja się nie znam, za daleko byłam, wiem, ze nikt nie dostał paszportu jeśli się nie podpisał na jakimś świstku, a to juz było paskudne... wiem ze wszystkie dzieci z rodzin funkcjonariuszy dostawały propozycje współpracy i wielu ją podejmowało, bo opłacało się i traktowali to jako służbę ojczyźnie, znałam taką osobę, pomogłam jej kiedy w trudnej sytuacji i odwdzięczyła mi się zaufaniem, opowiedziała mi wiele
pozdrawiam

ON
Nie wiem nic na temat sali w ** i zapewne masz rację. Natomiast wiem na temat paszportów, ostentacyjnie nie glosowałem (nie chodziłem na wybory) nie kablowałem i miałem paszport i to zarówno służbowy jak i prywatny dostawałem, co prawda jedynie w ramach demoludów, ale dostawałem. Nie dostałem raz chyba w 1986 na Węgry, chociaż w 84 i 85 dostałem do Francji. W tych opowieściach o tym jak to paszportu nie dawali jest dużo przesady i są powszechnie znane bo opowiadają ci, którzy podpisali, a jestem przekonany, że znakomita większość nie podpisała!! I wyjeżdżała! Bo gdyby było inaczej to popatrz po naszej elicie z obu stron, właściwie każdy jakiś paszport dostawał.

ONA
aaa.. bo na te budowy, gdzie wielu jeździło (centrale handlu zagranicznego) to kazali rutynowo podpisywać, to nie była współpraca stricte, tylko cos innego… znam też człowieka z dwoma narodowościami, który nie chciał współpracować i nie wpuścili go z powrotem, całe lata był poza krajem i rodziny nie widywał w ogóle, tak go ukarali za odmowę.

ON
Tak to się mniej więcej robi z ludzi frajerów.

http://www.rp.pl/artykul/2,287113_Skwiecinski__Dodusic__wrogow__przed_burza_.htm
l

ONA
no, niezłe

ON
http://cogito62.salon24.pl/397969.html
"Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/
LIKWIDACJA W IMIENIU WSI.
(…)Istnieją trzy dziedziny życia, gdzie kłamstwo pozostaje głównym
narzędziem pracy. Jedną jest propaganda, drugą …. wywiad wojskowy,
a trzecią …. polityka, We wszystkich trzech przypadkach kłamie się
nie tylko przez przeinaczanie faktów i informacji; o wiele częściej
przemilcza się prawdę lub modyfikuje w ten sposób, aby skutecznie,
choćby tylko częściowo, wprowadzać w błąd odbiorcę" - pisał Włodzimierz
Paźniewski. (…)

ONA
wiesz, *** miał ściśle związki z IPN, naopowiadał cos niecoś o politykach, specjalnie, żebyśmy wiedzieli co to za bagno.... właściwie o każdym było co opowiadać... tym naprawdę nie ma co się zajmować, to jest bardzo nieczysta gra, dlatego ja się tym nie emocjonuje, to co się dzieje w mediach to czysta manipulacja.. to są gierki dla frajerów.

ON
Z całym szacunkiem dla *** i jego wiedzy na temat IPN, obejrzałem parę teczek, a kontakty z IPN mam od wielu lat w różnych płaszczyznach i na różnym poziomie. Jakąś wiedzę też mam. Natomiast to, co piszesz to jest właśnie dlatego ważne i dlatego należy to ujawniać, że jest wielu umoczonych i ta wiedza (na dodatek większa jeszcze jak w IPN jest w Moskwie). A frajerzy to jesteśmy my. Począwszy od afery FOZZ poprzez wiele innych to robota służb. Tylko dwie, węglowa i paliwowa to ok. 100 miliardów zł. Możesz porównać z budżetem na oświatę, obronę czy co chcesz. Za tymi aferami stoją służby lub ich agenci co na jedno wychodzi. A może się domyślasz, dlaczego śledztwa w tych sprawach nie mogą się skończyć? A może w prokuraturach i sądach jest jeszcze sporo agentów? Bo inaczej trudno wytłumaczyć taką ślamazarność przy sprawie np. FOZZ, ile to już lat? A Ty jako ten frajer płacisz te miliardy. To nie jest gra o kasztany, czy o jakieś tam stanowisko, to jest gra o ogromne pieniądze, stąd tylu dzielnych dziennikarzy (a ile taki kosztuje, albo ilu tam jest agentów) broniących jak lwy dostępu do akt i postulujących likwidację IPN. Nie daj się zrobić we frajera płacącego za tę zabawę.

ONA
afera z pedofilami została powierzona pewnej pani prokurator i też się ciągnie i ciągnie ..... i ciągnie.. dotyczyło to sfer wysoko postawionych, przycichło, nikt o tym nie pisze.. awanturują się dzieciakiem Wałęsy, albo tym, ze kogoś pobili na wyspach, a ja mam znajomych na wyspach i wiem że ich kryzys to pikuś w porównaniu z tym co jest u nas od lat, kłamstwa i kłamstwa

ON
A sposób prowadzenia śledztwa jednoznacznie dowodzi, że żadnego układu
nie ma? Za to też płacisz.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Ws-Olewnika-chodzilo-o-przejecie-zakladow-jego-ojca,wid,11014105,wiadomosc.html

ONA
jasne, pójdę na kolanach na Jasną Górę i tak nic to nie zmieni ;)

ON
Powiedz kiedy ruszysz, chętnie to będę podglądał. A masz jeszcze kartkę wyborczą.

ONA
no co ty, ja się nie dałam spacyfikować ani jednym ani drugim, politycy i media robią siano z mózgu, a czarni jeszcze większe

ON
Czuję się rozczarowany, oczyma duszy już i wdziałem ten widok wspaniały jak na kolanach po drogach i bezdrożach, a tu cios.
Niestety czarni mają dużo mniejsze możliwości i robią mniej wody z mózgu. Dziś człowiek nie używa do myślenia głowy, jeno telewizora, a tu tvp popieprzona, tvn WSI, polsat SB i tym myślą obywatele.


ONA
nie mam telewizora ;)))
ale widzę.. jak różni ludzie maja popieprzone w łebkach, a może nie widzę... to się z mlekiem matki wessało, tę ciamkatość umysłową, tradyszyn, nawet sobie sprawy nie zdajemy jak mocno w tym jesteśmy, trudno się odpępnić


ON
Prawdziwe powody ataku na IPN
> Obrona Wałęsy była tylko pretekstem do ataku PO, lewicy i części mediów
> na Instytut Pamięci Narodowej. Prawdziwe powody nie są podnoszone, a ich
> wspólny mianownik to zagrożenie, jakie stwarzają działania IPN dla
> ważnych ludzi w Polsce chcących ukryć swoją niezbyt chwalebną lub
> przestępczą przeszłość.
> Nagonka na IPN po ukazaniu się pracy Pawła Zyzaka jest zjawiskiem
> zadziwiającym, ponieważ Instytut nie miał z nią nic wspólnego - nie
> wydał książki, nie finansował jej, prace nad nią nie były prowadzone w
> ramach żadnego projektu IPN. W dodatku autora zatrudnił czasowo jako
> archiwistę szef IPN w Krakowie, radny PO Marek Lasota.
źródło:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Internauta-WP-Prawdziwe-powody-ataku-na-IPN,wid,11015132,wiadomosc.html?ticaid=17d33&_ticrsn=3

ONA
Stankiewicz? perły przed wieprze, wołanie na puszczy itede, gdzie mu to wydrukowali?


ON
Nie tyle wydrukowali ile ukazało się na wp. A swoją droga nie wiesz dlaczego mainstreamowe media w ten sposób nie piszą i nasze wieprze są wciąż karmione g.....

ONA
nie wiem, myślą ze intermet jest dla wybranych chyba... i dla nielicznych

ON
Jak myślisz dlaczego Kwaśniewski z Millerem uwalili podpisany kontrakt
na dostawy gazu z Norwegii? Jak myślisz w czyim to było interesie i czy
Ty za to nie płacisz? To nie tylko kłamstwa, to realny i wielki szmal.

Kilka miesięcy po zakończeniu procesu lustracyjnego prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego, jego oficer prowadzący został zatrudniony w
jednej z firm biznesmena Aleksandra Gudzowatego - informuje
"Rzeczpospolita".

Według ustaleń "Rz", w latach 2001-2002 w Banku Współpracy Europejskiej,
kontrolowanym wówczas przez Gudzowatego, jednego z najbogatszych
Polaków, pracował były kapitan SB Zygmunt Wytrwał.

To właśnie on widnieje w znajdujących się w IPN dokumentach jako oficer
prowadzący TW "Alek". Pod tym pseudonimem SB zarejestrowało Aleksandra
Kwaśniewskiego, byłego prezydenta RP. Jednak podczas odbywającego się w
2000 r. procesu lustracyjnego głowy państwa Wytrwał zeznał, że wśród
agentów, których prowadził nie było Kwaśniewskiego.

Jak wskazują rozmówcy "Rz" kilka miesięcy później jeden ze
współpracowników Kwaśniewskiego, gdy ten po raz drugi został prezydentem
kraju, miał rekomendować byłego kapitana SB do pracy w imperium
Gudzowatego.

Sprawy nie pamięta Jan Antosik, wicedyrektor Bartimpexu, ani sam
Gudzowaty.

ONA
no, wiedziałam dokładnie w czyim to jest interesie, pamiętam swoje myśli i opinie :) dokładnie

ON
A jakie były?

ONA
pomyślałam ze sprzedali się i tyle, bo dla mnie wchodzenie w interesy tylko z Rosją to kanał, należy unikać uzależnienia, jasne było ze to załatwiono droga kuchenną, a za co się sprzedali to juz inna sprawa :)

ON
Można to nazwać sprzedażą, tylko problem polega na tym, że cenę to Ty płacisz. I między innymi dlatego utajnianie agentury jest szkodliwe.

ONA
wiem, ze płacę i nie tylko tu, bo dajmy na to ZUS i cala ta historia z Prokomem :)))), znasz sprawę, czuje się okradana i niewolona na każdym kroku, jest to złodziejstwo w imię prawa dokonywane na najbiedniejszych, którzy są solą i ziemią, grabież, dokonywana na skutek przemocy jaką stosuje "państwo" wobec obywatela, jedyny gość, który poruszał te kwestie to właściwie wariat - JKM, i co tu mówić o okradaniu, juz dawno nie myślę o pieniądzach w ten sposób, bo bym sie powiesiła..
a 320 milionów, które pod***li ładni chłopcy z WGI zasłaniani przez tatusiów i kolegów tatusiów? (dywaguję i literacko się realizuję, to info - na wypadek sprawy sądowej o zniesławienie, bo nie było wyroku jeszcze, nie wiadomo, kiedy będzie i czy w góle będzie), InterBrok Investment – tego nie śledzę… ale chyba też stoi w miejscu…
ogólnie jest jak jest
całuję wiosennie


ON
Tylko dlaczego nasz "wymiar sprawiedliwości" tak działa? Jesteś pewna, że służby nie mają z tym nic wspólnego?
Ściskam


ONA
myślę ze kół, kółek i towarzystw wzajemnej adoracji jest wiele i się zazębiają... rywalizują ze sobą... ewentualnie dzielą się łupem... w tym właśnie tkwią służby specjalne, w końcu to najlepsi gangsterzy, właściwie nie gangsterzy, a ich pachołki, czytałam wspomnienia Dziada - mogę ci pożyczyć... żadna literatura, czysty dokument... i polecił mi je policjant któremu zgłaszałam jedną tam rzecz na komendzie, on powiedział że to, co o policji tam jest napisane to cala absolutna prawda, brzydko zasugerował, ze nasz aparat ścigania i sprawiedliwości to psy gangsterów, tylko i wyłącznie.... właśnie zamierzał odejść z pracy, pewnie go jakiś oligarcha zatrudnił .... facet był ostry i inteligentny, marnował się... . (uważał tez, że policja to generalnie głupki) twierdzil ze policja to psy i to nie tych gangsterów o których pierdoły w tivi mówili kiedyś namiętnie, żeby siebie zasłonić zresztą, a tych lepszych, którzy zgarniają 99 procent całego obrotu czarnego rynku... i o których nie wiesz nic i się nie dowiesz nigdy.. znaczy sie moze nawet ich znasz z pierwszych stron gazet, ale maja tam zupełnie niegangsterski image
nie rozumiem tylko dlaczego ci gangsterzy zatrudniaja glupkow, cos tu nie gra... ale powiedzmy ze byl rozzalony bo mu za nadgodziny nie zaplacili

reszta działalności (co do nas z prasy dociera) to płotki i odbywa się tak przy okazji, żeby był kozioł ofiarny

a maluczcy muszą się podporządkować, bo są uzależnieni finansowo, albo się boją utraty pozycji

ON
Słoneczko, to, to ja od dawna wiem, nie było w Polsce większego gangstera, który by nie był TW. I Dziad i Pershing i Nikoś itd Nie było mafii bez służb. Nie było większej afery bez służb. Ja tylko pytam, czy nie sądzisz, że to ma związek z atakami np. na IPN, na Ziobrę? Czy nie dlatego jesteśmy w tyle nawet za Rumunią, jeżeli chodzi o lustrację? Nie chcę pisać o lustracji np. w Niemczech, bo tam dziennikarzowi za kłamstwo lustracyjne grozi 3 lata mamra, a u nas wrzask się podniósł i TK uwalił lustrację dziennikarzy. Tylko dlaczego takie stada ludzi dają sobie robić wodę z mózgu tyle lat?

ONA
cóż, jesteśmy wschodnią rubieżą Europy, to jest pewna marka ;)))))


ON
A Rumunia Czechy, Słowacja, Węgry to zachód? Pewnie czegoś nie zauważyłem. Na dodatek wmówiono gawiedzi, że to standardy europejski, tylko jakoś nikt nie chce dokładnie opowiedzieć jak się odbyło w Europie. Nie wiesz dlaczego?

ONA
myślisz, ze dajmy na to Rumunia, albo Węgry są wolne od tego typu nadużyć? oj... ups


ON
Są wolne od problemu lustracji. Podobnie jak Niemcy czy Czesi. Nasi postępowcy mają taki wpływ na naszą opinię, że wmówili większości ludzi, że standardy białoruskie są europejskie. I cała masa pożytecznych idiotów bełkocze coś o standardach, nawet teraz w kolejnej nagonce na IPN. Tylko jakoś nikt nie chce się zainteresować jak to zrobiono w EUROPIE! Niemcy zlustrowali urzędników do sprzątaczki, wywalili na zbita mordę profesorów i docentów nauk "humanistycznych" wywalili sędziów i prokuratorów, zlustrowali dziennikarzy itp. A u nas przeciwnicy lustracji bełkoczą o standardach a cała masa poputczikow potakuje, zamiast po prostu sprawdzić i nie dać robić z siebie durniów. Czesi się zdekomunizowali, otworzyli archiwa chyba nawet Bułgarzy, a my standardy białoruskie, na dodatek ogłupiamy naród. to musi wskazywać na ogromne pokłady kompleksów, widać jak ktoś powie standard europejski to większość wyłącza myślenie. I to nie tylko kiedy chodzi o lustrację.
A słyszałaś o jakiś aferach lustracyjnych gdzie indziej? Przypominam sobie jedną, rok czy dwa lata temu w Niemczech znaleziono dokumenty współpracy popularnego dziennikarz telewizyjnego, zresztą dziennikarza sportowego. Wiesz co mu groziło? Nie obrona salonu i atak na Instytut Gauka, groziło mu trzy lata więzienia! To są standardy europejskie, a u nas mniej więcej w tym czasie odbywało się powszechne wycie o "zamachu na wolność prasy" na "uczelnie" i fetowano rektorów agentów. Pomijam tu kryterium prawdy, sprawiedliwości itp, niech będą standardy. Czy naprawdę jesteśmy w Europie?

ONA
Może cię to zainteresuje
http://www.eioba.pl/a83634/manipulacja_prowokacja_dezinformacja


ON
Dziękuję, to może być ciekawe./ Pozdrawiam


ONA
ogólnie wydaje mi się ze struktury działające w Polsce nie mogą działać w oderwaniu od wschodnich, nawiasem mówiąc jeszcze mamy te po drugiej stronie oceanu.. cale szczęście silne i jakaś równowaga jest jeszcze.. co o tym sadzisz

ON
Struktury w Polsce są bardzo powiązane z Rosją. Zauważ, że przez 20 lat nie złapano w Polsce żadnego rosyjskiego szpiega. Niestety towarzysze amerykańscy poddani są nie tylko procedurom demokratycznym ale poddani stałemu ostrzałowi "postępowej" prasy. Sowieci a potem Rosjanie doskonale wiedzą co robią kupując dziennikarzy czy całe tytuły. O tzw. "intelektualistach" nie wspomnę. Widziałem w 1984 roku w Paryżu wielkie demonstracje pożytecznych idiotów przeciwko Pershingom i jakoś żaden nie umiał mi powiedzieć dlaczego rakiety, które ich bronią są gorsze dla nich od tych wymierzonych w nich. Ale z poprawnymi nie da się dyskutować przy pomocy argumentów, co sama możesz zaobserwować dość często Albo są agentami wpływu, lub zwykłymi zawodowcami, albo zwykłymi durniami idącymi za moda cokolwiek ta moda wskaże. Tych ostatnich jest zdecydowanie więcej. Możesz to zobaczyć przy okazji różnych kampanii w naszych mediach. Ludowi można wmówić wszystko, niezależnie do faktów. Ostatnim przykładem był atak na IPN. I zupełnie nie ma znaczenia, że IPN z książką Zyzaka nie miał nic wspólnego, że nikt ksiązki nie czytał, że poprzedni prezes IPN był wcześniej senatorem UW a potem PO. Teraz IPN jest upolityczniony, chociaż Kurtyka nigdy do niczego nei należał i funkcji nie pełnił. Ale wystarczy zorganizowana akcja i "wszyscy wiedzą i wyrażają oburzenie". Media skupiają uwagę publiki na pedałach, in vitro, i innych rzeczach równie podstawowych, a zupełnie "nie zauważają", że produkcja z Europy uciekła na Wschód, zauka jest na Zachodzie i przesuwa się na Wschód a UE upadła już tylko o tym jeszcze nie wie. Ale co kogo obchodzi, że np. Prodi był sowieckim agentem, wystarczy ja był "postępowy".
Ściskam

ONA
generalnie dosyć często spotykam się z zarzutem, że jest to rodzaj obsesji, że niektórzy ludzie którzy przeżyli komunizm, mają już poprzestawiane w mózgach i powinni się wreszcie z tej chorobliwej nienawiści do komunizmu wyleczyć wreszcie bo są inne czasy.
Osobiście jestem innego zdania, myślę, że jest to bardzo lekceważona siłą
Ale też zauważyłam że to co za oceanem - jest odbierane cały czas jako siła i ostoja, pomimo kryzysu, biorąc pod uwagę wydatki na cele militarne, gospodarkę i tak dalej.. Tamci się jeszcze dobrze trzymają, to co oni mają kryzysem u nas i tak długo jeszcze nie zakwitnie, a jak zakwitnie to powiemy - ale mamy dobrobyt ;)

No a media.. zajmowanie się pierdołami zamiast ważnymi rzeczami to standard od zawsz
e

ON
ttp://www.rp.pl/artykul/2,288712_IPN_polityczny_czy_niezalezny.html
Poza innymi rzeczami przypomnienie paru faktów. Poprawni mają dziwnie słabą pamięć.
Ściskam

ONA
Widzę że INP to twoje oczko w głowie

(…)

2009-04-21 Dzień po wielkich troskach

Wróciłam zdechła i umierająca. Najpierw myślałam, ze to wysyp kolokwiowych stresów szkolnych. Ale nie, chyba faktycznie strułam się kanapką albo czymś tam. Wnętrze mam delikatne i wrażliwe pod wszelakimi względami. Żołąd mój subtelny splajtował na chwilę. Więc w poniedziałek wyruszyłam na miasto w celu sprawdzenia czy nogi mi się ruszają. Ruszały się. Ale ledwo. Jak już się umordowałam i wróciłam do domu, położyłam się ponownie spać. Spaaaaaaaaaaaaaaaaaaaałam. Dzisiaj wtorek, jest rano, krzyczy ptakami za oknem i szumi samochodami. Instynkt samozachowawczy mówi mi, wypie***laj z tego miasta, bo to jest kaźń i kara boska za grzechy, „ja bych chciała ino się bojam”... odpowiadam. Instynkt samozachowawczy się drze, a na drugim końcu miasta siedzi przyklejony do fotela i telewizora mój tata, i czeka, aż go odwiedzę. Na ten czas rozważania o wyjeździe z wielkiego miasta przerywam. Sama sobie z nim na jakiejś głuszy nie poradzę. Wielkie Przeznaczenie jak zwykle porusza sznurkami w sobie tylko znany sposób i co ja tu mogę, nędzny robaczek?
Zastanawiałam się, czy nie wrzucić tu pewnej mailowej dyskusji między rodakami na tematy bieżące. Żadnego narzekania, trochę wymądrzania się i tyle. Ale już się rozpisałam … jak na wstęp nieco za długo. Dialog puszczę innym razem.
A teraz ruszam do mojego ascetycznego śniadanka, delikatne wnętrza muszą się delikatnie odżywiać, te wyjazdy szkolne, plenery i inne takie zawsze nie wykańczają, bo ludzkość wrzuca w siebie bez miary rzeczy niepotrzebne i obciążające organizm i nie można nawet nic normalnego kupić. Jak zwykle czuję się wtedy, jak cywilizowany ludź w puszczy amazońskiej.
Nic to, skupie się zatem na moim hara i pożegluję w świat.
Hara, jak wieść niesie, jest 5 cm pod pępkiem i jest to centrum doraźnej pomocy w troskach.

Na stronie poświęconej medytacji zen stoi napisane:
„To w hara życie rozpoczyna się i kończy.
Wszystkie inne ośrodki energetyczne naszego ciała znajdują się daleko; hara jest dokładnie w centrum. To tu jesteśmy zrównoważeni i zakorzenieni. Dlatego gdy człowiek zdaje sobie sprawę z istnienia hara, zaczyna się dziać wiele rzeczy, np. im bardziej pamiętasz o hara, tym mniej myślisz. Automatycznie będziesz myślał coraz mniej, ponieważ energia nie będzie płynąć do głowy, lecz do hara. Im więcej myślisz o hara, im bardziej się w nim koncentrujesz, tym większa dyscyplina narasta w tobie.
Przychodzi to naturalnie; nie forsuj tego. Im większą masz świadomość ośrodka hara, tym mniej będziesz bał się życia i śmierci, ponieważ to on jest ośrodkiem życia i śmierci.
Gdy się z nim zestroisz, będziesz mógł żyć odważnie. Wypływa z niego odwaga - mniej myślenia, więcej ciszy, mniej momentów niekontrolowanych, naturalna dyscyplina, odwaga, zakorzenienie i ugruntowanie.”


Miejsce bardzo spokojne, bo jelita to spokojne zwierzątka. Dotarły do mnie kiedyś pewne teorie mówiące, że tam siedzi drugi „mózg”, ten ważniejszy, centrum.

Cytuję ze strony Rozmowy Trzeciego Milenium:
"Pod względem strukturalnym oraz neurochemicznym układ nerwowy jelit jest mózgiem samym w sobie. Niezliczone metry włókien tworzą misterną sieć połączeń, w której czynności pośredniczy więcej neuroprzekaźników niż w jakiejkolwiek innej części obwodowego układu nerwowego. Ich obecność zapewnia prawidłowe funkcjonowanie na ogół bez konieczności kontroli ze strony ośrodkowego układu nerwowego.(...)
Prace te dowodzą , że układ nerwowy jelit nie jest tylko zwykłym zbiorowiskiem zwojów przekaźnikowych, lecz odrębnym, spójnym mózgiem rządzącym się swoimi prawami. Tym niemniej zanim będzie można ogłosić, że wiemy, w jako sposób neurony jelit kierują ich zachowaniem, trzeba odpowiedzieć na wiele istotnych pytań."

Nie jest wykluczone, że zażerając troski i niepokoje, ludzie próbują stłamsić nieco funkcjonowanie drugiego mózgu, za dużo mózgów to dla niektórych wielki wysiłek, myślenie oraz twórcze niemyślenie prowadzą czasem do zaskakujących wniosków. Mogą rodzić konieczność dokonywania zmian! Dla władzy zaś oznacza to konieczność inteligentnego i uczciwego rządzenia. Stop, bo zaraz wskoczę na teorie spiskowe i nie skończę przed wieczorem....

Chyba nieco zaniedbałam mój centralny i hiper wrażliwy mózg, więc będę teraz się nieco więcej interesować jego istnieniem.
Do boju!

2009-04-20 Filmik

Oglądanie zajmie dużo czasu, jakieś pół godziny albo więcej, nie pamiętam. Zajęło mi to spory kawałek wieczoru.
Moim marzeniem jest odwiedzić przyjaciół, czy rodzinę i nie wzbudzać sensacji tym, że nie chcę ciasta albo ich całego obiadu. Jedzenie to bardzo rytualna czynność i integrująca. Ten, kto nie eksperymentował z dietami, albo z powodów zdrowotnych nie musiał uważać na jedzenie - nie wie, jaka to masakra mieć odmienne obyczaje kulinarne, np. nie jeść cukru, unikać białej mąki, kawy i herbaty, albo alkoholu - alkoholowa wstrzemięźliwość dotyka zwłaszcza mężczyzn. Te nasze obyczaje. Okazuje się, że podupada całe życie towarzyskie i społeczne, no chyba, że się po prostu da ciała i pozwoli się podtruć od czasu do czasu. Albo odmówi się i wywoła dysharmonię. Ewentualnie po odwiedzianch parę dni na wychodzenie z zatrucia.
Zapraszam do oglądania:

Jedzenie Ma Znaczenie - część 1


Jedzenie Ma Znaczenie - część 2


Jedzenie Ma Znaczenie - część 3


Jedzenie Ma Znaczenie - część 4


Jedzenie Ma Znaczenie - część 5


Jedzenie Ma Znaczenie - część 6


Jedzenie Ma Znaczenie - część 7

Jedzenie Ma Znaczenie - część 8


Miłego oglądania.

Acha.. uważam, że to jest rewelacja, sama unikam mięsa, cukru, staram sie nie jadać słodyczy jak rownież produktów przemysłu spożywczego, o knajpach już nie wspomnę.
Znam osobiście czlowieka, który wyleczył po swojemu się z bardzo poważnej cukrzycy stosując bardzo konsekwentnie dietę dla cukrzyków, z ołówkiem w ręku i jest zdrowy, i nie bierze insuliny.
Znam kobietę, która wyszła z paskudnej alergii, leczył ją lekarz najnormalniejszej naszej medycyny (w Warszawie), który stosuje diety rodem z medycyny chińskiej, po prostu ją odkwasił (kasze i tak dalej). Fakt faktem, ta dieta ją wyleczyła. Wyszczuplała, wygląda młodo i jest zdrowa. Ale całkowicie zmieniła sposób odżywania się. Jej mąż i córka zrobili to samo dla towarzystwa i widząc niebywałe efekty.
Stosowanie diet wymaga siły woli i samozaparcia. Myślę, że już samo powstrzymanie się od spożywania gotowych produktów spożywczych daje bardzo wiele.

Po prostu leczenie dietą naprawde dziala.

2009-04-17 Rano jest ładne

Wyjeżdżam. Jest rano. Rano jest ładne, różowe, niebieskie, blade. Nagie drzewa się złocą, bo rano się rozłociło właśnie. Dzień dobry słonko. Delikatna jest zieleń o tej porze. Pola pod oziminą jak sen kołyszą, zielone, zielone, zielone. Nic nie zażywałam i nie pałiłam. Jestem czysta, jak łza i ukołysana.

Pytanie: wracam do cywilizacji i zostawiam dzikość i naturę, czy odwrotnie? Zostawiam porządek ułożony przez kosmos i przenoszę się w dzikie zwyrodniałe i szalone miejsce, pod smog, w hałas i tłok ... Wielka mi cywilizacja, wrzód na dupie... a nie cywilizacja. I pomyśleć, że niektórzy uważają to za powód do dumy, a siebie za wyższą nację. Przemądrzałe szympansy (przepraszam wszystkie szympansy, to była liryka poetycka).
Kula ziemska powinna się wstydzić, że takie coś wypłodziła.
Z cywilizacyjnych zakrętów nie przeszkadza mi jedynie rezerwuar, lodówka i kuchenka. Komunikacja też ujdzie. Reszta to obłudne udawanie, że jest bezpiecznie, ciekawie i rozwojowo. Bo ktoś sobie kupił kolejną komórkę albo plazmę. Albo poszedł do lekarza i dostał worek chemicznych produktów powlekanych na kolorowo i udaje że się leczy, po czym gnije o 10 lat za długo, zupełnie jak nieco bardziej skomplikowana roślina.

Oj biedna Sseeee... co to się robi? Poszła spać po 24 i teraz harcuje jej w głowie? A może poranek sprzyja trzeźwemu myśleniu? I nagła wizja wielkomiejskiej rzeczywistości ją poraziła.... matrix.... matrix forever.

No to.. komu w drogę.. temu rower... trza się pakować....

2009-04-16 Rozpalanie kominka może mieć różne skutki

Kompletnie sie rozregulowałam, albo uregulowałam. Poszłam spać z kurami. Obudziłam się o 6 rano. Jeszcze nie było widać, jaka dzisiaj pogoda, stan porannej nicości, ten najpiękniejszy. Narobiłam hałasu próbując rozpalić w kominku, trochę zapomniałam, jak to się robi, w końcu prawie rok przerwy. Obudziłam cały dom. Dostałam ochrzan, nieco podziębiona i niezbyt ciepła wewnętrznie gryznęłam cosik z wczorajszej kolacji i posznurowałam do netu. Zawsze trafiam w swoim życiu na nocne marki i to jest złosliwość losu, i kolejne schody, które przede mną ustawia harcujące przeznaczenie, ja hiper ranny ptaszek i moi bliscy - nocne marki, spotykamy się intelektualnie krótko w okolicy popołudniowej, kiedy jesteśmy nieco obudzeni i jeszcze  nie padamy na twarz ;-)

Poczytałam pocztę. Poczytałam wiadomości. Zignorowałam kota wiszącego na szybie, a co tam. Powisi i przestanie. Miauczy cicho, nikogo nie obudzi.
W wiadomościach kumie nic nowego.Trupy, plotki, sukienki na lato w kwiatki, dyskusje o kryzysie i o CIA.

Trafiłam na
blog mojego ulubionego posła Palikota, którego uwielbiam za wyczyny oratorsko - happeningowe. Rzadki przypadek, twórczy bardzo człowiek, który w tym naszym politycznym świecie jest dla mnie gwiazdą artystycznej prowokacji, a najważniejsze dla mnie jest jego poczucie humoru i twórcze podejście do rzeczywistości. Jego preferencje polityczne zignoruję i nie będe ich komentowała dla zasady. Dyskucje polityczne - ad cosh.
To człowiek, znaczy się - nie ideał, ale czasem pozwala mi się uśmiechnąć. Polityka, to dziedzina, która najczęściej psuje mi humor. On się nie nadaje do polityki w naszym kraju, bo tu ludzie nie mają polotu, ani poczucia humoru. Poczucie humoru leży bardzo blisko inteligencji. Tu grają na pierwszych skrzypcach ludzie z mocnymi łokciami wybierani przez innych ludzi z mocnymi łokciami, kolejne frakcje kolejnych mocno-łokciowców wspierane przez ogromne rzecze innych mocno-łokciowców (mocne łokcie często nabieraja mocy nie dzięki szarym, a ich kosztem). A może właśnie pan P. się idealnie tu nadaje? Rycerz nieogłady i starannego mieszania w kotle wielką kopyścią?
Nasza mierna politycza scena to skutek wieloletniego wytrwałego eliminowania inteligencji i elit politycznych. Biedny wykastrowany kraj. Dlatego się tym w zasadzie nie zajmuję, bo lubię rzeczy piękne, wzniosłe i subtelne. Poczucie humoru pana P. jest przynajmniej piękne. A biorąc pod uwagę świat, w jakim zaistniało, bywa nawet wzniosłe.

Jeszcze pomarudzę. Po cichutku pomarudzę.

Jutro wracam do domciu. Wracam nieuchronnie.
Nie wiem, czy się cieszę, czy jest mi smutno. I to, i to. Tam nie ma kominka do rozpalania i zimna nad ranem, ale też nie ma ciszy, ptaków, kwitnących stokrotek i sasanek w ogrodzie, które mozna pogłaskać, kiedy tylko się zachce, i nie ma mruczącego w nocy przy uchu sierściucha. Za to są siersiuchy szczekające, kiedy tylko ktoś się otrze o drzwi wejściowe.
Nie ma tam Jeziornej z jej uśmiechami, gościnnoscią i z jej wybitnie dobrym żarciem. Kiedy ja ją znowu zobaczę?

Jeszcze dzisiaj Sopot City, które uwielbiam, pozwolę sobie rytualnie zamoczyć paluszek w słonej wodzie i "do dom".
Do szkółki. Zrobiło mi się nostalgicznie i cicho w duszy. Położę się chyba jeszcze na chwilę i posłucham snów. Zawsze nad ranem mam wspaniałe uwertury.


2009-04-15 Ludzie! luuuudzie!


 Luuuudzie! Co to się dzieje! Wiadomość dobra i zła, cytuję:


"Do 15 maja ma powstać raport na temat zmiany oznakowań dróg, ze szczególnym uwzględnieniem zmiany prędkości. Po analizie będzie można odpowiedzieć, ile miejsc na drogach krajowych obejmą takie zmiany – mówi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.

Dlaczego akurat teraz biorą się za absurdalne zakazy? To konieczne, bo w przyszłym roku w Polsce ruszy automatyczny system nadzoru nad wszystkimi fotoradarami w Polsce. W związku z tym kary za przekroczenie prędkości znacznie wzrosną. Skoro więc kierowcy mają płacić więcej i nawet za drobne przewinienia, które dziś uchodzą im płazem, to powinni przynajmniej mieć poczucie, że nowe rygory mają sens.

Przykłady absurdów na drogach można mnożyć w nieskończoność. Pierwszy z brzegu: Trasa Siekierkowska w Warszawie. Nowa część wielkiej obwodnicy miasta to szeroka, trzypasmowa, bezpieczna droga szybkiego ruchu, którą kierowcy przejeżdżają dystans ponad 8 km w ok. 4 minuty. Jednak jazda jest szybka i komfortowa tylko do miejsca, w którym kierowcom wyrasta przedoczami ograniczenie prędkości do 50 km/h. Na tych, którzy nie zwolnią, często czai się tutaj nieoznakowany radiowóz z kamerą. Po co w tym miejscu jest tak drastyczne ograniczenie prędkości? Na wszelki wypadek, bo droga zwęża się do dwóch pasów.

Ograniczanie prędkości na wyrost, czasem do granic absurdu, to niejedyny grzech polskich inżynierów ruchu. Często znaki niepasujące nijak do okoliczności pojawiają się na drogach przez zwykłe niedbalstwo, kiedy np. drogowcy zapominają usunąć ograniczenia prędkości po remoncie lub pochodzące jeszcze sprzed okresu, w którym doszło do przebudowy drogi."


Być może system powstanie, ale najpewniej fikcyjny. Kary wzrosną, bo muszą z czegoś za to zapłacić, ci którym wszystko wolno, smigać będą dalej wprawiając w ruch kamerki i aparaturę. Czyli będzie tak jak teraz, ale nie do końca, bo teraz nigdy nie wiadomo, gdzie pstrykają, a gdzie nie.
Przypomina mi się, jak zrobiono system obsługujący Agencję Rynku Rolnego. Koncepcja, wykonanie, elektronika i informatyka, to wszystko była najwyższa półka. Miał posyłać informacje sytuacji rolno - pogodowo - produkcyjnej z całego kraju i może nawet już posyła! Cóż z tego, kiedy się okazała, że ludzie nie umieli go obsługiwać i nie wiem, czy się nauczyli, bo nie miałam okazji spytać, ale pieniądze wydano na szczytny cel. Mogę dodać populistyczne - Nasze Pieniądze!!
Podobnie było wiele lat temu z ZORBĄ, którą wprowadzono do PKO BP celem unowocześnienia i usprawnienia, kolejki ludków stały niepocieszone po swoje parę stówek, system sie rypnął, a jak się okazało bank pożałował na szkolenie personelu. Być może tak się bronili jedynie informatycy - twórcy, ale coś musiało być na rzeczy, bo szkoleń fatycznie nie było, znaczy się faktur za te szkolenia oczywiście. Tylko informatycy siedzieli po nocach i walczyli.
A ludzie mieli okazję sie integrować stojąc w kolejkach.
I teraz widzę oczyma wyobraźni te nasze kochane polskie pipidówy i wielki system.. no raczej nie uwierzę, że wystarczy paru fachowców w centrum... pamiętam swoje bytności i kontakty z policją w paru miejscach w terenie tak zwanym...... fff... aj tam.. zostaną te pięćdziesiątki na godzinę, zostaną kretyńskie siedemdziesiątki na trzypasmówkach i ograniczenia w miasteczkach, gdzie najbliższy dom jest kilometr od drogi. To najłatwiej zrobić. Jazda będzie przypominałą cyrk Monty Pythona i słusznie, ciągłe trenowanie abstrakcyjnego poczucia humoru dobrze wpływa na zdrowie psychiczne i uodparnia na okolicznośc gorszych przypadków losowych.
Otymizmem powiało, jak zwykle.
Będę trzymała kciuki, zresztą pojutrze wracam pociągiem, wyśpię się, polatam po korytarzach i będzie fajnie. Oby tylko towarzystwo w przedziale było jakieś sensowne.



2009-04-14 Sina dal.

Pojechałam w siną dal. Dal nie była sina, bo zaświeciło słonko. Wsiadłam do nowej bryki, bo moja przyjaciółka ma Xarę, a skoro ona ma, to znaczy, to ja też, więc wsiadłam do tej Xary, dałam w gaz i oniemiałam, ale to była jazda. Jeeeej…. myślę, że tak czują się jeźdźcy, którzy nagle wsiądą na wyjątkowo wyrywnego i ostrego rumaka. To nie jechało, to leciało. Zatem doleciałyśmy w 5 godzin do celu. Z postojami. Ostro rzucało na koleinach, łapałam ją w locie kierownicą … i co chwila te cholerne kamerki, licho wie, czy pstrykają, czy nie, ale wszyscy zwalniają. Przez puste zapyziałe miasteczko, gdzie są trzy domy na krzyż - 50 - to pomyłka, to jest chore, powinni porobić przejścia dla pieszych i jakieś parkany dla sierot, co nie umieją korzystać z kładek, 50 to po prostu postój. Dawno nie jechałam siódemką i nie wiedziałam, że aż tak się skamerowało. A kamikadze i ludzie, którym wszystko wolno, i tak jeżdżą jak gdyby nigdy nic 140, wcale im te kamerki nie przeszkadzają. Trupy i tak będą leżeć na poboczach.
Na wolnych odcinkach Xarunia wyciągała tyle, że nadrabiałą zaległości. Taka fajowa, ostra i wyrywna klacz. Przyspieszenie ma... och... po moim "dupciaszku" rozlatującym się i stareńkim, miałam pyszną biesiadę. Kocham ją. Co tam kocham, uwielbiam, powinnam brać udział w rajdach samochodowych, jestem wyjątkowo niezrealizowana pod tym względem, kurcze, no kocham to drajwerowanie i co ja na to poradzę... Lubię poczuć, jak pęd wpycha mnie w oparcie fotela, a świat zostaje w tyle, właściwie nie zostaje, nie ma świata. Zapodaję przy okazji, że jeżdżę bardzo dobrze i bezwypadkowo. Jeziorna, bo tak się nazywa moja przyjaciółka, krzyczała z rozpaczy tylko kilka razy, a złapała się za trzymadełko tylko dwa, więc nie było źle. Ogólnie jako pasażerka spisywała się znakomicie. Pstryknęło tylko raz. Hamulce ma Xarunia jak tarany.
Jestem tu.
Przyjechałam, przywitałam koty, przypomniałam sobie, że jestem mistrzynią w wyrywaniu kleszczy, zeżarłyśmy makaron z pesto, awaryjny, zawsze na półce, bazylia, białe wino…. Molto bene. "Bellezza"(lubię włoski, ale go nie rozumiem, więc wybaczcie te dyrdymały, ale włoski jest tu niejako obowiązujący). Wyszłam na dwór obejrzeć dawno niewidziane włości. Kupę czasu tu nie byłam. Różniste towarzyskie sprawy odciągnęły mnie od posiadłości Jeziornej.. O Alleluja, jak dobrze mieć tyle przyjaciół i tyle posiadłości! Świat jest piękny, pełen białego wina, makaronu, pesto i dobrych ludzi, którzy mnie lubią.
Trawa już się zieleni, naokoło zaorane pola, ozimina radośnieje, bosko! Tuż, tuż przeleciał klucz gęsi gęgając jak rzężące zawiasy w starej furtce. Te gęsi to był kontakt z Bogiem, wiem to na pewno, moje serce się nie myli.
Obok skowronki szalone i oczywiście znajomy głos.. rybitwy, takie same jak na moim IX piętrze w city! Nieocenione i zawsze.
Cebula już zielona, sprawdziłam dokładnie, a zeszłoroczne truskawki dały głos. Stokrotki szaleją. Wszystko w porządku i na miejscu, bazie na wierzbie hipnotyzersko zaatakowały, dotąd nie mogę się pozbierać. "Bello".
Aj, wieczorem zalegałyśmy na kanapie, z kocami na kolanach, kompy pod nosem, zidiociałe nałogowiczki, po prawej ogień w kominku, po lewej wino, białe, w kieliszku, full… na wprost telewizornia... ofuuu... jak ja nie lubię telewizorni, ale Jeziorna ma dobrą kolekcję filmowych arcydzieł… sybarytka niepokorna…
(Kota się łasi. Spała ze mną, niecnota. Mruczała pół nocy)
Tu rechoczą żaby i mrugają gwiazdy przez okno, poza tym jest cicho jak w chmurce, przynajmniej tak sobie wyobrażam ciszę na chmurce, jeśli nie liczyć tykających cicho zegarów.
No powiedzmy sobie szczerze, czy może być cudowniej? Nie, nie może, to jest raj. Jestem w raju. Musiałam być bardzo grzeczna. Dostałam nagrodę już, nie musiałam umierać. Jeziorna potwierdza, byłyśmy co prawda wczoraj wieczorem lekko pijane, ale całkiem trzeźwe, znaczy się dobrze zorientowane w potrzebach i możliwościach. Jeziorna ma gorzej, bo boli ją nos, ma katar i kaszle, ale za to jest pociągająca.
Jesteśmy same, bo jej mąż wziął był i wyjechał, no i dobrze. Posiadłości bez chłopa są inaksze, ale też są... drobiazg, przeżyjemy.
Kota miauczy, ja piszę, kominek buzuje, raj jest nieutracony i nie do utracenia. Chciałabym zaznaczyć, że tu nie ma polityki, globalnych i poważnych problemów, światowego kryzysu, kolejek, marketów, bezrobocia ani innych nieszczęść, tu jest constans, gęsi gęgają, sarny zostawiają ślady jak biżuteria na piaszczystej drodze, koty miauczą, wiatr wieje, a pola się jednakowo zielenią co roku, okazuje się, że można.
Amen.
Niech żyje raj. Nieutracony.


2009-04-13 Dyngus

Rano jest. Rybitwy już odskrzeczały swój hymn na cześć poranka. Właściwie drą się nadal z małymi przerwami, Ptaki Hitchcocka, jak nic. Zgroza. Szatani. Sseeee pojedzie chyba do taty samochodem. Wczoraj młodziankowie z rana dreptali cnotliwie obok mamuś, babć, tatusiów.. zwłaszcza rano. Widać było, jak sztucznie trzymają łapki zaplecione na swoich podołkach i jak się nudzą. Twarze mieli cnotliwie nijakie. Sseeee jeździła cały dzień komunikacją w różne strony i widziała. Pod wieczór dała się zauważyć pewna dezynwoltura. Widziała już młodzianków w parach, z puszką piwa w ręku, nawet otwartą! W autobusie! Albo z dwiema, na zapas! Dzisiaj strasznie zestresowani świętami mogą chcieć się odprężyć. Jak się uzbroją w pojemniki z wodą, może być nieco niebezpiecznie. Co prawda Sseeee ma srebrny błysk na głowie, ale kurcze, już się kiedyś chcieli pomylić…. Sseeee oszukańczo się ubiera i zachowuje, a teraz się spieszy, ma szybko wrócić, bo potem jedzie w daleki świat. W siną dal. Nie ma czasu na przebieranie się i denerwowanie.

Sseeee jest w kropce. Postanowiła noworocznie pisać o miłości przez cały rok. A ciągle nie ma o czym, na dodatek śniło jej się dzisiaj, że jechała autobusem pełnym mężczyzn i z niego wysiadła. Czyli bye bye testosteronie, męska siło i bye bye zaćmienia mózgu, przesiadka? Sseeee jest zmęczona i ma dość? Dali jej popalić w całym życiu, to prawda, i fakt faktem, sama się prosiła, ale może już przestanie. Albo przynajmniej na jakiś czas. Wysiada. Wiersza żadnego już nie napisze o tęstnocie i miłości, o niemiłości, o rozstaniu?... buuu... <beczy> .... flauta poetycka nastanie.

Na dodatek w tym autobusie wszyscy byli ubrani na czarno. To rodzi takie skojarzenia: duszpasterze, brygada antyterrorystyczna w cywilu, urzędnicy skarbówki jadący na kontrolę, ochroniarze, świadkowie Jehowy, mafia italiańska jadąca na akcję albo panowie z zakładu pogrzebowego, też na akcję. To było bardzo, bardzo uroczyste, Sseeee miała wrażenie, że odbył się obrzęd inicjacyjny i już sobie może pójść, bo jest inicjowana i wolna. Miała też wrażenie, że ucieka i że oni się gapią natarczywie i po chłopsku. Czuła także, że jest nie u siebie, tylko w obcym  bardzo środowisku. Nieadekwatnie.
Zatem, skoro wysiadła z autobusu pełnego mężczyzn, to może znaczy, że będzie spokój i cisza na froncie zmagań miłosnych, zawieszenie broni? A dalej będzie już tylko wspominać i plotkować o znajomych ... błe... Miłość i wszystkie zawijasy wokół niej to baaaardzo wdzięczny temat i zajęcie tyż. Co prawda nieco męczące, ale zawsze miło emocjonujące.

Sseeee lubi, chyba właśnie przechodzi na miłosny weganizm, żadnych konsumpcji żywego, tylko duchowe uniesienia. Aura się jej poprawi i ogólnie, będzie więcej czasu na pracę i o to chodzi.

Życzy Czytaczom bardzo mokrego dyngusa, panom dzielności w polewaniu, pannom bycia zmoczonymi od stóp do głów, wsiada w bryczkę, zasuwa szyby i jedzie .


2009-04-12 Wiersz i samotne kobiety

Tradycyjnie obudziłam sie i włączyłam kompa. Nawet była poczta! Mam stałe gorące korespondndencyjne linie. Niezawodne.

Cisza. Samochody świętują. Wczoraj było apogeum jazdy na wysokich obrotach, a dzisiaj już cisza. I błogość. Tylko wróblastke zakłócają spokój, zresztą bardzo sympatycznie. Pod szarym niebem, między zielonymi już drzewami po prostu błogość, cisza i wróble.
Słysze zbiorowe tupanie! Czyżby już zaczynała się pierwsza msza? Nie, skończyła się przed chwilą. Wyjrzałam i zobaczyłam - wąż starszych pań w świątecznych tupiących butach maszeruje pod moim oknem, wracają z kościoła na świąteczne śniadanie. Same starsze panie. Modlą się za naszą pomyślność. Idą grupami i samotnie, ubrane na czarno, nieliczne wiosennie, na beżowo, wszystkie w ciemnych głośno tupiących butach. Gdyby nie bezwładność tego tupania powiedziałabym - przemarsz wojsk. Bądźmy wdzięczni, w końcu pewnie dobrze jest, że ktoś się modli za naszą pomyślność od wczesnego poranka. Wyglądały bardzo smutno i samotnie. Pomodlę się za nie. Ja, radosna i pogodna.

Nałóg. Dzisiaj zajrzą tu tylko nałogowcy. Dla nałogowców bardzo kobiecy wiersz, który podyktowała mi znajoma poetka. Wiersz mnie zachwycił, ZOE ma interesujące spostrzeżenia, jej intuicja i bystre oczko zawsze mnie wprawiają w podziw.

 
Anons

Inspirujące dla twórców horrorów
Były od zawsze
Puste studnie i butelki z trucizną

Mnie
Inspirują puści ludzie i toksyczne związki
Czyż nie jestem idealnym materiałem na żonę?

ZOE (KALMI)


2009-04-11 Świąteczne Życzenia Kury Nioski
Dzisiaj mgła, zupełnie jak w listopadzie, a o 7 rano, kiedy Sseeee wyłoniła się ze snu i polazła na balkon, wrzeszczały tylko latające dookoła rybitwy w ilościach apokaliptycznych, to był koniec świata wywrzeszczany rozpaczliwie tak jak one tylko potrafią to robić, dopiero teraz nieco zaćwierkało wróblasto... i bardziej po ludzku.
Sseeee naszło, co by o ptakach pogawędzić, zwłaszcza, że przychodzi jej na skrzynkę to i owo z klubu Gaja, a co szkodzi się dowiedzieć, wiele osób nie wie o pewnych rzeczach... Sseeee wychowywała się w otoczeniu szcześliwych kur i wie co to znaczy.
Zatem:


Jaja?
Kupuj tylko z głową! czyli świąteczne życzenia kury Nioski

Bądź ludzki.
Dokonując wyboru w sklepie możesz mi pomóc. Mogę siedzieć zamknięta w klatce, w której nie ma dla mnie miejsca, nie mogę się nawet przeciągnąć. Nie znam słońca, trawy, grudek ziemi, piasku. Wokół mnie stłoczone są inne podobne do mnie stworzenia, które zadziobują się z wściekłości wywołanej stresem. Skorupki naszych jajek podpisane są numerem 3.

Bądź hojny

Jajka od kur szczęśliwszych niż ja są droższe, ale może warto
zapłacić taką cenę. To najlepszy sposób poparcia dla hodowców kur
trzymanych na wolnym wybiegu lub w hodowli ekologicznej. Ich skorupki mają numery 0 lub 1.

Bądź pogodny
Jestem trzymana w klatce tak jak miliony innych zwierząt na całym świecie. Jesteśmy ogromnymi hodowlami, jak wielki przemysł. Wytwarzane przy tym gazy i odpady, wyjaławiane pastwiska, pustynniejące połacie ziemi, niszczone lasy mają olbrzymi wpływ na zmiany klimatyczne - coraz częstsze susze, powodzie i huragany.

Bądź odpowiedzialny

W wysokorozwiniętych krajach europejskich bezklatkowy chów kur jest coraz bardziej powszechny. W Wielkiej Brytanii, już ponad 40 proc. jaj pochodzi od kur wolnego chowu i udział ten stale rośnie, bo tego chcą klienci. Konwencjonalny system klatkowy zostanie zakazany w Unii Europejskiej od 2012 roku.

Bądź szczęśliwy

I dziel się tym szczęściem ze wszystkim, co żyje na Ziemi. Ludzie przyjmują, że jajko symbolizuje zarodek, wszechświat, Słońce, Ziemię, siłę życiową, płodność, odrodzenie i miłość. Dla zwierząt w jajku zamknięte jest ich potomstwo. To także twoja przyszłość.

Z pozdrowieniami kura Nioska


***
Zero oznacza jajko bez przemocy
Na twardo, na miękko, w jajecznicy. W kluskach, makaronie, zupie, w cieście, na światecznym stole. Jajko – symbol życia – jest wszędzie. W jakich okolicznościach powstaje?

Metoda chowu klatkowego lub systemu klatek bateryjnych (3) - powszechnie akceptowana przez kupujących, powszechnie pozbawionych wiadomości na temat jej brutalności:
w klatce o rozmiarach 50 x 50 cm utrzymuje się przy życiu od 5-7 kur,
- klatki ustawia się w poziomach od 6-8, jedne na drugich,
- ptaki nie mają żadnych szans na naturalne zachowania jak machanie skrzydłami, rozciągnie, grzebanie czy kapiel piaskowa,
- nie mają grzęd, gniazd, ściółki
- często nie mają całych dziobów i pazurów (stres w jakim żyją wywołuje w nich agresję i wzajemne ataki)

Metoda ściółkowa (2) - alternatywa dla kupujących niepozbawionych podstawowych wiadomości na temat warunków hodowli zwierząt:
- ptaki trzymane są w kurnikach w maksymalnej gęstości 9 zwierząt na 1 m kw
- mają skrzynki z gniazdami,
- każdy ptak ma zapewnione minimum 15 cm grzędy,
- dostęp do urządzeń umożliwiających kapiel piaskową, drapanie i gniazdowanie, ruszanie się i grzędowanie

Metoda chowu na wolnym wybiegu (1) - znana konsumentom, którym nieobce jest pojęcie „dobrostanu zwierząt”:
- ptaki żyją w kurniku, ale mogą z niego wychodzić na zewnątrz, mogą grzędować, wybierać miejsce gniazdowania i realizować wiele z ich normalnych zachowań

Metoda produkcji ekologicznej (0) – wybierana przez świadomych obywateli znających wartość wyborów konsumenckich: - ptaki realizują swoje naturalne zachowania w pełnej swobodzie

Kupuj jajka z głową, bo każda z metod ma swoją cyfrę umieszczaną na
skorupce:
0 – produkcja ekologiczna
1 – wolny wybieg
2 – chów ściółkowy
3 – chów klatkowy

raport Kupuj jajka z głową można przeczytać na :

http://www.klubgaja.pl/projekty/wspolpraca_wyszehradzka/


Klub Gaja

Sseeee też sie podpisuje, chociaż nie kupiła żadnych jajek z odpowiednim numerkiem, bo już miała zakupione w domu, a wcześniej nie wiedziała, ale teraz w
ie i postara się tę wiedzę zastosować.

Życzenia!!!




2009-04-10 Wiosennie jest

Sseeee patrzy i oczom nie wierzy, znowu jest w polecanych blogach. Dziekuje .. czuje się doceniona...

A teraz o nałogach będzie: Sseeee bardzo lubi ciepło i wiosnę. Na chodnikach rozkwitają pęki narcyzów i tulipanów. W doniczkach obok tysiąca kolorowych i postrojonych jajeczek kicają miliony króliczków i stroszy plastikowe pierze kosmiczna ilość kurczaczków.
Od czasu do czasu deszczyk jak miłosna pieszczota muśnie czoła idących chodnikiem ludzi. Deszczyk musnął czółko Sseeee, a delikatny wietrzyk, jak słodki wiosenny kochanek wytargał ciepło grzywkę. Sseeee uwielbia ciepłe i wilgotne powietrze, dotyk delikatny deszczyku na policzkach i włosach, ciepło dotykające dłoni, dłonie dotykające ciepło.
Staje się wtedy ukojona i wiosennie zmysłowa.
Autobusy stają się ciepłe, przyjazne, wielkie i kojące. Wczoraj były puste i jeździły, nie stały w korkach, naprawdę. To był przedświąteczny cud.

Ludzie rozkwitają wiosną, jak te żonkile i tulipany w dzbankach na brzegach chodników. Wyłaniają się spod grubej odzieży, jeszcze twarze mają blade i pomięte, zmęczone grypami i zimą, ale już oczęta im błyszczą ku wiośnie. Chociaż ostatnio widzę spory wysyp siatkarek i kolejkowiczek (oczy błyszczą im jedynie do szynki i schabowego na świąteczna wyżerkę). Tylko od czasu do czasu śmignie ulicą wiecznie czekoladowy opalony brzuszek (tak, już brzuszki widać było) nałogowej użytkowniczki solarium.

Jest pięknie. I będzie jeszcze piękniej.

Żonkile stoją obok łóżka Sseeee. Powolutku rozwijają płatki. Podłoga lśni, w słonku naprawdę wygląda to lepiej po przejażdżce mopem. Jeszcze może trzeba lekko dotknąć półek z książkami.. Ale to jest syzyfowa praca, książki to najlepsza przechowalnia kurzu, niechaj zostanie. Kiedy się weźmie taką rzecz do ręki i otworzy, od razu zaczyna się kichać, jak w bibliotece z zamierzchłych czasów, nie odwiedzanej od stuleci, i o to chodzi. Czy można uchronić brzeg ksiązki przed kurzem, jeśli nie ma szkła albo drzwi zasłaniających półkę? Nie, więc nie udawajmy, że coś jesteśmy w stanie zrobić. Przecież nie starczy mi czasu na odkurzanie każdej sztuki z osobna.

Całe szczęście Sseeee nie będzie doświadczać świątecznej żarłoczności przy obficie zastawionym rodzinnym stole, spędzi czas skromnie. To bardzo dobrze. Nie będzie gotować dużo, nic nie upiecze i zadowoli się normalnym jedzeniem. Nie będzie jej bolał brzuch i w dalszym ciągu wejdzie w te wszystkie spódnice po córce, po świętach również. Sseeee lubi spódnice po córce, bo wygląda w nich bardzo zgrabnie… tak, jak córka. A po świętach Sseeee pojedzie w siną dal, w bardzo siną i w bardzo dal, i będzie cieszyć się życiem w zupełnie inny sposób, o czym oczywiście napisze.
Dzisiaj Wielki Piątek.

Świat wyglądał rano z balkonu, jakby go ktoś owinął zielonawo żółtym tiulem. Drzewa zakładają letnie sukienki.

Łapki jeszcze trochę bolą, bo się przedźwigały i Sseeee nie może poćwiczyć normalnie, szkoda, brakuje jej codziennych porannych ćwiczeń. Spróbuje dzisiaj inaczej ruszyć swoje zdechłe ciałko. Basen. Albo.. zobaczy jeszcze.. jak dobrze.. jest jej bardzo, bardzo dobrze. Mniej więcej tak, jak temu maleństwu:



2009-04-09 ciocia Sseeee wyciąga wnioski

Hej, doczytałam, że od 1 maja chcą podnieść mandaty za przekroczenie szybkości. Dwie stówy za 10-20 km w terenie zabudowanym, i tak dalej, aż do siedmiu.. cyt:
„Przekroczenie prędkości na terenie zabudowanym o 10 do 20 km/h kosztować ma 200 zł, o 20 do 30 km/h - 300 zł, o 30 do 40 km/h - 500 zł, o 40 do 50 km/h - 600 zł, a o więcej niż 50 km/h - 700 zł. Oznacza to, że maksymalna stawka wzrosła o 200 zł, z 500 do 700 zł.”… (
stąd) no ładnie. Biorąc pod uwagę, jak czasami bez sensu stoją znaki ograniczenia prędkości, niełatwo będzie zrobić z nas drugą Szwajcarię. Ale może się uda. Chyba nabędę Cb Radio, jak już się zacznę włóczyć po Polsce, póki co się nie włóczę, więc spokojnie śpię. Wczoraj umyłam bryczkę. Idą Święta!

Dalej plotkuję namiętnie. Lubię, a bo co?... Temat zaszyfrowałam. Same przeróbki, i montaże. Znam kilka historii o takim charakterze, to jest uśredniona wersja ;) Mogę plotkować do oporu, użyję sobie. Najstarsze starowinki z mojego bloku siedzą na ławce w lecie i obsmarowują wszystkich sąsiadów, ile wlezie, i jak leci, i po nazwiskach, patrząc, jak przechodzą, wracając do domu. Ja tworzę literaturę :-)
Pomidorrrek…. Wrrrr… głodny kojot.
Mieszanka hipokryzji i bezmyślności.
Takich mężczyzn podsumowuję trzema literkami KKK: Polak-Katolik-Alkoholik. To jest ksywka, „w Niemcach” funkcjonowało takie coś o kobietach: Kinder, Küche, Kirche , dzieci, kuchnia, kościół… też KKK… Obie te grupy doświadczają specyficznych, odmiennych stanów świadomości.
Nie można było przy nim wspominać papieża i stolycy piotrowej bez nobliwej - śmiertelnej powagi na obliczu i frasobliwie ściągniętych warg. Nieznalska to był dla niego pomiot diabelski i temat dyżurny do wyszczekiwania się (genitalia na krzyżu! - pewnie, że dla niego to koszmareks, biorąc pod uwagę, jak dbał o swoje). Od czasu do czasu upijał się mocno i zawsze mówił przy tym, że jest trzeźwy. Lubił. Nie był wtedy groźny, tylko głupi, upijał się na łagodnie i bredząco. Ale systematycznie. Rozwieść się nie mógł, bo co by mama powiedziała. Och, trzymajcie mnie, bo ze śmiechu spadnę z wyra, na którym leżę i piszę. A wyro mam spore, tarzam się, jak foka, po nim i ryczę, kiedy sobie przypomnę te teksty… W kwestii palmy na rondzie de Gaulle'a, też mieliśmy kompletnie odmienne zdanie. Krótko mówiąc, był dzielnym rycerzem stojącym w obronie wartości, powagi i zasad. Przy okazji przekraczał zasady i granice dobrego smaku (pewnie się potem wyspowiadał i grał dalej). Ktoś mi mówił, że faceci tak mają.. hmm.. podyskutowałabym, bo znam różnych.
Poza tym nawet jeżeli założymy totalny rozpad związku małżeńskiego i sytuację życiowo trudną i przymusową, kochanek też powinien mieć swoją klasę i kasować esemesy, a już na pewno pilnować swojej komórki, co by nie narażać na stresy ukochanej. I nie powinien kłamać, kłamstwo ma krótkie nóżki i zawsze obraca się przeciwko kłamiącemu. Pomidorrrek kłamał w żywe oczy i się zapierał do upadłego, że ma racje.

No i dobrze się skończyło, ja go nakryłam, jego pani go nakryła. Wszystko wróciło do normy. No i co by było, gdyby go rzuciła i zostałby dla mnie? Masakra. Trwało by to znacznie dłużej…. Ponura wizja… Ale bym się naoglądała telewizorni, jak znam życie zaraz bym to popsuła, psuł by się bardzo często ...

Muszę się przyznać, od początku moja intuicja wyła nieprzytomnie, wyła, to mało powiedziane, takiej serii zadziwiająco wyrazistych snów o wilkołakach ze świecącymi oczyskami nie miałam, jak żyję…. Byłam głucha, nie wytrenowana jeszcze wtedy na okoliczność czytania tych komunikatów. Wilkołaki były czarne i świeciły oczami, a ja się zastanawiałam, idiotka. Teraz moja miotła stoi w kącie i jest czujna. Wszystkie radary sprawne i na pełną moc! ;-)

Jeszcze pytanie od ciekawskich – dlaczego z nim nie zostałam, przecież mogłam się zalogować tam, za tą którąś tam granicą i korzystać z dobrodziejstw Euro. Albo sobie śmigać raz czy dwa miesiącu na wycieczkę? Co tam… raz w miesiącu obejrzeć cały program telewizyjny..
Jak myślicie, dlaczego? Przecież jego żona i tak pewnie jest przekonana, że tam jestem…. A jak nie ja, to inna kobieta.. i może tak jest.

Mała refleksja: spośród wszystkich żonatych podrywaczy, jakich znałam, ten był najpaskudniejszy, bo najbardziej „wierzący”, w sensie religijnym. Obrzydliwie "porządny", świątobliwa miernota. To ci, co najgłośniej buzie drą, kiedy chodzi o te całe wartości, a swoje kobiety traktują jak przedmioty. Zero człowieczeństwa. Są zbyt mali, żeby szukać prawdziwej uczciwej więzi i zbyt tchórzliwi żeby podejmować wyzwania, jakie niesie życie. Unikam jak ognia. To jest diabelski pomiot – używając określeń z tamtego świata. Zastanawia mnie dlaczego aż taki dysonans w jednej ludzkiej istocie i czy to nie była przypadkiem jakaś choroba umysłowa? I czy ona przypadkiem nie dotyka większej części populacji niezależnie od płci, wieku i wyznania?

Hipokryzja. Wstydliwa i paskudna choroba. Dotyczy nie tylko stosunków seksualnych. Gorsza niż rzeżączka i kiła. Nie wiem, czemu ludzie się nie wstydzą.

Tekst był z serii okazjonalnych przedświątecznych nastrojowych obrazków z życia świętej polskiej rodziny ;))) Jestem wstrętna i zjadliwa, nie dość, że nierób, to jeszcze nihilistka i obrazoburca.
Dooobra tam. Dosiego Jajeczka!!!


2009-04-08 Wiosennie ciąg dalszy opowieści cioci Sseeee

Dzisiaj się obudziłam niegrzecznie wcześnie. Był świt. Chyba 5,30. Zgonił mnie z wyrka sugestywny sen o rozwalonym kufrze w mojej bryce i o moich przyjaciołach różnych. Sen był sympatyczny. Nie wiem, jak samochód stojący na parkingu z kompletnie rozwalonym zadkiem może być miły, ale był. Może mi się znudziło jeżdżenie? Wstałam, narzuciłam swetrzysko i wyszłam na balkon. Niebo było jeszcze różowo – fioletowe. Blokowisko w sepiach i złocie. Poranne słońce wyczyniało swoje cuda. Poranne cuda w niczym nie przypominają tych o zmierzchu. Nie było wiatru. Poranne blokowisko .. zaśpiewane ptakami. Lampy jeszcze świeciły nie wyłączone po nocy. Było pięknie. Bosko. Lato! Lato!!!! Zostawiłam drzwi balkonowe otwarte, zapaliłam kadzidełko, zrobiłam herbatkę. Leżę i piszę.

Kontynuuję myśl z wczorajszego dnia.. Na początek wiosenna żołnierska porada przysłana mi mailem wczoraj: „Jakie jest lekarstwo na miłość od pierwszego wejrzenia? - Spojrzeć drugi raz...”

Zatem spojrzałam drugi raz na Pomidorrrka i olśniło mnie. Byliśmy na etapie – on do mnie dzwonił i gadał swoje, ja swoje. I tak codziennie. Zero postępu w jakąkolwiek stronę. Wtedy wbiła się w układ Szanowna Małżonka. Jak rakieta. Banalna klasyka. Nudy do porzygania. Taka banalna, że aż głupio o tym pisać. Historia niemalże biblijna. Wyskoczyła do mnie telefonicznie. Dzwoniła jako inkogut-pytacz-o-coś-tam, potem jako inkogut-życzliwy-informator, żeby poinformować mnie o jego prawdziwym stanie cywilnym i posiadanym potomstwie. Potomstwo było już co prawda mocno stareńkie, nawet dorobiło się już swojego potomstwa, ale co szkodziło pomachać sztandarem rodzicielstwa dla podkreślenia powagi sytuacji. Powiedziałam jej, żeby się ode mnie odczepili – oboje, raz na zawsze. Siedziałam wówczas w jakimś klubie przy barze, piłam piwo, muzyka dudniła, a ja wrzeszczałam przekrzykując tę muzę do telefonu. Pamiętam, jak mnie to zirytowało. Ciężko jest gadać w takich warunkach i wyłączyłam się. Kiedy zadzwoniłam chwilę później do niego, żeby go op...ć, za brak dbałości o moje dobra osobiste, odebrała ... gwizdnęła mu komórę, spał zapity w trupka. Pewnie pogrzebała i poczytała te wszystkie esemesy, ale ubaw miałam. Wyglądało na to, że kobitka ma wprawę. Podziwiam determinację. Ja bym facetowi walizki po takim numerze za drzwi wystawiła w trzy sekundy. Dodam, że już to kiedyś zrobiłam w swoim życiu. Nie rozmawiało nam się najlepiej, bo zaczęła od wyzwisk. Oryginalny Bazar Różyckiego. Wzruszam się, gdy sobie przypomnę. Kiedy byłam dzieckiem, czasem tam bywałam, to był inny świat. Byłoby śmieszne, gdyby nie było głupio. A głupio jest, kiedy wykształcona, o miłym głosie i poniekąd światowa kobieta zaczyna rzucać inwektywami. Jest w tym pewien brak harmonii. Zwłaszcza, kiedy skierowane jest to do mnie. Miałam poczucie, że się pomyliła i wzięła mnie za kogoś innego. Oczka otworzyłam szeroko i cierpliwie czekałam na dobry moment, żeby wyjaśnić pomyłkę. Metoda zawsze skuteczna. Zwłaszcza, kiedy ma się czyste sumienie. I to podziałało. Skończyło się w obopólnym porozumieniu i na przeprosinach z jej strony. Generalnie rozumiałyśmy się, obie byłyśmy ostro wkurzone na niego…. obrobiłyśmy go na maksa…. gotowa byłam nawet być świadkiem na jej rozwodzie, którego nie będzie oczywiście.
Mądra? Głupia? Nie wiem, nie mnie oceniać. Kamieniem nie rzucę, ani w nią, ani w siebie. Te gacie w szafie to jest to! Nałóg! Tradyszyn! Medal na piersi, ma go, jest, tu, tam, jej, co prawda nie - osobisty, raczej powiedziałabym „publiczny”, jak miejsce publiczne, dostępne dla różnych … Ale nikt jej nie powie, że rozwódka! O nie! Będzie mężatką! Zresztą nie znam układów do końca, ale jakie by nie były, kobieta nie zasługuje na takie traktowanie. Chyba, że zasługuje, skoro tak, to ma...
Samodzielna finansowo, na dwieście procent niezależna, wyglądało nawet, że ma pewną klasę (?!). Zapomniałam o drobiazgu - być może go kochała. Miłość niejedno ma imię. Napewno nie chodziło o majątek. Jej był większy.
Rozpisałam się o żonie, ale w końcu współtworzyła ten stan idealnego pobożnego jestestwa pana Pomidorka. Od dawna robił takie rzeczy i wiedziała o tym. I tak strasznie się poniżała. Rety, jak tu mieć pretensje do facetów, że się zachowują po chamsku, skoro ich kobiety im na to pozwalają? Byłybyśmy bardziej stanowcze, ceniłybyśy siebie wyżej i... niech spadają na bambus wszystkie niedoroby świata.

Trzeba przyznać, że skołował skutecznie moją znajomą, dzięki której go poznałam, a znali się długo, chyba z 15 lat, pracowali razem. To się nazywa skuteczny PR.

Chyba jeszcze z kilka miesiący wypisywał do mnie esemesy i maile. Głodny kojot. W życiu od nikogo nie dostałam tylu esemesów, również tych, na które nie odpisałam. Skończył dopiero, kiedy powiedziałam mu, że to koniec, bo jestem z kimś innym. Amen, to najlepszy argument. Właściwie nie skończył, ale mocno zwolnił tempo. Chyba będzie pisał do końca życia. Tak z raz do roku, żeby sprawdzić. Chory człowiek. Teraz już nie przeszkadza mu nawet to, że jestem z kimś innym. Bardzo głodny kojot.

A jutro ... jutro napisze co myślę o takich ….

Wracając do tematu wiosny i świąt. Nie będę myła tych okien, w końcu i tak mam malować pokój, więc po co? Potem umyję. Po malowaniu. Teraz dla własnej osobistej przyjemności umyję sobie podłogę pachnącym czymś – tam. Już odkurzyłam. Jak przywiozłam obrazki z klubu, to mi się białe odkruszone od styropianu rozsypało i musiałam wyjca uruchomić. Jak będą święta, będę leżeć w wyrku, pisać i będzie ładnie pachniało. Kupię sobie bazie i postawię obok łóżka.


2009-04-07 Ciocia Sseeee wspomina.. Pomidorrrrek

Poznałam go "kiedyś tam"…..
Wpadłam, pędząc przez miasto, do znajomej, z którą łączyły mnie zawodowe kontakty. Byłam wtedy święcie przekonana, że to jej facet. Nawet pomyślałam, że wreszcie ma kogoś normalnego. Bo nie miewała sympatycznych poczciwców. A on sprawiał wrażenie energicznego, radosnego, pogodnego pana. Wpadłam mu strasznie i od razu w oko (zero gustu i wrodzona ślepota) i zaprosił mnie od razu na za granicę. Nie ważne, za którą, ale propozyszyn było dosyć atrakcyjne patrząc z punktu widzenia zapracowanego przeciętnego Polaka. Takie tam były zwyczaje, że się zapraszało kobiety na wspólny wyjazd, a one często się godziły i bardzo się z tego cieszyły. Jakoś się nie ucieszyłam. Nie znałam typa i nie lubię facetów, którzy uskuteczniają takie akcje za plecami swoich kobiet, zwłaszcza, kiedy te kobiety są moimi znajomymi. Niezręczność i brak komfortu. Więc pogoniłam typa najostrzej, jak tylko się dało. Wydzwaniał do mnie potem, ale bez skutku. Dowiedziałam się poniewczasie, że po pierwsze nie był jej facetem, był tylko jej marzeniem, a po drugie nieźle mi obrobiła tyły, mając w sobie silną potrzebę rywalizacji o jego względy. No tak… samo życie.

Minęło wiele lat. Pewnej słonecznej soboty w południe zadzwonił telefon. To był on. Nawet go pamiętałam. Tym razem, wiedząc (od niej), że jest wolny i bez zobowiązań, podeszłam do tematu nieco łagodniej i tak zaczęła się historia z Pomidorrrkiem. Ksywka, jaką mu nadałam nie dotyczy jego pełnego i rumianego oblicza, fizycznie był kimś w typie głodnego kojota. Pomidorek to inna historia, pominę, bo to nieważne w tym momencie. Zadzwonił, a potem dzwonił ciągle. Esemesy i znowu telefony... autentyczna miłosno - romantyczna - historia - telefoniczna ;).
Jego koncepcja była taka, że pojadę do niego za tę którąś tam granicę i osiądę sobie bezpiecznie pod jego opieką. Będę malowała obrazki i w wolnych chwilach gotowała mu obiady, sprzątała domiszcze i tak dalej. Wyglądało trochę jak skrzyżowanie niewolnictwa z atłasem i  piedestałem. Należało to rozważyć. Rozważałam. Rozważałam ... rozważałam … niespiesznie … jednocześnie poznając go lepiej. Odwiedziłam go za tą którąś tam granicą. Gdzieś w międzyczasie zaczęłam się do typa przywiązywać. Motylki, uśmiechy, łapka w łapce, księżyc na niebie, ciepłe wieczory i tak dalej... same dobre rzeczy, wino i owoce, spacery i kolekcja ładnych wakacyjnych foteczek. Poznawałam go i poznałam. Oprócz tego, że jest radosnym, pogodnym i rezolutnym, dziarskim człowieczkiem, miał też pewne wady ukryte. Słabo był reformowalny, słabo słyszał, co się do niego mówiło, czasem nie słyszał wcale... nałogowe oglądanie telewizorni przy mojej abstynencji to była trauma, druga trauma to głuchota i porowatość manier ... Nic to. Przecież to się zdarza, każdy towar może mieć wady ukryte. Wtedy trzeba wymienić albo reklamować, naprawiać, można lekko przerobić, dostosować się. Relacje międzyludzkie to wspaniale miejsce do eksploracji. No to... powaliłam trochę głową w mur, a potem zawiesiłam znajomość. Chyba po miesiącu czy dwóch. Czułam, że coś jest na rzeczy i słusznie czułam.

Ciąg dalszy tej historyjki jutro... tralala.. a ja idę patrzeć na moje brudne okna.. nie.. jadę do czytelni wypocić coś o foturyźmie, bo w necie nie ma tego, co potrzebuję...

Miłego przedświątecznego sprzątania życzy złośliwy nierób.


2009-04-06 Netykieta

O netykiecie napisano dużo. Linki:

poczta elektroniczna

komunikatory

grupy i fora dyskusyjne

i drobiazg skopiowany
stąd

"Typowo kulturalne - Międzyludzkie
Nie obrażaj nikogo, staraj się tego nie czynić publicznie nawet gdy masz ku temu powody. Zanim publicznie kogoś ocenisz w jakikolwiek sposób, przemyśl to na spokojnie i dwukrotnie.

Zwracaj uwagę raczej bezpośrednio danej osobie niż publicznie (zostanie lepiej odebrana i nie jako atak), chyba że jest to osoba już wyjątkowo łamiąca wszelkie reguły (i robi to też publicznie) i po wcześniej osobiście zwróconej jej uwadze nie zareaguje.

Jeśli się zwracasz do danej konkretnej osoby raczej pisz zaimki dużą literą: "Ty", "Ci", "Tobie"... a nie "ty" itp.

Swoje opinie wyrażaj zawsze w sposób kulturalny.

Pamiętaj zawsze, że nie jesteś sam jeden na świecie i że nie jesteś najważniejszy.

Sieć
Jeśli nie musisz, to nie ściągaj dużych plików z Internetu takich jak mp3 i filmy, gdy np. możesz po prostu ten film pożyczyć od kolegi następnego dnia. Po prostu nie ściągaj bezmyślnie plików.

Jeśli nie musisz, to nie utrudniaj i nie uprzykrzaj życia innym użytkownikom sieci.

Nie zakładaj sobie "ot tak" bez konkretnej potrzeby kont e-mail lub www więcej niż rzeczywiście potrzebujesz.

Ku przestrodze
Pamiętaj, że tak na prawdę w Internecie nikt nie jest anonimowy! Zawsze można dojść do tego kto, skąd, kiedy, gdzie i co.

Nie ma jako-takich odgórnych czysto prawnych zasad obowiązujących w Internecie, ani "cyberpolicji" na każdym kroku, lecz pamiętaj, że tu społeczność broni się sama i też nieraz mogą Cię spotkać niemiłe konsekwencje ze strony innych użytkowników lub administratorów.

Zawsze zapisuj sobie swoje hasła żebyś ich nie zapomniał, pilnuj ich i nie udostępniaj nikomu."


Sseeee wiosennie pozdrawia
2009-04-05 Wiersz o poziomkach

Wiersz o poziomkach


Chwyć
Liść poziomki
W dłoń weź tajemnice z pod -
Nie chcę ich znać
Nawet, kiedy krzyczą
Pod liściem cień i chłód
Cienista historia
Cienista prawda skowycze
Weź ją
Zabierz ode mnie
Ma czasem zapach rozkładu
Nie chcę poziomek
Nie dam im rady
Nawet,
Jeśli zakwitną

2009-04-03 Notka numer 200

To jest dwusetna notka.

Klikam od 26 lipca 2008.
Namówiła mnie Lyl, i parę innych osób wsparło „masz swojego bloga? Fajnie piszesz…”
Na początku było kilka wejść dziennie, teraz czasem nawet kilkanaście. Miło mi. Dziękuję. Niektórzy piszą do mnie maile. Dziękuję, cieszę się i odpowiadam.
Przyzwyczaiłam się do czytania różnych rzeczy w necie. Przyzwyczaiłam się do pisania. Czasem przychodzę wieczorem do domu, otwieram kompa i piszę, dla przyjemności. Bo lubię. Czasem mam nastrój i pisze nawet na kartce papieru, gdziekolwiek. Ostatnie dwa wiersze powstały na wykładzie w szkole. Nie notowałam .. nie słuchałam wykładu... pani doktor miała jakiś problem ze skupieniem mojej uwagi.
B.T.W. Większość osób ma problem ze skupieniem mojej uwagi. Chyba, że coś mi dyktują. Albo potrafią wznieść się na wyżyny erudycji i krasomówstwa, albo akceptują z odpowiednią empatią moje wtręty. Moje nastroje, podobnie jak uwaga, zachowują się jak rączy jeleń, albo dziki mustang, czasem szczypią trawkę w jednym miejscu, albo wietrzą pod wiatr, co też się dzieje w świecie…. ale to rzadkość, te zwierzaki często są w galopie, albo przynajmniej kłusują. Gonią, przed czymś uciekają, pędzą tak sobie, bo lubią. Jest to dosyć męczące, również dla mnie. Ludzie! Całe życie w TGV! Masakra! Gdyby nie możliwość pisania, malowania i rymowania, ześwirowałabym jak nic, drodzy Czytacze, walnęłoby mnie i tyle. Muszę wejść w swój świat co jakiś czas, bo ten na zewnątrz mnie uwiera i ogranicza za bardzo.
Wtedy, na wykładzie, moja ruchliwa uwaga poszła w stronę pełgających we mnie, jak zwierzątka w dżungli, uczuć. Tak powstały ostatnie dwa wiersze (o niczym i o mamie), od ręki, w zeszycie od wykładów.. potem tylko je tu przepisałam. Miały mocno iluzoryczny związek z konkretną rzeczywistością.

Blog – to jest mój niezbyt prywatny notesik, moja zabawka, moje maleństwo kochane. Umieszczam tu to, o czym chcę pamiętać, albo pokazać, bo myślę, że jest fajne. Bardzo się pilnuję, żeby nie pisać o kimś personalnie. Układam konkrety za niesłychaną ilością parawanów, opisuję coś, co dotyczy przeszłości, która nie ma prawa teraz do mnie wrócić, albo pisze tylko o moich uczuciach, które nikogo ani nie ziębią, ani nie parzą.

Okazuje się, że wszystko może poparzyć.

Do jednej notki, zainspirowanej nostalgicznym wspomnieniem o mojej mamie, (to jest temat dyżurny, ile razy mnie najdzie rozpaczliwiec, piszę o mamie) zostały dopisane rzeczy, za które powinnam komuś spuścić lanie. I to takie, żeby dupsko bolało przez miesiąc, a mogłam jedynie wywrzeszczeć swoją frustrację przez telefon, niestety, krótko, bo połączenie zostało przerwane ;-) W komentarzu był złośliwie wkomponowany fragment mojej prywatnej korespondencji. Emocje? Subkultura? Choroba? Nie wiem….
Blog czytają różni ludzie i nie można tu pisać wszystkiego i tak, jak w duszy gra. Żeby kogoś nie urazić. To jest inna formuła. Totalny ekshibicjonizm też nie jest mi bliski. Mam prawo do prywatności.
W tym nostalgicznym klimacie mojego wiersza o mamie i ciepłych rozważaniach na temat przytulania i żalu, że nie dałam jej tego co mogłam, kiedy żyła, nagle zakwitło coś, co nie miało prawa się tu znaleźć. Bo ktoś wykorzystał moją prywatną korespondencję, chciał mi dokopać, i dokopał. Teraz się asekuruję. Blokada na komentarze.

Zostałam przeproszona, no dobra, ale … przez jakiś czas, komentowanie będzie zablokowane. Odblokuję, kiedy poczuję, że mogę. A ręka świerzbi… a ustawa o ochronie wirtualnej korespondencji jest w trakcie tworzenia.. a ręka świerzbi…. Niech ta ustawa utworzy się jak najszybciej! Temat już poruszałam, całkiem niedawno: TU

Żałuję, bo lubiłam komentarze. Dawały mi poczucie, że to, co ja tu piszę jest ważne nie tylko dla mnie.



Fajna wiosna z oknem, wyciągnęłam letnie szmaty i robię sobie na sobie inscenizację wiosenną…. Mniam. Mniam. :-))))))


2009-04-02 Fascynacje Sseeee

Sseeee nie spożywa, Sseeee nie niucha, nie pije i nie stosuje iniekcji, no nie, przesada, legalne spożywa... niucha i pije... czasami, świętością nie jest, chociaż kiedyś miala fazę totalnego ortodoksyjnego odrzucenia wszystkich szkodliwości ... do Holandii się nie wybiera ... ale uważa, że każdy jest kowalem swojego losu i nie można ludzi ubezwłasnawalniać. Kiedy istnieje możliwość dokonywania samodzielnych i dorosłych wyborów, wyłania się interesujący świat złożony z ludzi najróżniejszych; zgubionych, słabych, martwych duchowo, ale też z silnych, ważnych dla siebie i innych... potrafiących brak za siebie odpowiedzialność... tak.. serio...  Niestety, z powodów niezależnych od siebie, Sseeee nie pójdzie na Marsz Wyzwolenia Konopii, 23 maja, pod Pajacem, o 15... tu jest link... a miala ochotę solidarnościowo i symbolicznie się dołączyć... bo raczej gandzi na marszu by nie paliła...

Sseeee podziela pogląd tego pana, chociaż wie, że takich, jak ona jest niewiele, artykuł generalnie mało odkrywczy, bo już zostało napisane w iluś-tam wariantach, ale zacytuję:

Kolejne 1255 słów przeciw prohibicji

Autor: Sean Gabb

Zauważyłem, iż przez szereg lat nie napisałem nic o narkotykach. Nie pojawiają się obecnie żadne wiadomości, które zachęcałyby mnie do pisania o nich. Chcę po prostu zobaczyć, jak dobrze potrafię wyrazić w niewielu słowach to, co stało się gigantycznym sporem. Oto więc moje przemyślenia - dlaczego sprzedaż i zażywanie narkotyków dla rozrywki nie powinno być nielegalne.

Zacznijmy argumentem wolnościowym. Powinno uznać się prawo ludzi do czynienia ze sobą samym tego, co się podoba. Obejmuje ono z konieczności prawo do czynienia rzeczy uważanych przez innych za szkodliwe i niemoralne. Jeśli chcę, mam prawo przyłączyć się do dziwacznej grupy religijnej i oddać jej cały mój majątek; mam prawo wytatuować całe swoje ciało, jak również nosić artystyczne kolczyki w różnych jego częściach; mam prawo poświęcić się ubogim w Afryce; mam prawo być powieszonym na hakach i być chłostany do ostatniej kropli krwi przez kogoś, kto nosi skórzaną maskę; oraz, oczywiście, spożywać, jakiekolwiek zapragnę, środki odurzające.

Nikt inny automatycznie nie ma prawa wtrącać się w moje wybory. Jeśli uważasz, że źle czynię, to możesz mnie przekonywać. Możesz paść na kolana i błagać mnie, abym poprawił swoje zachowanie. Możesz grozić wyrzuceniem mnie ze swojej firmy czy grupy przyjaciół. Nie masz jednak prawa posunąć się ani krok dalej, o ile nie potrafisz udowodnić, że to, co czynię wiąże się z używaniem przemocy lub oszustwa wobec innej osoby, lub jest aktem, który grozi rozbiciem całej wspólnoty - jak np. sprzedawanie planów obrony wrogowi na wojnie.

Zażywanie swoich własnych narkotyków w towarzystwie ludzi, którzy się na to zgadzają nie jest aktem pierwszego rodzaju - nikomu innemu nie czyni takiej krzywdy, przed którą mógłby się on słusznie domagać ochrony. Nie jest również aktem drugiego rodzaju. Bez końca mówi się, że narkotyki są zagrożeniem dla stabilności społecznej - że prowadzą do przestępstw, zwyrodnienia i tak dalej. Nie ma żadnych dowodów na poparcie takiego twierdzenia.

Historia Wielkiej Brytanii dostarcza przekonującego przykładu. Do 1920 r. zażywanie narkotyków nie było kontrolowane. Pomiędzy rokiem 1827 a 1859 konsumpcja opium w Brytanii wzrosła z 17,000 do 61,000 funtów. Robotnicy mieszali je z piwem. Gladstone wsypywał je do herbaty przed przemówieniem. Scott napisał pod jego wpływem „The Bride of Lammermoor”. Dickens i Wilkie Collins byli jego wielkimi amatorami. Marihuana i heroina były w otwartej sprzedaży. Nie było żadnej zapaści społecznej. Niewiele osób umierało od brania narkotyków. Większość zgonów związanych z zażywaniem opium było indywidualnymi przypadkami, a nawet te można zaniedbać - wyłączając samobójstwa: 104 przypadki w 1868 r., potem średnio 95 rocznie do 1901 r. Prawie nikt nie uważał, że może istnieć tu jakiś problem.

Twierdzenie, że narkotyki są społecznym złem jest kłamstwem. Prawdą jest coś przeciwnego. To kryminalizacja narkotyków jest złem. O wszystkie krzywdy, o które obwinia się teraz dostępność narkotyków znacznie właściwiej byłoby obwiniać ich nielegalność. Gdy narkotyki są nielegalne, tylko przestępcy będą ich dostarczać. A gdy pozwala się przestępcom zdominować cały rynek, będą oni mogli (a nawet musieli) stworzyć rozszerzone, trwałe struktury przestępcze, które inaczej by nie istniały. Uczynią wtedy narkotyki zarówno drogimi jak i brudnymi.

Narkotyki będą drogie, ponieważ łapówki, niedogodności związane z transportem, wynagrodzenie za nadzwyczajne ryzyko i inne podnoszą łącznie koszty wprowadzania narkotyków na rynek. I stąd większość żebractwa, prostytucji i przestępczości ulicznej, które dokuczają miastom Zachodu. Aż 2/3 spośród amerykańskich napadów rabunkowych może być dokonywana w celu sfinansowania zażywania narkotyków.

Narkotyki będą skażone, ponieważ na nielegalnych rynkach brak jest gwarancji jakości. Jeśli na butelce piwa napisane jest „8 procent objętości stanowi alkohol”, to nie oznacza to jakiejś tam wartości pomiędzy 0,5 a 30 procent. Nie będzie się również wywoływać musowania piwa przy pomocy sody kaustycznej. Browarnicy mają zbyt wiele do stracenia, by pozwolić sobie na zatruwanie lub oszukiwanie klientów. Dealerzy narkotykowi mogą sobie na to pozwolić. I stąd częste przedawkowania. I stąd trujące dodatki. I stąd rozprzestrzenianie się AIDS - nawet dziś - poprzez skażone igły.

Od kosztów przestępczości spowodowanych nielegalnością przejdźmy do kosztów egzekwowania prawa. Są one również ogromne. Po pierwsze, policja, jeżeli chce egzekwować prawa, które nie wskazują ofiary składającej zażalenie lub pomagającej w śledztwie, musi przekształcić się w niemalże gestapo. Potrzebuje uprawnień do zatrzymywania i przeszukiwania ludzi oraz do przeszukiwania prywatnych domów - co nigdy nie byłoby potrzebne dla powstrzymywania takich rzeczy, jak włamania czy morderstwa. Potrzebuje zaangażować się w prowokacje. Jest wystawiona na oferty łapówek - często zbyt dużych by odmówić. W ten czy inny sposób, „wojna z narkotykami” prowadzi do skorumpowania wszelkich służb zaangażowanych w tę bitwę.

A ta wojna nie może być wygrana. Brytyjskie Cła i Akcyza (urząd zajmujący się w Wielkiej Brytanii poborem ceł i podatków pośrednich - przyp. tłum) nie muszą się martwić o żadne granice. Mogą śledzić każdą łódź i każdy samolot, który wkracza na terytorium brytyjskie. Mają znacznie szersze uprawnienia śledcze niż zwyczajna policja. Mimo tego, sami szacują, iż zatrzymują mniej niż trzy procent narkotyków przemycanych każdego roku do Zjednoczonego Królestwa.

Po drugie mamy wojnę z praniem pieniędzy. Ponieważ powstrzymanie importu i sprzedaży narkotyków jest niemożliwe, w ostatnich latach przerzucono się na uniemożliwianie korzystania z zysków z handlu nimi. Obecnie te zyski konfiskuje się i wykorzystuje je do prowadzenia dalszych śledztw. Zanim jednak można będzie odebrać pieniądze, muszą być one znalezione. Wymaga to ścisłego śledzenia i kontroli wszystkich transakcji finansowych. Ponieważ każdy z nas może być dealerem narkotykowym usiłującym prać brudne pieniądze, wszyscy musimy dostarczać nie mających końca dokumentacji, gdy otwieramy konta bankowe. Nie wolno nam płacić wielkich sum gotówki - obecnie większych niż 20000 funtów - bez narażania się na wścibstwo urzędników bankowych. Szczegóły dotyczące naszej bankowości są praktycznie na żądanie dostępne oficjalnej inspekcji.

Tak jak w przypadku narkotyków, wojna przeciw praniu pieniędzy jest także wojną przeciw wolności. W tym przypadku, zwalnia ona władze z wymogów uczciwego procesu. Konfiskaty pieniędzy z domniemanego handlu narkotykami, bez jakichkolwiek pozorów procesu, stają się coraz częstsze. W Ameryce przepadek mienia osobistego stał się zalegalizowaną kradzieżą w najczystszej postaci. W Wielkiej Brytanii posuwamy się z wolna w kierunku podobnego łamania zwyczajowych praw.

Co więcej, fakt, że nasze transakcje finansowe mogą być monitorowane daje władzom nad nami całkiem nową władzę. Środki jej sprawowania jeszcze nie istnieją. Posuwamy się jednak szybko w kierunku świata, w którym wszystkie nasze zakupy będą odnotowywane i przechowywane w bazie danych. Wiedza o nich jest przechowywana w celach handlowych - na przykład, karty stałego klienta (lojalności), które umożliwiają supermarketowi dowiedzenie się, czy zaoferować nam bonifikatę na jakiś rodzaj karmy dla psów. To również może być zarekwirowane przez państwo i dodane do naszych rekordów policyjnych lub medycznych. Możemy usiłować uniknąć tego śledzenia, korzystając z gotówki. Jednak zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Ameryce są prowadzone eksperymenty nad zastępowaniem anonimowej gotówki przez karty, zostawiające ślad po każdej transakcji.

Już obecnie w pewnych rejonach znani palacze nie mogą adoptować dzieci. W licznych przypadkach odmówiono im także leczenia przez państwową służbę zdrowia. Pomyśl tylko o świecie, w którym władze będą dokładnie wiedziały, jak wiele kupujemy ciastek z kremem i prezerwatyw, i jakie czasopisma czytamy. A jest to ten rodzaj świata, do jakiego prowadzi nas wojna z narkotykami i praniem pieniędzy.

Dlatego też zarówno na gruncie wolności osobistej jak i użyteczności społecznej nie ma żadnego sensownego argumentu na rzecz kontynuowania obecnej „wojny z narkotykami”. Jest to wojna, która przynosi korzyści wyłącznie przestępcom i paru agencjom do walki z narkotykami, krzywdząc jednocześnie resztę z nas - niezależnie od tego, czy bierzemy narkotyki, czy nie.

Oczywiście, górę wzięły specjalne interesy; za kilka lat rozpowszechnianie artykułów takich jak ten może stać się przestępstwem kryminalnym polegającym na „wysyłaniu złego przekazu młodzieży” lub na czymkolwiek innym. Ale nawet w naszych kontrolowanych mediach nie da się dłużej utrzymywać kłamstw. Ten artykuł nie jest ani głęboki, ani oryginalny. Wysyłam go jednak z nadzieją, iż będzie on kolejnym małym gwoździkiem do trumny prohibicji narkotykowej.


2009-04-01 Herbatka

Śliczny artykulik o herbacie z liści koki, kiedyś piłam tę herbatę, jako niskociśnieniowiec czasem się wspomagam różnistymi ... kawa już nie działa.. no może troszkę, ale też uszkadza mi żołąd... yerba robi mi też jakieś akcje w wyżej wymienionym żołądzie... kiedyś ktoś poczęstował mnie herbatką z liści koki, ja łakomie się na to rzuciłam, i zaczęła się dyskusja o narkotykach.. ojoj .. jaki śliski temat.. ale artykuł, który tu przytoczę jest sensowny i podzielam poglądy tego miłego pana... atmosfera wokół niektórych "używek" jest chora...  a wokół innych dziwnie i nieuzasadnienie zdrowa. Herbatka z liści koki działa rewelacyjnie, potwierdzam, ale nie można jej kupić ani wypić w Polsce, nie wiedzieć czemu.

Refleksje przy herbatce z koki

W szafce w kuchni zawsze trzymam zapas liści koki. Ale nie siedzę w więzieniu, tylko przy stole w domu w Limie, pijąc zaparzony z nich napar. I piszę ten tekst.
iArtykuł nie będzie z kosmosu, bo liście koki nie wywołują halucynacji, ani weny twórczej. I nie uzależniają. O wiele trudniej odstawić mi kawę przywiezioną z Polski. Ta miejscowa jakoś mi nie smakuje. Herbata z suszonych liści koki też nie smakuje, bo... nie ma żadnego smaku. Mógłbym je żuć, ale są dla mnie za gorzkie. Dlaczego więc je spożywam? Bo jestem przeziębiony i osłabiony, a nic tak nie wzmacnia organizmu, jak napar z liści koki.

Nie zaopatruję się w nie w kartelu narkotykowym, tylko u kobieciny na targowisku. Kilogram kosztuje 25 soli (około 25 zł), ale nie kupuję naraz aż tyle. Za kilka dekagramów, które widać na zdjęciach, zapłaciłem jednego sola, czyli złotówkę. Liście handlarka przywozi do Limy z Cusco, stolicy dawnego państwa Inków i właśnie od tego miejsca trzeba zacząć, gdy się chce powiedzieć coś o koce.

U Inków koka uosabiała obecność bogów na Ziemi, dlatego pola uprawne traktowano jak sanktuaria. Ten, kto spożywał kokę, miał wszystko – szczęście, miłość, szacunek, a nawet "chody" u zmarłych przodków. Miał też końskie zdrowie. Kiedy Hiszpanie podbili inkaskie imperium, nie mogli nadziwić się górskim pasterzom niezwykle odpornym na zimno, tragarzom nie odczuwającym głodu i zmęczenia, ani górnikom ciężko pracującym praktycznie bez wytchnienia. Tajemnica tkwiła w koce. Bez jej zażywania Inkowie szybko tracili siły i zaczynali chorować.

Nie muszę wierzyć w te przekazy, bo o działaniu koki mogę się sam przekonać. Jej liście służą mi za dobre lekarstwo. Bo tak jest w istocie. Doświadczalnie stwierdzono, że roślina ta wzmacnia organizm, pomaga astmatykom, uśmierza bóle brzucha, łagodzi skutki oparzeń, stabilizuje ciśnienie, przyspiesza gojenie ran. Znane są też przypadki leczniczego działania koki w chorobach wenerycznych, żółtaczce oraz przy zapaleniach i obrzękach płuc. Ale od kiedy w 1859 roku niemiecki chemik A. Niemann wyizolował kokainę z liści koki, jej wizerunek zmienił się diametralnie. Stała się rośliną zakazaną niemal we wszystkich krajach i utożsamianą z narkomanią, korupcją i przemocą. Zupełnie niezasłużenie, bo to tak, jakby oskarżać ziemniaka o to, że na świecie pędzi się bimber i ludzie wpadają w alkoholizm.
Siedzę więc przy filiżancę czaju z koki i zastanawiam się, ile bym za to siedział w Polsce? W Peru i Boliwii, czyli w w dawnym imperium Inków, liście są legalne. Można ich używać bez żadnych ograniczeń, tak jak używa się rumianku czy marchewki. I ludzie dokładnie tak je traktują. Trzymają liście koki w domach, ale nie wytwarzają z nich kokainy. Nie dlatego, że na wyprodukowanie jednego kilograma kokainy potrzeba niemal ciężarówki liści koki. Ale dlatego, że są one dla nich jednym z dóbr podarowanych przez naturę.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że światowy przemysł kokainowy ma się dobrze. Ba, ma się coraz lepiej, mimo obowiązujących zakazów i milionów wydanych na walkę z tym procederem. Ciekawe, prawda? Dlaczego nie widzę narkomanów w Peru, a słyszę o nich w krajach, gdzie liście koki są zakazane? Filiżanka pusta. Czuję się lepiej, ale nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że koka – choć może i powinna - nie służy już ludziom na świecie, tak jak na przykład mi. Mam wrażenie, że od kiedy podbito Inków, ktoś to wszystko po prostu spie....


No i na koniec, piękna pieśń, która być może dobrze zilustruje temat:
Mr Zoob - Mój jest ten kawałek podłogi.(klik)

2009-03-31 Wiersz o wspomnieniu

Wspominam, mamo

Wspominam
Mamo
Troskliwie
Twój prawy profil
Jesteś niezadowolona?
Bo znowu ja
Coś
Niepotrzebnie …

Patrzę, gdzie jesteś?
Wiesz już, że umarłaś
Wiem, że żyjesz
Uśmiech masz ten swój
Figielek
Wiem
Udało ci się
Wydostać z tej klatki

Nie odchodź
Wiem, że jesteś
Wolna
Nie zabieraj
Swojego ciepła
Wspominam
Coraz troskliwiej
Czulej
Przecież jesteś





UWAGA: o tym trzeba pamiętać, cyt: "Badania wykazują, że powinniśmy być przytuleni cztery razy dziennie żeby przeżyć, osiem razy dziennie - żeby zachować zdrowie, dwanaście, żeby się rozwijać. Pieszczoty mają uzdrawiające działanie. Wzmacniają nasz system odpornościowy. Dzięki nim czujemy się kimś szczególnym. Tak samo jest ze słowami, może, więc przytulajmy innych słowami. Każdy z nas potrzebuje zainteresowania, uwagi i uznania, każdemu potrzebny jest w życiu ktoś, kto nas poinstruuje i wprowadzi na coraz wyższe szczeble w wybranej dziedzinie
(...)
Słowa wyrażają akceptację lub…jej brak. Zastanówmy się nad naszymi najbliższymi, że akceptacja tego, jacy są, co robią, czym się zajmują, jest często jak zrzucenie ciężaru i umożliwi im skupienie się na życiu, pracy, własnym rozwoju, który z całą pewnością służy ich zdrowiu i więziom z nami. A to jest piękne. Jeśli do słów wyrażających akceptację dodać gesty to już chyba prawie szczyt szczęścia. Moja ulubiona Penelope Gruz w jednym z ostatnich wywiadów powiedział - Wszyscy jesteśmy małymi ziarnkami piasku, ale jeśli każdy z nas wykona jeden mały dobry gest w stronę drugiego człowieka, świat stanie się piękniejszy. Pomyślmy o tym i to nie tylko przy okazji Świąt." (Katarzyna Tokarczyk)

Dodam od siebie - może się zdarzyć, że potem będziemy żałować, bo nie zdążyliśmy powiedzieć i dać tego wszystkiego, co było możliwe i takie proste ...

komentarze:

ZETA
2009-03-31

Tulenie , chwalenie jest potrzebne w życiu każdego człowieka i KAZDEJ istoty (futrzaki ) na tej ziemi. Dodam mądre tulenie i dowartościowywanie! Wszystko co w nadmiarze szkodzi. Ludzi trzeba jednak kochać, pomimo wad .Jesteśmy zlepkiem różnych emocji, tych dobrych i tych złych. A mądra miłość naszych rodziców wyzwala z nas to co najlepsze i najbardziej pożądane. W dorosłym życiu bardzo się przydaje takie tulenie.Umiemy się innym odwdzięczać i silni duchem pokonywać wyboiste drogi....te przed nami.
Pozdrawiam *
(i weź mnie zrozum człowieku-chyba trudny dzień dziś mam-a pogoda taka piękna)

Modne obecnie bezstresowe wychowywanie , poczyniło mnóstwo spustoszenia w wielu duszach.Rodzice nieudolni czy dzieci uparte? Niech Sseeee o tym napisze:))

ZETA
2009-03-31

boshh co ja tam naskrobałam....jestem jakaś niedowartościowana dziś......

Sseeee
2009-03-31

dobrze, napiszę, co myślę... moje młode były chowane stresowo, bo ja byłam zestresowana, a nie umiem udawać... piliśmy to piwo razem... ale o tym innym razem

ab
2009-03-31

Ileż tego przytulania! :) Niektórzy powinni już zatem dawno nie żyć... :))))) Jak z każdą rzeczą najważniejsze to nie przesadzić... ;)pozdrawiam żyjących pomimo nieprzytulania:)

Sseeee
2009-03-31

AB, niektórzy już dawno nie żyją, ale o tym nie wiedzą, serio :)
to że ktoś rusza odnóżami i daje głos, nie znaczy że żyje

asymaka
2009-03-31

nie wiem, czy komentować, bo nie chcę zepsuć tej magii, uroku... ciepla, które za sprawą notki Twojej sie wytworzyło... ja moje szkraby przytulam często i sa tego nauczone od małego, mąż jest troszkę mniejszy pieszczoch, ale my nadrabiamy

Sseeee
2009-03-31

Sseeee ma naturę plasterka samoprzylepnego, dlatego o tym często pisze.. tu już raz było -
http://sseeee.blog.interia.pl/?id=1610612
o przytulaniu za darmo



2009-03-30 Balety

Dzisiaj jest dzień w rytmie
W RYTMIE.
Należy zdjąć krępujące odzienie i poczuć się jakoś tak dracznie, tanecznie i dziecinnie, umie? umie.. to niech działa... bardzo dobrze robi na całokształt.

Idę w tany... o rety, rety, ale balety... tańczcie dla draki!!!! ciało mi się wije od nóg aż po szyję....

Własnie próbuję zamienić worda w pdf. Oj. Mój ofisek nie działa w te klocki, jakieś cudo ściągnęłam, sie nazywało pdfcreator, nie bierzecie tego badziewia, szkoda czasu...  cudo było polecane, aczkolwiek chyba działa tylko na win98, bo u mnie nie... jasne, nastąpiła transformacja, z worda zamieniło się na zgrabne, super tekstowe kropeczki, oczywiście w pdf. No dobra, wziełam openofiska dorwałam i chciałam ściągnąć, ten na pewno mi zrobi pedeefa...  ale nagle mi kazali zapłacić komórką jakieś pieniądze, czyli wysłac esemesa, a to przekupnie wredni! darmowy program za kasę dają.. w końcu dorwałam jakiegoś innego openofisa, 97 % pobierania.. ale wolno.. uff

o rety, rety, ale balety... ale balety, o rety rety, w górę zyzgaki, tańczcie dla draki, w nogach mam parę, że się nie męczę wcale...

Własnie młodość wbiła mi się do pokoju i oznajmiła, że słucham idiotyzmów i mam przyciszyć, jak ja ma przyciszyć, kiedy wtedy tańczyć nie mogę.. ja się chcę wyprowadzić!!!! kiedy on pójdzie na te zajęcia? wreszcie? czemu ma ich tak mało?

Install exe i zaraz będzie tranformacja i będę miała referat o depresji Francisco Goy'i, może go tu umieścić? w sumie... mogłabym

o rety, rety, ale balety...

:-)

... w openoffice to samo, kropeczki, zakropeczkowany świat!, będzie doc, zmęczona jestem, ale idę tańczyć, bo wściekłość moja jakoś musi się rozładować.. dlaczego kropeczki? ...  zawsze literki zamieniały mi się w literki?.. uff.. niech moc będzie ze mną ...

w górę zyzgaki, tańczcie dla draki...




2009-03-29 Wiersz o niczym

Wiersz o niczym

Okradł mnie
Z niepokoju i z pragnień
Kolejne kadry filmu o kradzieży
Okradziona siedzę
Nie liczę na nic, nic mi nie zostało
Plan jest pusty
Scenariusz złożony z niezapisanych kart
I przecinków
Kadr po kadrze
Film, o niczym
Nikt z niczym
Siedzi obok niczyjej mnie
Bez niczego
Nikt okradł mnie
Z niczego
W niczyją i nijaką noc
W niczyim mieście
W niczyim domu
Teraz spokojna oglądam epilog
O niczym


2009-03-28 Dlaczego

To było prawie sto lat temu. A w każdym razie bardzo dawno, w czasie mojej krótkiej fazy towarzysko - schizofrenicznej.
Impreza u kolegi w wielkim mieszkaniu, daleko, noc, hałas i małe szaleństwo, mieszkanie pełne ludzi, znajomi z liceum, z osiedla, znajomi znajomych, nie wiadomo skąd. Nie dało rady wracać do domu, zalogowałam się na jakimś miękkim tapczanie i lulu. Koleś z liceum z dziewczyną wpakowali się mi na tapczan i zaczęli rozrabiać, nijak nie mogłam przy nich zasnąć, wylądowałam w wannie, tam za mało miejsca i za twardo. W końcu noc spędziłam między dwoma chłopakami. Grzeczni byli, chociaż z pewnymi problemami z zaśnięciem.
Jednym z nich był Z.

Właściwie nigdy naprawdę nie byłam jego partnerką życiową, ale to była bardzo ważna osoba w moim życiu. Był schizofrenikiem, ale wtedy jeszcze nikt o tym nie wiedział. To po prostu niezwykle wrażliwy, miły i delikatny chłopak, miał niezwykły urok osobisty i chciałam z nim być, jakoś nie wiadomo jak, ale być w jego życiu, lubiłam go. Był wrażliwcem nie byle jakiego kalibru.
Nie wyszła nam miłość, ale spotykaliśmy się potem jak przyjaciele, chyba z 4 – 6 lat. Nawet kiedy mieliśmy już swoje nowe związki i dzieci, odwiedzał mnie czasem. Ojciec z niego był żaden. Wpadał do tej swojej gdzieś poza Warszawę, pewnie na seks, a tam tylko robota, wrzeszczące dzieciaki, jej zły humor i obowiązki, więc wracał zaraz do mamusi. Obserwowałam, jak robił się powoli coraz bardziej agresywny, egocentryczny, jakby dziczał coraz bardziej, jak stawał się bezwzględny, jak rzucał kolejne prace, a jego mama go musiała utrzymywać. Nawet zaczęłam się trochę go obawiać. Opowiadał, jak kłócił się z matką swego dziecka. Opowiadał mi o tej swojej dziewczynie, zrobił jej jakieś kolejne, już nie pamiętam drugie, trzecie, czy czwarte dziecko i wspominał, jak paskudnie go traktowała. Ja w ogóle nie rozumiem takich ludzi. Niby powiedziane jest: zaludniajcie ziemię…. Wzięła go sobie na dawcę genów? Była piramidalnie głupia i zaniedbana? Zapewne mocno rozgoryczona nim. Nie da się ukryć, nie najlepiej wybrała.

A on zapadał na zdrowiu psychicznym coraz bardziej. Kolejne prace rzucał tylko z tego powodu, że nie chciał współpracować z komuną. Po jakimś ważnym „konkordacie” z komunistami, okrągły stół czy ki-diabeł, już nie pamiętam, oblał się benzyną na podwórku przed swoim domem i podpalił. Uratowali go. Zdiagnozowali po swojemu i nafaszerowali prochami. Widziałam go raz na osiedlu. Szedł z długą broda, przygarbiony, wyglądał jak stareńki starzec. Wychodził wtedy na przepustki. Potem wypuścili go na stałe. Niejednokrotnie spotykałam w życiu schizofreników, nie wszystkich choroba tak bardzo wyniszczała. Z. został przez nią potraktowany bardzo okrutnie. Chociaż pewnie zawdzięczał swój wygląd głównie farmakologii. Mieszkał z matką. Nie wiem nawet, co się z nim dzieje. Rety, jak ja współczuję jego matce, była rozwiedziona i sama z chorym synem, wyglądała na subtelną i wrażliwą kobietę, o delikatnej urodzie.

Wspominam go jakoś czule, nie wiem, czyżby znowu ta moja odwieczna matka pochyliła się nad cierpiącą duszą? Chciałabym móc mieć dobry wpływ na takich ludzi i jakoś pomóc, ale nie umiem. Bezradność jest dobijająca. To tak zupełnie, jakby patrzeć na płonące miasto , ginących ludzi i nie móc nic zrobić. Czasem chce się uciec, żeby na to nie patrzeć, uciec i umyć ręce, robić swoje. Bo cóż, skoro jest się bezradnym?

Kiedyś dotkniętych taką chorobą uważano za dotkniętych palcem Boga. W każdy bądź razie choroby psychiczne nie wykreślały całkowicie człowieka z życia, nadawały mu często inny sens. Zresztą zdaje się, w pewnych kulturach do dzisiaj tak jest.. Muszę ten temat przestudiować jeszcze dogłębniej.

Natomiast funkcjonują znakomicie i skutecznie w dzisiejszych czasach bogini Kali, osiągają rezultaty wymierne finansowo, podziwiane społecznie bardzo często ludzie o psychopatycznych wręcz cechach. Właściwie tacy, których powinno się leczyć z oziębłości i materializmu. Czy ten świat jest tylko dla takich?
Dlaczego

2009-03-27 3000
Lecę po szampana:
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
3000

(a liczba notek - 193)


2009-03-27 Wiersz o pisaniu

Będę pisać


Będę pisać
O pieszczotach dłoni
Nie zapomnianych,
O chwilach bezimiennych,
A tak dobrze znanych.
Będę pisać o wiosennej uczuć pożodze,
Co zawsze i niezmiennie
Zaskakuje gdzieś w drodze,
O zadumie porannej,
Zmęczeniu w pół-nocnym,
O wytrwałym codziennym,
Rozmyślaniu bezowocnym,
O pamięci, baziach,
Chmurach,
O niebie.
Będę pisać o tym wszystkim
Dla siebie
I dla ciebie

2009-03-26 wiosnaaaaaaaaaaaaaa???????????

Popatrzyłam.. na termometrze plus dycha.. za oknem śnieg.. słońce, wygląda, że gorące. Wiosna? Czy mam omamy? czy omamy mamy? mama ma omamy.. mamony.. omamy mamony mama ma.. no dobra....

O uczuciach, chce pisać, jak nawiedzona.. bo obiecałam noworocznie, więc....
teraz będzie piękne kopiuj-wklej:

Każdy singiel, który nie chce być sam, powinien mieć swojego czekaka.

Co to jest czekak?


Jest to stworzenie neutralizujące zgubne skutki samotności - zarówno fizyczne (popcorn, lody, czekolada, cola, chipsy, paluszki słone, krakersy), jak i psychiczne (nadpobudliwość, bezsenność, smutek, senność, mroczne myśli, nerwowy chichot).

Czekaki mają różne kształty i rozmiary, dostosowane do gabarytów właściciela. Mogą pełnić funkcję rozgrzewającego kompresu na klatkę piersiową, kolana i plecy.

Wśród osób znajdujących się w stanie samotniczego odrętwienia coraz większą popularnością cieszą się czekaki nakręcone na ruch, które sobie tylko znanymi sposobami wyrywają właścicieli z dotychczasowego stanu.

Znane są także magiczne właściwości czekaków. Momentalnie poprawiają nastrój, choć nie robią nic istotnego. Wśród osób, które zdecydowały się na posiadanie czekaka, są też takie, które chwalą sobie ich milczenie. Bowiem czekak nie mówi, tylko słucha. Patrzy na opowiadającego wielkimi oczami, a gdy opowiadający przynudza - czekak bezceremonialnie zasypia, mając w poważaniu wszelkie konwenanse.

Skąd się bierze czekaki?

Czekaka nie można kupić w sklepie, kiosku ani nawet w aptece. Próżno go szukać u zielarzy, gazetowych chłopców i na półkach z zabawkami.

Żeby mieć swojego czekaka, należy udać się do Smutnego Miejsca. Czekaki siedzą tam skłębione i brudne. Wiele z nich jest chorych, starych i zapomnianych. Bardzo dużo czekaków umiera. Męczą się psychicznie i cierpią, bo są stworzone tylko do miłości, a w Smutnym Miejscu jej nie ma.

Szczegóły na http://www.niebadzsinglem.pl


2009-03-25 Wspominać...

M*****
Było śliczne, jesienne, słoneczne popołudnie kiedy wpadł w odwiedziny, byłam wtedy z moim mężem w jego rodzinnym domu. M. dotarł do nas ze swoimi wilczurami i poszliśmy do lasu. Radośnie się uśmiechał, kopał miłośnie swoje stwory, a one szczęśliwe skakały dookoła. Był kwadratowy, duży, energiczny, emanowała z niego radość życia i temperament. Prawdziwy mityczny wódz stada. Goliat z uśmiechem Merkurego. Fajnie nam się gadało i tak mam go w pamięci. To jest pierwszy obraz jaki się wyłania, kiedy go wspominam. Zapamiętałam też słońce, strasznie wtedy grzało. Zawsze kojarzył mi się z tym słońcem, radością, i z takim charakterystycznym ruchem głowy, i błyskiem w oku, kiedy szedł i coś mówił z uśmiechem. Nie wiem, czy on w ogóle umiał się nie uśmiechać i czy w ogóle jego oczy mogły nie błyszczeć.

Minęło sporo lat, mijaliśmy się jakoś i nigdy go nie spotykałam. Urodziłam pierwsze młode.
W końcu znowu się pojawił. Jak zwykle radośnie i wesoło. Miał w sobie niezwykle dużo ciepła.
Odwiedziliśmy ich oboje w pięknej hacjendzie. Moja córka wieszała się na ich czarnej sznaucerce – olbrzymce, sznaucerka traktowała ją jak swoje dziecko. Było rodzinnie i jak w serialu, nieco nudnawo. No takie tam, podziwianie trawnika, że niby ładnie wykoszony, nowych mebli, ogólnie masakra. Ja się nie odnajduję w tych klimatach.
Drugi jego obraz, wyraźny, jaki mam w pamięci: idziemy przez ten zielony, jak w koszarach trawnik i on szelmowsko opowiada mi, jak sprawił, że jest tak piękny, jaja sobie ze mnie robił na całego.

Kiedy rozstałam się z „moim”, zaczął wpadać częściej. Pojawiał się zawsze niespodziewanie, dzwonił przed tym, ale nigdy nie było wiadomo, kiedy go znowu zobaczę. Czasami była to miesięczna przerwa, czasami dwumiesięczna. Byłam wtedy umęczona, dzieci małe, praca, katarki, choroby, ja sama, brak pieniądzy, różne galimatiasy. Lęk przed byłym, jakieś mało sympatyczne akcje po-rozstaniowe, które się ciągnęły i ciągnęły, jak biegunka. Po prostu męka pańska do kwadratu.
Kiedy się pojawiał, znikały kłopoty. Dzieciaki bardzo go lubiły. Na ogół zostawiałam je z sąsiadką, albo śpiące w łóżeczkach, albo były w szkole, a ja pakowałam się do tego jego czarnego samolotu na czterech kółkach z szyberdachem i jakąś obłędną elektroniką na pokładzie i uciekaliśmy gdzieś w świat, na przykład jechaliśmy nad jeziorko pływać. Pamiętam wyjątkowo gorące lato, upał nieziemski, nawet w nocy. Zostawialiśmy kluczyki od samochodu w pokrzywach i pływaliśmy godzinami dyskutując. Wokół była ciemność, cisza, noc, nieliczne światła odbijały się w pomarszczonej delikatnie wodzie, nieliczne samochody pomykały daleko, na moście. Z krzaków dobiegały czasem pijackie chrząkania, jak to zwykle na działkach w letnie wieczory. A my pływaliśmy, wzdłuż, w poprzek i na ukos, byłam wtedy szczęśliwa. Pamiętam, że jego twarz była czarna na tle wody. To wyraźne wspomnienie jest kolejną pamiątką z naszych spotkań. Pamiętam tę całą gadaninę do utraty tchu w wodzie przy wolnym żabkowatym udawaniu, że płyniemy. Wracaliśmy do domu i gadaliśmy o głupotach. Tańczyliśmy w dużym pokoju jakieś tańce połamańce. Jeździliśmy na wycieczki. Raz tak skoczył do jeziorka gwałtownie, że nadział się na jakieś szkło i pojechaliśmy na ostry dyżur do szpitala, żeby mu dali zastrzyk i pozszywali, a potem za karę poszliśmy na obiad. Martwiłam się, a on rechotał i błyskał oczyskami, jak zwykle. Kolejny obraz, który pozostał mi w pamięci, biały szpital i jego wesołe oczka. Wszystkie te akcje były jego pomysłami, ja tylko się cieszyłam i brałam, co dawał. Pokazywał mi swoje zdjęcia, miał artystyczne ciągoty i lubił robić coś niebanalnego. Przywoził muzykę, był zamożny i czasem sponsorował ludzi, wtedy był to zespół jazzowy, któremu sfinansował całe nagranie. Nic się nie zwróciło, padli na twarz finansowo, ale zabawę miał. A muzyka była super, nie wiem, dlaczego im się nie powiodło. Chyba dlatego, że wszędzie trzeba się najpierw wkręcić w układy, żeby zaistnieć. Opowiadał o swoich podróżach. Potrafił zostawić firmę swoim pracownikom i pojechać na trzy miesiące do aśramów do Indii. Kiedy wracał, firma ledwo kuśtykała. Mówiąc o tym dziwił się, jak to możliwe, że pokończyli tyle szkół, a z podstawowymi rzeczami przy prowadzeniu firmy sobie kompletnie nie radzą, bo on brał się za interesy i po pół roku znowu była kasa i to niezła. Postawił jeden dom. Potem drugi. Ten drugi był ogromny. Opowiadał, że w jednym skrzydle mieszka jego żona, a w drugim on i w ten sposób mogą razem mieszkać i się lubić. Jako mąż miał niezależny i skomplikowany charakter, okresowo w swoim życiu pił na umór, miewał kochanki, wyprowadzał się od żony. Pytałam się go, dlaczego z nim się nie rozwiodła, odparł z tym swoim zniewalającym i radosnym uśmiechem – „lubiła się wysypiać”.

Czas nam płynął. Można powiedzieć, że na swój sposób chciał przy mnie być, czułam, że darzył mnie ogromną sympatią. Nie żałował pozytywnych i ciepłych słów. Miałam w nim oparcie, ale takie wewnętrzne, żadnej kasy ani noszenia siatek, po prostu nasze dusze kąpały się razem w tej samej głupawce. Od czasu do czasu. To było oczyszczające. Wpadał rzadko. Nie był moim mężczyzną i nie był dla mnie. Traktował mnie jak siostrę, poniekąd łączyły nas bardzo dalekie więzy, ale nie krwi, jedynie skomplikowanych powiązań rodzinnych. Był zawsze niezmiernie delikatny i taktowny. Uważał, że jestem kobietą z klasą i tak mnie traktował, z wielkim szacunkiem.
Moje koleżanki mawiają, że mężczyzna przyjaciel to przyczajony tygrys.. no może, w takim razie skutecznie się przyczaił. Być może czekał, a ja, trąbalska, nawet tego nie zauważyłam? Świadomość, że ma żonę i dziecko, skutecznie sparaliżowały mi odruchy. To ten mój idealizm? Czy żałować? Nie, chyba właśnie tak było nam najlepiej. Nie należało psuć tego, co jest harmonijne i działa.
Gdyby chodziło mu o romans ze mną, chyba zauważyłabym to. W każdym razie rozrzucał szczodrze swoją specyficzną, testosteronowatą radość życia i za to byłam mu wdzięczna.

Wyszłam ponownie za mąż, nawet go zaprosiłam na ślub, ale nie przyszedł. No pewnie, jeszcze miał na ślub mi przychodzić, przestał się w ogóle pokazywać. Zadzwoniłam, krótko mówiąc "ścignęłam" go, powiedział, że nie mógł. Minęło znowu kilka lat.

Aż znowu tak się zadziało, że byłam sama (sama w sensie „związkowym”). Wreszcie mogłam sobie przypomnieć o swoich znajomych bez niczyjej zazdrości i dodatkowych problemów. Ponieważ zaczęłam malować, przypomniały mi się jego fotografie i artystyczne zainteresowania. Chciałam mu pokazać co robię i wiedziałam, że to doceni, i może znowu będziemy fajnie spędzać czas. Zadzwoniłam. Nie odebrał. Potem znowu i znowu nic. W końcu się nagrałam na sekretarkę. Po tygodniu oddzwoniła żona. Dowiedziałam się o jego śmierci. To stało się dawno. Nic nie wiedziałam.
Usiadłam i powtarzałam tylko – dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego i ściskało. Ściska do dzisiaj, kiedy o nim myślę.
Miał wszystko. Mógł mieć wszystko.
Dlaczego?

W moim sercu i pamięci pozostał na zawsze. Nie wiem czemu? Zasiedlił je i tyle. Był  wrażliwcem, a ja kocham wrażliwców. Kiedy myślę o nim, powtarzam z bólem: dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego sobie to zrobiłeś? Jak mogłeś? Mam do niego żal i jednocześnie wiem, że strasznie musiał cierpieć, bo ja też kiedyś miałam namolne myśli samobójcze i wiem co to znaczy. Czeluść. Tylko czeluść i zero światełka.

Mówią, że samobójcy to ludzie, którzy chcą na siebie zwrócić uwagę otoczenia.
Zwrócił, a jakże, na zawsze.

Jak go spotkam TAM, utulę go. Nie umiałam zrobić tego wcześniej, graliśmy inną sztukę, tę bez tulenia. Miało być tylko miło i wesoło. Gdyby cokolwiek powiedział….. gdyby zadzwonił, kiedy było mu źle... chyba nie umiał o nic prosić.
Dlaczego?

2009-03-24 Taniec

Sseeee zapragnęła tańczyć. Jak mała dziewczynka. Zapragnęła i dopięła swego. Najpierw oznajmiła to różnym znajomym osobom, ale jakoś nic z tego nie wynikło. Potem przypadkiem trafiła na ogłoszenie młodego mężczyzny, który oferował swoje dyskretne i kulturalne towarzystwo na wieczór. Napisała do niego i dowiedziała się, że kiedyś tańczył, ale nie jest tancerzem i chce dwie stówy za wieczór łącznie z dowiezieniem do domu. Sseeee poczuła się rozczarowana. Dwie stówy dla niedouka, Sseeee chciała tylko, żeby ktoś z nią potańczył miło i uchronił ją przez pijaną gawiedzią. Zawsze w klubach i barach pętają się niemili pijani panowie i Sseeee nie życzy sobie mieć z nimi do czynienia. Dwie stówy dla niedouka, to nie miało żadnego sensu.
Dlatego Sseeee zadzwoniła do kolegi, którego zna od czasów, kiedy trenowała taniec towarzyski. Kolega sprawdził się już kilka razy w ciągu ostatnich kilkunastu lat.
Tym razem też stanął na wysokości zadania. Po paru dniach odezwał się informując Sseeee, że jego partnerka ogłosiła absencję, jest nieco wolniejszy i może obtańcować ją na wieczorku, gdzie spotykają się fani tańca towarzyskiego.
I Sseeee pojechała. Założyła, co miała najcieńszego w tej porze roku, letnie buty, letnią spódnicę pamiętając, jak to wylewała siódme poty tańcząc wiedeńskiego, rockandrolla, albo quickstepa, zabrała butlę z wodą i poszła.
Było fajnie. Na parkiecie masa twarzy z przed wielu lat, trochę nowych. Jak zwykle podziały, grupy wzajemnej adoracji i przegrody. Nie ma szans, żeby samotna kobieta, która tu się pojawi miała z kim tańczyć, chyba że jest bardzo dobra i oni o tym wiedzą. Musi pochodzić na warsztaty taneczne, dać się poznać, bywać tu i swoje odsiedzieć po ścianą. Krótko mówiąc wkręcić się i wytańczyć sobie kilku stałych partnerów. To jest wyjątkowo seksistowskie miejsce. Wiele lat temu Sseeee nigdy nie była w tych kółkach towarzyskich, ale miała swój taneczny harem i ścian nie podpierała. Uchodziła raczej za uzdolnioną tancerkę, która ma taniec we krwi i duszy. Mało tego, żeby odpocząć, musiała chować się toalecie, bo takie miała powodzenie, nawet pomimo to, że była bardzo wysoka, jak na tancerskie potrzeby, bo zauważcie że tancerze są na ogół drobni, do wielu tańców wysocy i z powolnymi ruchami mężczyźni się nie nadają.
Sseeee tańczyła bardzo dobrze i ładnie. W turniejach nie startowała, bo jej się nie chciało. Ona tylko tak, dla siebie. Dla zabawy.
Uwielbiała tańczyć, jakkolwiek żadnych pozatanecznych korzyści z tego tańca nie miała. Może raz tylko, bo poznała tu swojego ostatniego męża. Większość tancerzy realizowała się tylko tanecznie, bo jak komuś idzie w nogi, to raczej nie w głowę, i ta stara prawda się tu sprawdziła. Poza parkietem raczej nie było o czym pogadać.
Tamte czasy minęły, stała się obca. W końcu to kilkanaście lat! Nie ma swoich partnerów i nie będzie miała, bo nie chce jej się teraz tam stale biegać.
Ale wracając to tańca. Kolega zgrabnie ją poprowadził i oto, moi kochani Czytacze, okazało się, że to się ma! Rumbę Sseeee ma we krwi, cha che, sambę.. po kolei cała łacinę.. potem standard! Okazało się, że raz nauczone pozostaje. Co to znaczy? To znaczy, że wszystkie wysiłki jakie w życiu podejmujemy nigdy nie idą na marne, zachowujemy je w pamięci zarchiwizowane. Jest też coś takiego jak pamięć ciała. I te dobre i te złe nawyki. Nawet, jeśli się nam wydaje, że wszystko zapomnieliśmy. I to co nas radowało i to co nas gnębiło naturalnie też, bo dlaczego by nie.

Roztańczona Sseeee pojechała potem walczyć z glukometrem taty absolutnie szczęśliwa, rozgrzana i promieniejąca. Bo z tańca rodzi się taka niesłychana radość duszy, jakby kto wlał do żył beczkę wina. Nawet zakwasów nie było na drugi dzionek, bo Sseeee od czasu do czasu torturuje się w domu przy muzyce i ma krzepę. Alleluja!


Sseeee przypomniala sobie rózne tance, to, co tu na jutubku znalazła jest mocno turniejowe i kiczowate, ale taniec jest faktycznie boski i chyba S. zacznie szukać możliwości, żeby znowu potańczyć, bo warto, mało czasu było więc znalazło się tylko tyle -
zmysłową rumbę, nastrojowy walc angielski, wyjątkowo ukochany slowfox, zwariowany quickstep, cha che

2009-03-23 Ciocia Sseeee wspomina dalej

Miałam w pewnym okresie życia jakąś fazę na schizofreników. To była czarna seria przedziwnych znajomości. Mam przekonanie, że to, z jakimi osobami wiążemy się emocjonalnie świadczy o nas. Motyw do zastanowienia. Moje znajomości były głównie koleżeńskie. Opowiem o L.
Wpadł kiedyś na moje urodziny, czy imieniny, w posępny i mokry listopadowy wieczór towarzysząc niezobowiązująco mojej „ulubionej” koleżance z ławy szkolnej. Nie był jej facetem, po prostu wpadł niespodziewanie do kogoś obcego – czyli do mnie - na imieniny. Teraz mówi się: wbił się na imprezę.
Przyznał się nawet do tego, że jest żonaty. Co prawda dopiero w łóżku, ale zawsze. Nieodmiennie cenię sobie u mężczyzn szczerość.
Był prostolinijny i wesoły, mało skomplikowany. Barczysty, dobrze zbudowany. Raczył mnie ciekawymi historiami ze swojego przedziwnego życia zawodowego.
L. był na swój sposób porządnym chłopakiem. Tak zdradzał żonę, że nic nie wiedziała i nie cierpiała. Siedziała w chałupce i chowała mu dzieci. Teściowie pomagali. On dużo pracował i miał nienormowany czas pracy. Dobrze zarabiał i dbał o rodzinę. Tyle, że lubił się bzykać, jak piesek. Charakterystyczna drobnomieszczańska podwójna moralność. Bardzo mi przeszkadzało to, że jest żonaty, więc spotykałam się z nim jak z kolegą, co z kolei bardzo jemu przeszkadzało. Nie umiałam i do dzisiaj nie umiem kombinować z żonatymi. Moim głównym problemem wtedy było, jak sprawić w miarę elegancko, żeby się ode mnie odczepił i zarazem żeby mieć znim kontakt, o naiwności dziewczyńska (serio – naprawdę bardzo go lubiłam i nie chciałam tracić kolegi). Uwierała mnie ta jego żona bardzo.
L. szczerze chciał mnie uszczęśliwić. Sposoby na uszcześliwienie mnie miał naprawdę odkrywcze, i jak tu go było nie lubić ;) Najpierw chciał mnie wyswatać ze swoim przeokropnie bogatym kolegą Kolega co prawda był alkoholikiem, ale podobno można się było przy nim dobrze ustawić na całe życie. Właśnie rozwodził się z jedną bardzo znaną aktorką (do dzisiaj jest znana i na dodatek świetna), cierpiał z samotności, to znaczy – miał kolejne powody do picia i było mu źle. L. wymyślił, że jeśli wyda mnie za kolegę, będzie mnie miał pod nosem i czasem sobie skorzysta. Proszę, jaki cyniczny kombinator. Nie zgodziłam się, nigdy w życiu alkoholika! Nigdy w życiu zdrad. Zawsze miałam idealizm wpisany w geny.
Potem bardzo mnie namawiał, żebym pojechała z nim na Zachód. Miał podpisany kontrakt. Wymyślił taki sposób: ja z nim pojadę, a potem, kiedy mu się skończy ten kontrakt, wróci do żony, a ja nauczę się języka, będę ustawiona zawodowo i zostanę sobie tam. I będę w raju! Albo z następnym facetem. ;) To nie był głupi pomysł, gdybym tylko umiała być cyniczna, ale nie umiałam i nigdy się nie nauczyłam.
Dobry los uchronił mnie wtedy przez ciężkim traumatycznym doświadczeniem. Odmówiłam i pojechał beze mnie. Straciłam z nim kontakt na długo. Wtedy właśnie zachorował na schizofrenię. Bardzo długo siedział w szpitalu. Pojechała z nim jego żona, i słusznie, i to ona pokrywała koszty leczenia. Dużo biedaki nie zarobili. Skończyła się jego kariera za granicą.
Po jego powrocie spotkaliśmy się raz, zobaczyłam wtedy zniszczonego mężczyznę kilkadziesiąt lat starszego. A minęło zaledwie 2 lata!To był dla mnie szok. I to było nasze ostatnie spotkanie.
Bardzo chciałabym wiedzieć, co z nim jest.
I doprawdy nie wiem do dzisiaj dlaczego go tak bardzo lubiłam, chyba ogrzewało mnie jego uczucie. Ta wielka matka, która we mnie drzemie, najwyraźniej się obudziła na chwilkę i bardzo chciała się zrealizować. Skoro moja wewnętrzna kochanka i kobieta odmówiła...
No i wielka szkoda, że mężczyźni, których lubię, upierają się, żeby ze mną sypiać, to jest okropne utrudnienie. Zawsze przepadała mi z tego powodu masa fajnych znajomości. Może zresztą nie były fajne, tylko mi się tak wydawało.
I to jest cała historia L. Bardzo krótka, naprawdę bardzo go ciepło wspominam. Nie znalazłam go na naszej klasie. Zastanawiam się czasem, co u niego, czy te schizofreniczne epizody go wykończyły wespół z lekarstwami.... Myślę, że chciałabym usiąść w kawiarni i pogadać.  Cały czas go lubię!
  Miłość to nie była. Jego pomysły zabiłyby we mnie każde uczucie, nawet gdyby coś się urodziło. Natomiast przyjemnie było sluchać jego mrzonek i patrzeć jak się cieszy.

2009-03-22 Wiosna? a tak, wiosna

.. wczorajszy, pierwszy dzień wiosny Sseeee spędziła w zimowych butkach, tych krasnoludkowych, czerwonych oczywiście, zakutana po szyję.. w rękawiczakch... bo to wiosna już... hmm... zakończyła się zasadniczo praca nad mrocznym wyrazem stanu psychicznego Sseeee, mroczny wyraz wypełnił sie mieszanką granatu, brązu i czegoś tam, mówiąc po laicku.. tym niemniej na koniec wygląda - cytuje moje drogie dziecię - jak szwajcarka czekoladka, tylko żreć i się cieszyć... choćby się na mnie waliły wszystkie egipskie plagi świata, to ja i tak robię z tego ciasteczko albo czekoladkę, taka ze mnie polukrowana panienka... jestem pozytywna w chory sposób ....chory inaczej - powiem - żeby rzecz jeszcze bardziej skomplikować..... klimaty prostu ze snu... i to mi się podoba.. bajka.. dzisiaj drugi dzień wiosny.. idę w świat.. też założę rękawiczki ... kierownica jest jakaś wyziębiona po nocy .... a potem kolejne brązy pomieszane z granatem.. i kolejne ciasteczko albo szwajrcarska czekoladka, albo belgijskie trufle... mniam

....... te glukometry, które teraz produkują są głupie.. dużo bardziej skomplikowane... dużo więcej  w nich funkcji, tylko nie wiem po co .... oczywiście mój tata tego się nie nauczy obsługiwać, bo nawet ja ledwo się nauczyłam, niestety, muszę przeszkolić wszystkie drogie panie opiekujące się tatą na okoliczność badania poziomu cukru, wczoraj zużyłam astronomiczną ilość pasków, muszę lecieć po receptę, bo zaraz się skończą...

... medycyna ratuje ludziom życie, żeby jak rośliny, dogorywali dwa razy dłużej.. syn mojej sąsiadki był zabijany systematycznie od kilku lat operacjami na otwartym sercu.. miał pecha... począwszy od pierwszej, która zakończyła się zakażeniem go szpitalnym syfem, którego nazwy nie pamiętam.... i najprawdziwszym ropiejącym cudem na zastawce - więc trzeba go było zaraz operowac znowu bo miał migotanie i temperaturę.. były poważne problemy z diagnozą, znowu cięcie i tyle... organizm miał już nieźle osłabiony po tym wszystkim, stres i tak dalej .... potem znowu i znowu.. ciągle coś się paprało... na koniec w pewnym warszawskim szpitalu jakieś niedouki uczyły się na nim stosować leki przeciwzakrzepowe i przefajnowali, za dużo mu tego nalali... nauka kosztuje.. wylew i po miesiącu śpiączki śmierć... facet był niewiele starszy ode mnie... pozdrowienia dla profesora Religi! pewnie się tam spotkali, to sobie pogadają.... pierwsza operacja.. ta pierwsza operacja była na pewno u profesora w instytucie... namęczył się ten człowiek niewiarygodnie, a jego mama, moja sąsiadka.. no comment... co szkodziło od razu dać mu umrzeć?.. tiiiiaaa.. medycyna.. dlatego unikam, jak ognia... jak mnie nie popsują, to umrę po swojemu.. mam nadzieję, że młode mi na to pozwolą... nie chcę, żeby się ktoś na mnie uczył... i nie chcę zdychać wśród zabieganych pielęgniarek czekającyh na fajrant.... poniekąd śmierć jest wyzwoleniem z tego padołu łez.... wejdę wtedy w moją osobistą krainę snów, tę, którą maluję i wreszcie odetchnę ;)

... i tą piękną poranną niedzielną refleksją kończę....

2009-03-21 Sobota

Wiersz o pajęczynie zbudowanej z kłamstw


Z harmonią
Na pajęczej nitce
Którą może zdmuchnąć lada powiew wiatru
Zawieszona intuicja
Czuję
Wielkość nie ma znaczenia
Chmura pozostaje czarna
Jak odwłok gigantycznego pająka
Przygniata
Gdyby nie serce
Nie oddychałabym już
Patrząc na daleki horyzont
Myślę
Nie dojdę
Pomimo to idę
Iść, iść, iść
Myśl pozostanie na zawsze
Wspomnienie
Na końcu pajęczej ulotnej nitki
Nieskończenie mocnej
Wieczność jest moja
Wolność jest moja
Tylko tyle
Parę żółtych kwiatków
Pachnie zwiędłych
Patrzeć
Czuć
Iść



ps
uprzejmie informuję,
że pomimo zaistnienia wielkiego włochatego i czarnego pająka ;)
oraz jego wielkiej pajęczyny
(nie na ścianie bynajmniej)
zostało dostrzeżone białe światełko w tunelu
Sseeee podąża ...

2009-03-20 Piekło i szatani

.. nie grzeją ... nie grzeją ... w rurce koło mego wezgłowia szumi zimno ... w kaloryferze szumi jeszcze większe zimno ... żeby to chociaż było cicho, ale nie, szumi i udaje .... w rurce od ciepłej wody w kuchni i łazience leci zimno ... niefrasobliwie kaloryfer zostawiłam na działce ... hart ducha i ciała umacniam ... ale chyba się jednak wyniosę do kogoś, kto ma ciepłe kaloryfery, wannę z ciepłą wodą i ciepło w kranie kuchennym  ... ktoś mnie przyjmie? ze sztalugą i farbkami? .... nie wiem na jak długo ... nie chcę zabierać tlenu rodzinie ... już nie wspomnę o nieszczęsnych zwierzętach, których mam nadmiar .... o wietrzeniu chwilowo należy zapomnieć ... zimne mam paluszki u rąk i u nóg .. zimny nos ... (nie trzeba rozgrzewać, poradzę sobie sama) .... dom zimny jak grób ... zimno u mych stóp .... zaczynam pisać wierszem ... wiersze gorąco popieszczę ... proza mi nie wychodzi ...  lód memu sercu nie szkodzi ... uprzejmie informuję, że jestem trzeźwa ... od niedawna ... urocza moja sąsiadka .. drobna ruchliwa pani w wieku mojej byłej teściowej ... o umyśle i sercu kosmicznym, zagięła na mnie parol wczoraj .. no i stało się ... ale już wytrzeźwiałam ... idę marznąć dalej... nie .... będę siedzieć pod kołdrą, a jak mi się znudzi, wyjdę na chwilkę i pomaluję coś na tym katastroficznym obrazku co go morduję od kilku dni ... a potem znowu pod kołdrę ... zamiast wietrzenia - kadzidełko ... amen


2009-03-19 Wspomnienia cioci Sseeee

Mafiozo.

W radosnym, wieczornym kolorycie
Za ekranem ze zwariowanych komedii
Za naszym sobotnim byciem
Za mgłą naszych przeinteligentnych rozważań
Perełkowo, muszelkowo, radośnie
Kolorowo
Przez rebusy naszych pytań
Przez odpowiedzi z uśmiechów
Przez zagadki z kropel słodkiego
Pomarańczowego soku
Przywartych do brzegu szklanki
Z słów jak perlisty deszczyk
Z chmurek nad kawą ze śmietanką
Z okularniczych rozmów
Błysków i odbić fikuśnych szklanych
Wyłania się
Ciepło, spokojnie
Plażowo
Trochę śpiąco i wrażeniowo
To Ty i ja,
To my,
Na spokojnie i kolorowo
Sennym galopem
Błyskotliwym stępa
Nasza przyjaźń
Drogi przyjacielu zmienia świat
Palmiasto kiwając się
A może jak egzotyczny kwiat
Na tle tropikalnego nieba
Gdzieś daleko dojrzewają daktyle?
Ja jak zwykle w tyle...


Mafioza poznałam na jakiejś otwartej imprezie, na którą zwaliło się trochę rozmaitego luda. Byli starzy znajomi i parę osób przypadkowo zaczepionych na czacie, przez Internet. Totalny mix. Mafiozo był jednym z nich. Nikt z nim nie rozmawiał, ani on z nikim nie gadał. Stał z boku i patrzył. Zapamiętał moje imię i wykombinował po nicku mój internetowy adres. Każdy z imprezowiczów czuł, że ten człowiek jest z innego świata. Opalona twarz, a właściwie spalona, pocięta sporą ilością noży i czym się dało, jak sądzę. Potem dowiedziałam się, że za komuny między innymi handlował walutą w bramie, i alkoholem (też w bramie), stąd ta twarz.
Wspominam go bardzo sympatycznie. Lubił dobre kolacje, ładne wnętrza, zwłaszcza knajpy, które pozakładali jego kumple z branży, jak juz znudziło im się handlowanie i inne takie kwiatki. Były wyśmienite alkohole, dobre, lekkie kino. Nie „szczypał” się z pieniędzmi. Czasami prosił, żeby mu przeczytać rachunek w restauracji, bo nie widział bladego i małego druku. Odpowiadałam zawsze, że nie wzięłam okularów do czytania i też nie widzę, niech się spyta kelnera. Śmiał się kiedyś, że jedna dama zapłaciła za siebie po takiej prośbie i wyszła obrażona. Pytał mnie, czy to nieeleganckie. Powiedziałam mu, że tak, nieeleganckie, ale mi to nie przeszkadza… to jego problem. Nikt mu nie każe zapraszać kobiet do najdroższych knajp w mieście. Co sobie pojadłam i pooglądałam, to moje. Do dzisiaj trzymam na stoliku muszle, w których podano nam na talerzu jedzonko. Poprosiłam go o nie, bo mi się podobały.
Kupił od razu. jak w bajce. patrzę na nie teraz z przyjemnością, są gigantyczne.
Nasze rozmowy były dowcipne i inteligentne. Nie chciałam dzielić się nim z jego kochankami, których ileś - tam miał na stanie. Nie chciałam iść z nim na Sylwestra z noclegiem. Nie chciałam, żeby kupił mi piękną suknię i cudną bieliznę. Nie chciałam poznać jego wspaniałego psa, z którym mieszkał. Kusił.
Zrobił sobie operację plastyczną pokrojonego w potyczkach ulicznych nosa. Nie jadał mięsa. Nie palił papierosów i nie pił. Ćwiczył jogę z własnym, prywatnie wynajętym instruktorem. Był szczupły i ponad dziesięć lat starszy ode mnie, ale nie było tego widać, był świetnie zakonserwowany.
To był bardzo interesujący, hiper - inteligentny mężczyzna wzrostu Muchomora. Ja byłam Żwirkiem.
Jego wyjątkowa inteligencja była ściśle ukierunkowana na zarabianie pieniędzy sposobami po prostu skutecznymi. Niestety stał po złej stronie barykady. To nie wróżyło najlepiej. Udawał, że jest pracownikiem kantoru. Niby był oficjalnie. Nie dało się jednak wytłumaczyć, skąd i jak zarabiał na te kolacje i na tę wyjątkową brykę, którą mnie woził. Kiedy do niej wsiadałam, wpadałam jak w otchłań, w niebotyczny dół, to była wielka łódź podwodna wyłożona jasną skórą.
Bardzo mi pomógł, kiedy umarła mama. Przewoził mi rzeczy z domu do mieszkania. Zawiózł mnie do bioenergoterapeuty na drugi koniec województwa. Czekał ponad godzinę. Przywiózł. Uczynny, dobry człowiek. Był wtedy zupełnie bezinteresowny. Cenię go wyżej, niż tych drobnomieszczańskich, zidiocianych żonkosiów hipokrytów, którzy za każdy ludzki gest chcieli wystawiać rachunek, najlepiej płatny w naturze.
Dobił mnie kiedyś jednak. Ktoś do niego zadzwonił w czasie naszej podróży samochodowej. Puścił przez aparat głośno mówiący rozmowę z kolegą, który właśnie wyszedł z paki. Kolega klął jak szewc i podpytywał, kto siedzi, kto wyszedł i co słychać ogólnie. Włos mi się zjeżył okropnie po tej rozmowie nieoczekiwanie wysłuchanej i postarałam się zgubić mojego Muchomorka przy najbliższej okazji.
Przestał się ze mną spotykać, po tym, jak żartobliwie zapytałam po jego powrocie z Ameryki Południowej czy przywiózł te swoje narkotyki. Nie zostałam jego kochanką. Może szkoda? Ale miałam wizję niesympatycznych przesłuchań na policji czy w prokuraturze. To mnie zniechęcało. No i kompletnie nie umiałam się zauroczyć nim do tego stopnia, żeby wejść mu do łóżka.
Pozostało mi naprawdę miłe wspomnienie człowieka może niezbyt obytego intelektualnie, ale interesującego i z wielkim charakterem. Miał nawet na swoim koncie charytatywne przedsięwzięcia. Powiedziałabym charytatywno – seksualne. Ale ich rozmiary były bezprecedensowe, mam na myśli oczywiście działkę charytatywną, o reszcie nic nie wiem. tylko słyszałam.
Nie kochałam go. Zaledwie lubiłam. Ale nigdy nie zapomnę. Bo takich ludzi się nie zapomina.

2009-03-18 Wczoraj było wczoraj a dzisiaj jest dzisiaj

Wczoraj cały dzień słuchałam Dżemu. Słuchałam wbita w kanapę. Odurzona. Słonko oślepiało z okna po południu. Czekałam na kumpelę gotując obiad. Zrobiłam parę rzeczy zawodowo, pacnęłam trochę ciemnej mgły na obrazku i niech schnie. Laserunek niby zrobiłam, ładny rzyg, ciemny, z domieszką wszystkiego. Słuchałam Dżemu i rozumiałam go, jak rzadko, jak nigdy.
Dzisiaj też słucham.... wróce jednak do "wczoraj".
Wrażliwość, uczucie, nostalgia, rozczarowanie, samotność, wędrówka i ból istnienia, egzystencjalny ścisk w żołądku. Wyostrzona wyrazistość wszystkiego. To tylko zły sen.
Nikt już nie namówi mnie, żebym została na dłużej gdzieś i z kimś, muszę przecież wolną być, abym mogła przed siebie iść…. Czy ktoś z was zrozumie to, że w tym jest właśnie sens?.. Aby z sobą być..
Nie umiem z kimś być, bo chcę móc patrzeć prawdzie w twarz.
Muszę przecież wolna być …
Kochać wszystkich ludzi i pokój sobą nieść..
No tak, wewnętrzny ład i spokój, i ten cały kosmos and all that jazz.
Siedzę na moim Osobistym Parnasie i macham kopytkami beztrosko.. bo wczoraj miałam bardzo ciężki dzień, pewnie następny też będzie ciężki… Dzisiaj kolejny wernisaż. Przyjdzie sporo znajomych, moich kochanych, przyjaciół, dla mnie specjalnie, jak ja ich kocham za to, że o mnie pamiętają. kocham, ściskam i tulę, w nieskończoność.... Potem padnę jak trup, bo to duży wysiłek… Samotnicy mają wrażliwość, jak napiętą strunę. Każdy dotyk się czuje po stokroć.
Przebiegnę przez kolejny dzionek, jak zwykle lekko, jak piórko. Jak to ja. I wszystkim będzie się zdawało, że osiągnęłam sukces. Jestem szczęśliwa i osiągnęłam samorealizację. Ta samorealizacja to największe oszustwo świata, to jest moja neverending story. To moja syzyfowa piosenka każdego poranka, każdej łzy i każdego smutasa wieczornego. I każdego oszołomiastego i szczęśliwego dnia. To się dzieje ciągle od nowa, i od nowa.. i od nowa.
Rysiek Riedel śpiewał:
Głód i chłód obudziły mnie
W zastaw dałem jedyne palto
Które nosiłem przez tyle lat
Zimno mi, zimno mi i forsy brak
Ale nie jest źle, o nie
Został jeszcze nadziei cień
Kiedyś przecież zapomnę, że
Miałem własną żonę
i dom
I że dobrze było mi z nią
A jeszcze mam nadziei cień
Że to był tylko zły sen
Tylko zły sen o.

Tak właśnie mam. Teraz. Ja. Mam co prawda płaszcz i kurtkę, ale … myślę, że wiecie, o co chodzi
:-)

2009-03-17 Wiersz o cierniu

O cierniu


Wyjęłam cierń
Prosto ze stopy
Taki zwykły
Bolało przy każdym kroku
Boli rana
Boli wiosenne liści opadanie
Z wiosenną śpiączką
W oddalonym o tysiąc kilometrów
Mieście
O którym śniłam dzisiaj rano
Jeszcze trochę
Obłożę liśćmi
Otulę
Zwinę w kłębek
Cierniowy
Opowiem, jak było
Potem


2009-03-16 Z otrzymanych maili

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
@@@

Zdumiewające fakty......... czy to może być prawda????

Wg statystyków o nas:

@ Potrzebne jest 7 sekund żeby jedzenie z buzi przeszło do żołądka

@ Ludzki włos wytrzymuje obciążenie 3 kg

@ Długość męskiego penisa jest równa długości kciuka razy 3

@ Kość udowa jest tak twarda jak cement

@ Serce kobiety bije szybciej niż mężczyzny

@ Na każdej stopie mamy ok. biliona bakterii

@ Kobieta mruga dwa razy szybciej od mężczyzny

@ Używamy 300 muskułów tylko żeby utrzymać balans jak stoimy


Kobiety już dawno to przeczytały

Mężczyźni w dalszym ciągu oglądają swój kciuk :)

Miłego poniedziałku :)

@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

2009-03-15 Walnęło wiosną

Walnęło wiosną.
Ganiałam dzisiaj po parkingu w odzieniu wiosennie skromnym ... nic a nic się nie wyziębiając. Czapeczka została w odmu, kurteczka gdzieś tam na ławce się poniewierała.
Słonko okraszało przybrudzone okna na nudnawych wykładach. Każde wykłady są nudnawe, jeżeli trwają od 8 rano do 16 po południu jedynie z malutkimi przerwami na małe żarełko.
Wracaliśmy do domu wyjąc ze szczęścia. Jakżeby inaczej.
Jechaliśmy bryką koleżanki i darliśmy się do muzyki ze "szklanej pogody" .. Pamiętacie tę piosenkę? "szkalan pogoda... szyby niebieskie od telewizorów... ". Śpiewaliśmy -
radarowa pogoooooooda
szyby niebieskie od policjantów!!!!
uruchom wycieraaaaaaczki
pospadają flaczki
ułałałaaaaaaaaaaaaa
ołjeeees
tralalala
szklana pogoooda
szyby niebieskie od policjantów!!!

Wrzeszczeliśmy radośnie i wymyślaliśmy coraz to głupsze teksty. Machaliśmy wesoło do funkcjonariuszy, których wylęgo się, jak mrówków na pobocza, bo to niedziela po południu... Machaliśmy rączo i świadomi, że nasza kierownica jechała przepisowo. Jak ktoś ma sokole oko, to może sobie pomachać do policjantów, co jak kaczeńce albo żonkile na poboczach się żółcili. Wiosennie i radośnie.
Potem był korek i skręciliśmy na bezdroża podwarszawskie co by pokołowac trochę po dziurach i ominąć ten korek. Korki są frustrujące.... i nasza kierownica wywiozła nas na antypody, a potem do "makdonalda" ... no tak.. obsikaliśmy "makdonalda" i obrzydliwe amerykańskie sanktuarium konsumpcjonizmu wypełnione ludźmi po brzegi, pełne obrzydliwych "fastfudów". Bo on się tylko nadaje do obsikania.

Teraz jestem umęczona i szczęśliwa.
Nie ma to, jak zbiorowy zdrowy, głośny i ryczący śpiew.

Byliśmy trzeźwi. Cały czas. Może za wyjątkiem sobotniego wieczoru. Psorek od rysunku nie wierzył, że jesteśmy trzeźwi i obwąchiwal nas podejrzliwie, dla żartów co prawda, ale zawsze. Najwidoczniej w niektórych środowiskach bez mocnego dopalacza ludzie się nie cieszą i nie śmieją. A my potrafimy!

I tym radosnym wnioskiem kończę na dzisiaj i być może zmuszę się do napisania referatu o depresji Goy'i.

2009-03-13 bardzo hiperkrótka relacja z wernisażu i nie tylko

... dostalam bukiet pięknego bzu, bo zaprosilam swojego stalego i niezmiennego w uczuciach jak rowniez odtrącanego od wiekow wspaniałego mężczyzny, bardzo się lubimy, on mnie adoruje , ja się ciesze i w ten sposob widujemy sie tylko na moich wernisazach i mam zawsze odjechany bukiet kwiatow ...

... te bzy sa zarąbiste ....

... o czym tu opowiadac..... pytają mnie, jak było... kolezance odlepil się obrazek od deski, spadł twarza na podloge i jak go przyklejalam cale lapki mialam niebieskie bo sie okazalo, ze to swieżyzna, nie zmienił charakteru zbytnio.. dobremu artyście to nawet jak traktor po obrazku przejedzie to w dalszym ciągu jest dzieło sztuki, a może nawet bardziej ...

... nikt nic nie kupil do jedzenia, to znaczy kilka osob kupilo i te pare ciasteczek, pojemnik z sokiem i kilka win szybko pochlonelismy.. aaa .. najpierw byly przemówienia i gromkie brawa, bo my strasznie lubimy sobie nawzajem bić brawo, możemy to robić bezustannie i to nas absolutnie pochlania ;-)

... zobaczyłam się ze wspaniałymi ludźmi, którzy przyszli specjalnie dla mnie i to mnie uwzniośliło... nagadałam się..., zwłaszczam, że widujemy się rzadko

... na sam koniec kiedy wszyscy poszli do kolezanki kontynuowac imprezę czyli na tzw after, ja zostałam ze znajomymi, bo czekałam jeszcze na kolegę ze studiow i potem siedzieliśmy i się wyglupialiśmy jeszcze w 4 osoby .. jak już nikogo nie bylo... a potem poszłam do domu, bo miałam robote rozgrzebaną na dzisiaj i poszłam po 1 spać ...

.. na wernisaż przyszło trochę ludzi z pleneru, około połowy, drugie tyle gości i juuuuu ...

a dzisiaj rano wzięliśmy z mlodym rzeczy i pojechaliśmy do kawiarenki zborowej i z pastorkiem - gospodarzem wieszaliśmy je przez dwie godziny, tylko jedną szybę stłukliśmy i tylko 6 niepotrzebnych dziur w ścianie zrobiliśmy ...

... bylo bardzo fajnie, śpiewalismy, bo tam fajnie echo niesie w tej kawiarence ...

i to by bylo na tyle, ide spac albo do taty obciąć mu paznokcie, to taki zwyczaj... nasz osobist
y ...

2009-03-13 oj, północ wybiła

Przed chwilką zrobiło się jutro.. to chwalebne.. można się nawet zaczaić i obejrzeć poranek od spodu... ale chyba się nie uda.. oglądanie poranków od spodu nie jest moim ulubionym zajęciem.. może jestem wstydliwa? ;) .. nie, jestem śpiochem

pozdrawiam serdecznie czytaczy.. zwłaszcza Pe czyli Pluszaka, który się przyznał, że czyta... o Alleluja, zacznę chyba kampanię na rzecz rzucania palenia i opisywania wszelakich korzyści z tym związanych, więc najpierw proszę kochanego Palacza pójśc i obejrzeć w Blue City płuca palacza.. tak wiem.. już widział.. ale mógłby sobie przypomnieć...  a  potem kupić sobie w aptece to takie cudo, co reklamowali namiętnie w radio, kiedy jechałam do córki... strasznie reklamowali, jakaś nowa generacja plasterków dla palaczy zdecydowanych zdecydowanie porzucić palenie ... ostatecznie można sobie postawić petownicę na balkonie...  można też pójść na odwyk do Świadków Jehowy, ponoć są bardzo skuteczne... palacz, proszę Palacza Pluszaka, który nie pali, zaczyna pachnieć.. okazuje się, że ludzkie ciało ma piękny zapach.. zapach, proszę palacza to jest to, co wpada nozdrzami i daje miłe odczucia... Palacz nie ma odczuć, bo dym mu wypala cóśkolwiek w nosku... ale mógłby mieć.. i to jakie! No dobra.. odczepiam się.. kamieniami rzucać nie będę, zwłaszcza pierwsza ... dryyyyynnn.. dzwonki dzwonią mi w głowie... ide spać... ale mi się dostanie za wycieczki osobiste ... ;-)


... pozdrowienia dla nękanych ciągle palaczy... a niech mają za swoje ;-)

2009-03-12 Po

Po - znaczy po, nie żadne PEO. Jestem po. Po wernisażu. Padam na twarz, a mam jeszcze trochę różnej pracy. Pewnie zalegnę w wyrku dobrze po północy.
Strasznie mi jest miło, kiedy przyjdą znajomi i wyściskają. Dostałam nawet prezent i kwiaty. I to na dodatek bez! Stoi obok i pachnie bzowo, strasznie bzowo i liliowo.
Ale nie mam siły pisać. Umieram i dlatego nie mam siły. I tak pójdę spac późno, a jutro znowu do robotki... Dźwiganie dech i tego wszystkiego... Ciekawe, czy się ta rozwalona rama sklei... czy się rozwali do cna...
Cale szczęście dzisiaj dużo bawiłam się z różnymi kotami. To mnie jakoś uwzniośliło nieoczekiwanie.
Pozdrowienia dla wszystkich kotów, jeśli akurat mnie czyta jakiś. Pozdrowienia i wyrazy wdzięczności!!!
:-)

2009-03-11 Perypetie weganina

To jest prawdziwy list, jaki przyszedł mi dzisiaj rano na skrzynkę mailową. Muszę, po prostu muszę ten dokument zarchiwizować tu, bo mi się straszecznie spodobał.... a temat jest ciekawy...
Jest cenną wskazówką, jak o swoje trzeba i można skutecznie walczyć!
Autorka pozwoliła.

Pisany był na "inakszej" klawiaturze i w pośpiechu, tak jak się pisze dobrym znajomym.. więc jest, jaki jest, na luzie, ale to tylko dodaje smaczku. Nic nie poprawiałam. Autentyk. Specjalnie.

"A wiec powedrowalam sobie do samolotu dzis. W busiku do maszyny zobaczylam Sz.Pania Beate Tyszkiewicz. :) Lecialam z nia.
Usnelam sobie na czas odlotu a potem podawali posilek, a raczej posileczek bo ciagle sie on kurczy, i, o zgrozo, podali mi kanapke nie z serem ale z miesem! Nawet jej nie dotknelam i spytalam sie czy maja bez miesa. Na szczescie mieli ale jak mi stuardessa dala to spytalam sie czy maja bez sera! Nie mieli nic wiecej i spytalam sie czy jest jakis formularz gdzie moge cos napisac do Lotu, nie bylo, ale dala mi kartke, dlugopis i zaadresowana koperte do Prezesa Lotu! Napisalam wiec dosc dlugi, ladny, mily, z szacunkiem i zrownowazony list o tym jak sie zmartwilam tym ze na krotkich lotach juz nie mozna wybierac pozywienia, poprosilam ich by na tych rejsach gdzie mozna jeszcze wybierac pozywienie pojawialo sie domyslnie weganskie jedzenie by marnotractwo spowodowane przez wszystkich tych co nawet nie tykaja jedzenia co najmniej nie dotykalo jedzenia uzyskanego cierpieniem i smiercia zwierzat i poprosilam ich by kanapki nie byly z miesem, ze z serem tez nie
jest dobrze ale juz lepiej i zeby mieli cos na wypadek gdyby ktos nie jadl sera ani/lub chleba bialego bo niesprawiedliwie jest placic te sama cene i nie miec nic do jedzenia. To wszystko oczywiscie ladnie sformulowane :) No i podpisalam papierowym imieniem i nazwiskiem i zostawilam email i telefon. :)
Bardzo sie z tego ciesze.
ah! no i w koncu stuardessa przyniosla mi z biznesowej klasy nie tkniete jedzenie weganskie ktore ktos tam sobie zamowil i nie chcial juz! (moze Pani Tyszkiewicz?) W ogole niebywale ze akurat ktos sobie zamowil wlasnie WEGANSKIE jedzenie! Tam w Biznesowej bylo najwyzej 4 osoby!! I zjadlam sobie ladne biznesowe jedzenie, ktore bylo tak samo skromne co ongis ekonomicznej klasy weganskie jedzenie, tyle ze z metalowymi sztutcami a nie plastikowymi i ladniej zapakowane. :) Sklada sie ono z malutenkiej porcji liliputowych kawalkow surowych (witarianskich!!) wazyw (papryka zielona i czerwona, pomidory i ogorki), owocow (winogrona czerwone i zielone!), margaryny (hum...), konfiturki w sloiku jak dla lalek (mmm...) no i bulka kajzerka. :)
Bardzo mile to bylo dostac. :)
caluje was mocno!!"

2009-03-09 młotkiem

Mam rozbity paluszek. Przybijałam gwoździk do deski, żeby obrazek nie latał w ramie, albo odwrotnie: żeby rama nie latała na obrazku. Jestem mało doświadczonym przybijaczem. Albo - jestem mało doświadczonym młotkowym, nie.. młotkową. Mało doświadczoną młotkową - ramową. Umówmy się, że to jest po polsku. No i kontuzjowałam paluszka. Paluszek? Skontuzjowałam paluszek? Paluszka? Kurcze...
Ale obrazek wygląda cacy. Pełno - jak zwykle - stosów wszelakich w pokoju, nie można przejść. Przygotowuję sobie kolejną wystawę. Stosy prac, stosy antyram, stosy papierów i plastikowych opakowań oraz stosy stosów.
Pan na śródmiejskim parkingu, gdzie dzisiaj zalogowałam brykę, życzył mi, żeby mi ten uśmiech nie schodził z pysia przez cały dzień... i jeszcze dodał, że Dzień Kobiet był wczoraj, a powinien trwać cały rok. Myślę, że trwa. Ale pan nie chciał dac mi zniżki studenckiej na parking, niestety, nie mógł podobno. Pan miał pogodny i radosny uśmiech - podobnie jak ja - i zęby do przeleczenia. Pomimo zębów był piękny, bo był wspaniałym zadowolonym z życia człowiekiem.
Fajnie jest.
Czy można prosić o wyjaśnienie, dlaczego jest mi tak fajnie?
Bez jednej przerwy? Cały czas? Constans? To jest chore! W świecie, gdzie ludzie cierpią, narzekają, chorują, umierają, ja jestem szczęśliwa! Czasem czuję, że to wstyd być aż tak zadowolonym...
Przepraszam wszystkie smutasy za moje obraźliwe zadowolenie z życia.
:-)))


2009-03-08 Dzień Kobiet

Na początek: O babach, Eugeniusza Bodo.


Z okazji Dnia Kobiet Wszystkim Kobietom Marcowe Pozdrowienia, Obyśmy Były Mądre i Niekoniecznie Jak Ta Kotka Na Gorącym Blaszanym Dachu, Ale Dlaczego Nie? Jeśli To Nasz Wybór? Obyśmy Były Po Prostu, Świadomie, Dla Siebie i Tych, Których Kochamy.


Na ten piekny dzionek, aczkolwiek niesłoneczny kompletnie, przygotowałam link do
Białej Łechtaczki.
Jest tu piękny artykul o maskuliźmie ( maskulinizm - manifestowanie przewagi płci męskiej nad żeńską, np. postawa macho, w odróżnieniu od seksizmu, manifestacja ta nie ma charakteru dyskryminacji kobiet i przekonania jakoby mężczyźni mieli zasługiwać na lepsze traktowanie, maskulinizm nie jest pojęciem równoznacznym z szowinizmem, seksizmem, mizoginizmem czy maskulinizacją. Często synonimem słowa maskulinizm jest męstwo. Mianem maskulinistki określa się chłopczycę, zaś maskulinisty - macho)

Kobiety na ogół kochają mężczyzn, zwłaszcza swoich. Ja zaś, jako feministka z pewnej specyficznej półki, wręcz ich uwielbiam, bo uwielbiam wszystkich ludzi. Wiele otrzymuję dzięki kontaktom z ludźmi, w tym i z mężczyznami. Wędruję po ludziach jak po niezwykłych krainach. Poznaję, oglądam, doświadczam.
Z okazji Dnia Kobet wygłaszam myśl: Mężczyzna to też człowiek.
Teraz obszerny cytat z Białej Łechtaczki:

"- Jak często zauważa się, że wojny prowadzą do gwałtów, a jak rzadko oczywistość, że prowadzą do śmierci poborowych oraz mężczyzn cywilów?
- Jak często dziesiątki lat po wojnie i tysiące kilometrów od rejonu konfliktu z ciepłego fotela przed telewizorem uznaje się przestraszonych i zdezorientowanych patriotyczną propagandą, zmuszonych bronić swoich żon i matek chłopców za miłośników agresji odpowiedzialnych za przemoc, w którą zostali wepchnięci i której sami zostali poddani?
- Jak często wojny uznaje się za rozróby wywołane przez samych walczących, zapominając chociażby, jakie poparcie społeczne miały, zapominając, że w ich trakcie kobiety płaciły podatki i pracowały w fabrykach zbrojeniowych (chociaż w przeciwieństwie do dezercji uchylanie się od tych czynności nie groziło rozstrzelaniem), zapominając, że straty materialne po konfliktach lub korzyści z nich odnosiły również kobiety?
- Liczne przykłady kobiet u sterów władzy pokazują, że nie różnią się one od mężczyzn pod względem agresywności. Elżbieta I i Katarzyna II zasłynęły krwawością rządów. Za panowania Viktorii Wielka Brytania poszerzyła swoje panowanie na więcej terenów niż jakiekolwiek inne państwo kiedykolwiek a przejawy buntu na tych terenach tłumione były z nie mniejszą brutalnością niż przejawy buntu na terenie Związku Radzieckiego."


 Zatem:
"1) życia mężczyzny nie traktuje się jako tak cennego jak życie kobiety,
2) czasem życie mężczyzny traktuje się mniej ważnie niż psychiczne lub nawet tylko materialne straty jego partnerki po jego śmierci,
3) zupełnie nie uznaje się praw mężczyzn ani nawet takiego terminu a organizacje międzynarodowe zupełnie się tymi prawami nie zajmują, nie istnieją konwencje ich dotyczące, agendy ich broniące ani dokumenty uznające istnienie takich praw,
4) wobec mężczyzn dopuszcza się stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, w dodatku odpowiedzialności zbiorowej za takie wydarzenia (wojny ale też inne), za które nie są oni odpowiedzialni."


Tu jest link do ARTYKUŁU.
Możecie się zgodzić albo nie, uważam, że dzielenie ludzi na feministów i maskulinistów (maskulistów) jest z gruntu chorym pomysłem - powiedziała feministka "ze specyficznej półki" ;-).
Mój "femiznim" rozumiany, jako potrzeba zwracania uwagi na prawa ludzi niezależnie od płci, i wydzierania ich z szufladek, w których przemocą wciśnięci dogorywają, ukształtował się w trakcie wielu lat rywalizowania z mężczyznami i kobietami o pracę, o pieniądze, po latach buszowania po świecie w pojedynkę. Wykształciłam w sobie męską determinację i kobiecą przebiegłość przy wyrywaniu ze świata kawałka zdobyczy dla siebie i swoich dzieci. Potrzebowałam zaspokajać swoje i ich potrzeby, i nie mogłam dać się przy tym zjeść. Wspaniała, jedyna w swoim rodzaju szkoła życia, za którą jestem wdzięczna Najwyższemu. Pokonywałam stereotypy, również te w mojej głowie. Zmagałam się z własną i innych glupotą , z zastanymi nawykami w myśleniu. Dużo pracowałam zawodowo, uczyłam się, prowadziłam dom i ponosiłam w pojedynkę ogromną odpowiedzialność. To było najtrudniejsze. Ścigałam pracę i pieniądze. Zawsze było za mało. Jednocześnie chciałam pozostać sobą. Osobliwym wsparciem była mi tylko mama, a teraz dorosłe już dzieci. Byłam narażona na próby wykorzystania, zawładnięcia, oszukania, bo każdy potrzebuje, a czemu nie kosztem innych. Oszustów na świecie pęta się cała zgraja. Oszukują w pieniądzach i w uczuciach. Cały czas zmaganie i walka. Gdzieś uśpiły się w najdalszym kąciku spokojne i kobiece cechy, cierpiała ogromnie wrażliwość, łagodność się spłaszczyła jak naleśnik, tony łez nie wylanych w poduszkę jeszcze zatykają czasem gardło. Pozostało to, co niezbędne: odwaga, dyplomacja, determinacja, pozornie delikatne i radosne spojrzenie, w rzeczywistości namiastka tygryska zamknięta w wiotkim ciele, czujność, maksymalny obiektywizm i bystrość w obserwowaniu innych. Do widzenia emocje, a one i tak szalały. Agresja na najwyżyszm poziomie, choć ucywilizowana. Pasja. I niebotyczna samotność. Ale bardzo twórcza.
Mocno zmieniła mi się optyka patrzenia. Wiele nauczyłam się właśnie od mężczyzn, a mój cynizm w połączeniu z idealizmem czasem mnie samą zaskakuje.

Pozostał jeszcze młodzieńczy idealizm, pragnienie bycia w uczciwych i dobrych relacjach z ludźmi, życia w zgodzie z sumieniem i zasadami, w które wierzę. I tego życzę kobietom w tym dniu. I mężczyznom. Wszyscy na tym skorzystamy.
Mnie ratuje moje malowanie. To jest rzecz, w którą uczciwie włożony wysiłek, zawsze się zwraca i mogę bezpiecznie być sobą. Przynajmniej teraz. A może i jutro?

Jedyne miejsce w moim świecie, gdzie może zaistnieć uczciwość i prawda? Może jednak nie?
Ufff


2009-03-07 Praca

Sseeee rusza do nowej pracy.
Sseeee jest zadowolona.
Sseeee nawet ładniej dzisiaj wygląda.
Sseeee brakuje słów.
Może zacznie piszczeć? Albo wyć? Skakać? Chciałaby. Lubi cieszyć się ekspresyjnie.
A teraz Sseee idzie do pracy tj uruchamia Worda.... klik.. klik


2009-03-06 Sseeee się zainteresowała, bo miała z czymś takim do czynienia kiedyś ....

Uwaga, ciekawe zagadnienie, może nie wszystkich dotyczy, ale
może zacząć dotyczyć. Artykuł pochodzi ze strony Biura Ochrony Witryn Internetowych, czyli BOWI. Tak. Coś takiego istnieje. I działa. Sseeee jest zachwycona. Oto niecała treść artykułu:

Tajemnica korespondencji - niezły młyn

No właśnie - jak to się ma do życia?
Inspiracją do napisania tego artykułu była moja niedawna rozmowa z Użytkownikiem Forum.Piwko.pl
Zaprezentowane tu treści pochodzą właśnie z tej rozmowy.

Kilkukrotnie spotkałem się na różnych, forach dyskusyjnych z zarzutami nieposzanowania tajemnicy korespondencji. Były to cytowane rozmowy z komunikatorów internetowych takich jak Tlen.pl czy Gadu-Gadu, prywatne wiadomości (PW) z forum, a także listy e-mail. Cytowane były w różnych okolicznościach - jednym razem, aby ujawnić czyjeś chamstwo i wulgarność wypowiedzi, innym razem było to przytoczenie odpowiedzi celem wyjaśnienia nieścisłości, jeszcze innym razem ujawnienie korespondencji niejako urzędowej, aczkolwiek BOWI, to nie urząd, a zrzeszona grupa Internautów i poczta póki co traktowana jest jako korespondencja własna. Wszystkie wymienione przypadki to zgoła inne sprawy, ale jednak cechuje je niezadowolenie cytowanego korespondenta.

Ten ostatni przypadek dotyczy mnie. Mój rozmówca przytoczył w swojej wypowiedzi na Forum publicznym, treść listu e-mail, który do niego wysłałem. Mając na uwadze wcześniejsze otarcia się o naruszenie tajemnicy korespondencji, w odpowiedzi na jego post zwróciłem na powyższe uwagę... Zaczęło się :)
Z początku rozmowa poszła złym torem, w którym emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem, ale wszystko skończyło się zawartym porozumieniem.

Może jednak po kolei...
Nasze posty pisaliśmy, przytaczając wyszukane w Internecie materiały dotyczące tajemnicy korespondencji.

a tu jest dalszy ciąg


2009-03-05 Przyleciały żurawie

Specjalni przyjaciele predystynowani do podpatrywania przyrody i zjawisk nadprzyrodzonych donieśli właśnie wczoraj, że przyleciały żurawie i można je usłyszeć w pewnym miejscu w Polsce.
Tę okoliczność trzeba przybliżyć Czytaczom, którzy każdą wolną chwilkę spędzają w necie.
Zatem informuję uprzejmie, że przyleciały, mają długie szyje, ale to nie są boćki i wydają interesujące dźwięki, ale nie mają nic wspólnego z budownictwem. Można je zobaczyć, ale trzeba koniecznie wyłączyć komputer i udać się w jakieś odległe miejsce z wodą, ale niekoniecznie musi to być miejskie ZOO.
Tu jest dużo o żurawiach.
Sseeee uwielbia te ptaki i chętnie by na nie patrzyłą, ale są niezwykle płochliwe. Czasami się jednak udaje. Kiedyś pojechała do Gośki i pływała gościnnie kajakiem po szczecińskich wodach i widziała wzbijające się w niebo wspaniałe ptaki, niesamowicie czujne i ostrożne, a do tego zachwycające.
Sseeee musi jeszcze kiedyś tam pojechać.


2009-03-04 Wiersz o piasku i mewach

Wiersz o piasku i mewach


W złote piaszczyste ciepło zanurzona
Znikam
Uciekły myśli
Z krzyku mew wyrwane
Goręcej, chłodniej
Bliżej, dalej
Znikam za horyzontem
Wracam z przypływem
Jesteś
Nieoczekiwany
Letnio gorący z wiatrem
Ty
Rozrysowane błękitem
Spokojne fale
Ty
Rozrzeźbione w piasku
Ślady stóp
Budzisz nieznane
Usypiasz utrudzoną
Krzykiem mew
Ciemny ślad zostawiając na niebie

2009-03-03 Wiersz o ogniu

O ogniu

Wpatrzona w płomienie
Zastanawiam się, czy jestem
Te drżące kosmyki to ja?

Wpatrzona w głębię
Płomiennej ekspresji
Przeistaczam

Wpleciona w niestały byt
Utrwalam, rzeźbię
Pozwalam

Nie ma jutra
Ani wczoraj
Nie ma chwili

Nade mną
Gorąco
Czerwono
Znacząco
Płomień się pochylił


2009-03-02 Poranek

Pierwszy marcowy poranek w domu, we własnym łóżku, z osobistym lapciem na kolanach, obok paruje zielona. Tyka zegarski.
Błękit.
Czysta i jasna wewnętrzna wizja na kolejny dzień.
Energia pod stopami.
Chęć ruszenia się z wyrka.
Mały szczegół  - nie słyszałam ptaków dzisiaj rano. Ale pamiętam ich śpiew. Przecież w świecie, który ułożyłam, albo który jest układany w moim uchu, ten śpiew słychać cały czas!
Otworzyć dzień, jak kolejną kartkę w książce. Ze śpiewem ptaków w uszach.
Teraz właśnie je usłyszałam.
Kiedy coś sobie przypomnę, kiedy sobie uświadomię, że jest, to natychmiast się staje! Kolejna kartka  w mojej powieści, tworzona przez ...
Przeczytać.
To najciekawsza książka, jaką zdarzyło mi się czytać. Tworzona jest z moim udziałem.
Kim jestem?
Autorem?
Wymyśloną postacią?
Sama się wymyśliłam?
Ktoś?
Kto?
Dowiem się?
Nie. To nieważne. Przecież wiem. Ja i Ktoś to jedno. Taki banał, aż wstyd. W taki piękny poranek. Muszę jednak wstać i coś zrobić ze sobą, bo zachowuję się jak początkująca ćpunka po pierwszej wizji...
;-)


2009-03-01 Bo we mnie ...

Bo we mnie jest sex

Bo we mnie jest sex
Gorący jak samum
Bo we mnie jest sex,
Któż oprzeć się ma mu
On mi biodra opływa,
Wypełnia mi biust
Żar sączy do ust

Bo we mnie jest sex, co pali i niszczy
Tysiące już serc wypalił do zgliszczy
Kogo zmysłow pożogą ogarnie już ten
Nie zazna już ten, co spokój i sen
Lecz gdy ofiarę mą trawię żarem, ja cierpieć muszę
Że ją me ciało tak opętało, choć oprócz ciała mam przecież i duszę
Lecz we mnie ten sex, jak chwast ją zagłusza
Nikt nie wie, że jest pod sexem i dusza
Więc o takim wciąż marzę, co całość ogarnie
I duszy latarnie ze zmysłów wygarnie
Takiemu ja oddam wśród łez
I duszę i sex
I duszę i sex

Dlaczego stale zły losu palec dotyka mnie tym nadmiarem
Za jakie grzechy płci mojej cechy zmysłowym dręczą oparem
Niech tylko lekko pochylę dekolt, już męski ściele się trup
Jak wypnę odrobineczkę biodro, już żężą żądze u stóp

Bo we mnie jest sex gorący jak samum
Bo we mnie jest sex, któż oprzeć się ma mu
On mi biodra opływa, wypełnia mi biust
Żar sączy do ust

Lecz we mnie jest sex, co pali i niszczy
Dziesiątki już serc wypalił do zgliszczy
Kogo zmysłów pożogą ogarnie już ten
Nie zazna już ten, co spokój i sen
Lecz gdy ofiarę mą trawię żarem, to cierpieć muszę
Że ją me ciało tak opętało, choć oprócz ciała mam przecież i duszę
Lecz we mnie ten sex, jak chwast ją zagłusza
Nikt nie wie, że jest pod sexem i dusza
Więc o takim wciąż marzę, co całość ogarnie
I duszy latarnie ze zmysłów wygarnie
Takiemu ja oddam wśrod łez
I dusze i sex
I dusze i sex

Ewa Bem

Kalina Jędrusik

2009-02-27 wiersz o kaktusie

Zgodnie z noworocznym postanowieniem zajmuję się miłością, piszę wiersze, wyszukuję różne rzeczy w necie... miłość ma być przewodnim tematem na ten rok, a co
....

Wiersz o kaktusie

Za tobą tęsknię
Bo nie widziałam
Jak robisz sobie kanapki
Już dwa dni
I nie słyszałam
Jak zamykasz drzwi
Jak się budzisz niewyspany i zły
Nierówny kształt zasłony
Mówi, że dawno cię nie było
Otwarte okno patrzy
Nic
Tęsknię
Jak mały kaktus na parapecie

2009-02-26 wierszyk o gołębiach

napisać wiersz
o spokojnych dłoniach,
o ziemniakach na obiad,
serwetce w serca;
wszystkie gołębie
zerwał wiatr,
oddech poruszył
lekko przyciężkie chmury,
chlupot pod butami
na do widzenia powie:
nie zobaczę cię więcej,
nie zobaczę,
to nieważne nawet,
bo trzymałeś mnie już za rękę


2009-02-25 Harmonia

W sercu Sseeee zakwitła dzisiaj harmonia. I oby egzystowała tam jak najdłużej.
Nie pozostaje nic innego, jak się nią z innym podzielić bez zbędnych słów, przynajmniej własnych.
Robert "Rob" Holmes Bell opowiada, jaki jest ...

(Coś niecoś o Robie - klik)

Miłego słuchania, spokoju, bezpieczeństwa i odwiecznej harmonii w sercu nawet w obliczu "nieznanego, strasznego i groźnego".
Sseeee


2009-02-24 Koniec doła jak stodoła

Sseeee dzisiaj wyszla z doła. Nie wiadomo dlaczego. Dół tradycyjnie był, jak Rów Mariański.

Czy dlatego, że naprawa bryki kosztowała jedyne 220, znaczy się, hol był za friko. Może jednak jej nie sprzedawać?

Może dlatego, że P. zadzwonił i gadał przez godzinę, w sumie wszystko jedno o czym, ale dał wyraz swemu zatroskaniu losem Sseeee i jej samopoczuciem, może nawet zainteresował się poważnie, to zawsze miłe. P. zawsze jej poprawia humor, jeśli chce.

J. wypisuje esemesy, zachęcające i obraźliwe na zmianę. To jest przypadek psychiatryczny... Jest interesująco. Sseeee czyta te esemsy i nadziwić się nie może... Najprawdopodobniej będzie je otrzymywać do końca życia, nawet na łożu śmierci. Na zmianę: odpychające i odreagowywujące jego żal z powodu nieudanej kampanii podrywczej, a zaraz potem w stylu: wiem, dlaczego tak mówisz, nie chcesz się przyznać do swoich uczuć, ale to niemożliwe, ty nie chcesz przekreślić naszej znajomości. Sseeee nigdy dotąd  nie spotkała się z kimś tak nachalnym i uzależnionym. Nie wie, czy to jest zabawne, czy raczej smutne, a może gorzkie?

N. zadzwoniła i okazał się, że super sala czeka na obrazy Sseeee, trzeba się tylko umówić i namalować, S. jako uskrzydlona kobieta z pędzlem, z pałerem jak sto tysięcy Boeingów, teraz constans, a potem wypasiona wystawa w dobrym miejscu z dobrym ymidżem. N. jest gorącą fanką malarstwa Sseeee, fanką wierną, szczerą i bezinteresowną, absolutny rarytas, uczciwe gorące serducho i szczera chęć niesienia pomocy.

Sseeee wypiła czekoladowy coctail z takim jednym baaaardzo ciekawym czowiekiem i pogadała sobie z nim przez półtorej godzinki, było miło.

A dzieciaki siedzą za ścianą i są wybitnie fajowe. I zrobiły ogromne zakupy.

Kiedy ma się doła, dobrze jest dostać od kogoś życzliwego pozytywny i ciepły komunikat, nawet przez telefon. Dobrze jest wyjść z domu i spotkać kogoś uśmiechniętego.

A wiosna nieuchronnie idzie, bo musi, a za nią lato... jesień ... i znowu zima.. nudy jak jasna cholera ;-)

Sseee wie, że to się kiedyś skończy, bo nic nie jest wieczne, niemożliwe, że ta wiosna zawsze o tej samej porze, a za nią zapie..la lato jak zwykle i tak do końca świata. To się musi kiedyś zmienić, to niemożliwe, żeby tak zawsze.... I tą desperacką nutą Sseeee zakończy swoje rozważania dzisiaj.

2009-02-23 Latający Potwór Spaghetti


Sseeee jest bliska nawrócenia, po raz kolejny ;-)

Cytuje z pewnej
stronki coś o Potworze:

Wiara w Latającego Potwora Spaghetti


Źródło:
www.venganza.org

Większość zaangażowanych religijnie ludzi traktuje kult religijny bardzo poważnie. Nie oznacza to jednak, że warunkiem religijności jest poważne podejście do przedmiotu kultu.

Nie każdy wie, co to właściwie jest Latający Potwór Spaghetti (LPS). Nie jest to zwierzę, dawne ani obecne, nie jest to też produkt wyobraźni dziecka odzwierciedlony przez plastelinkowe dzieło. To bóstwo - przedmiot kultu. A Kościół LPS, inaczej - pastafarianizm - to najszybciej rozwijający się kościół XXI wieku!

Początków pastafarianizmu upatrywać należy w wydarzeniu z czerwca 2005 roku, kiedy to założyciel owego kościoła, Bobby Henderson, zareagował na opinie i postulaty wypowiadane podczas debaty Rady Edukacji prowadzonej w stanie Kansas w USA na temat równouprawnienia tzn. teorii inteligentnego projektu (względem teorii ewolucji i doboru naturalnego) w nauczaniu biologii. Rozpatrywano wprowadzenie owej idei jako uprawnionego, "naukowego" punktu widzenia na stworzenie świata i człowieka.

Koncepcja ta nie jest zresztą niczym innym, jak zmienionym w formie, tradycyjnym argumentem teologicznym na temat boskich sił leżących u podstaw wszelkiego stworzenia. Argument ów można by streścić w sposób następujący: świat przedstawia się tak znakomicie, a my - ludzie - jego najznamienitsi mieszkańcy, jesteśmy tak niesamowici, zadziwiający i fascynujący, że wszystko, świat i my, musimy być częścią jakiegoś inteligentnego projektu. Natura nie poradziłaby sobie z tymi zadaniami tak dobrze, jak boska siła.

Odpowiedzią na taki ogląd świata i jego początek stał się kościół Hendersona. Zażądał on równouprawnienia w nauczaniu o Latającym Potworze Spaghetti jako stwórcy wszechświata. Jeszcze w 2005 roku zorganizowano konkurs: kto udowodniłby, że Jezus nie był synem Latającego Potwora Spaghetti, ten dostałby 250 000 dolarów. Oczywiście nikt nie udowodnił. Weryfikację zgodności wierzeń pastafarian z rzeczywistością utrudnia dodatkowo fakt, że że LPS jest niewidzialny i niewykrywalny. Podobnie rzecz się przedstawia w przypadku setek innych bóstw, w których istnienie wierzą miliony ludzi.

LPS stworzył świat zaczynając od góry i drzew oraz... karła. Pastafarianie sformułowali także alternatywną odpowiedź na pytanie o przyczyny globalnego ocieplenia, huraganów, trzęsień ziemi i innych naturalnych katastrof. Warto dodać, że potwór nadal kieruje nami, ludźmi, za pomocą makaronowej macki. O przewadze tego kościoła nad wieloma innymi wymownie świadczy fakt lokalizacji wulkanu piwnego w niebie oraz zapewnienie wiernym święta religijnego w każdy piątek.

Czy Latający Potwór Spaghetti to tylko gorzki żart z religijności, religii i ludzi religijnych? Niekoniecznie. To być może nie do końca poważny głos ale w bardzo poważnym sporze pomiędzy zwolennikami naukowej i religijnej wizji świata i jego źródeł. Przedstawiciele rozmaitych religii świata mają - niezależnie od dzielących ich różnic - jeden wspólny problem: absolutnej nieweryfikowalności tez na temat istnienia bóstw i ich wpływu na świat.

Cechą konstytutywną religijnej wizji świata jest, z definicji samej religii, wiara. Na wierze właśnie musi się opierać przyjmowany przez chrześcijan sąd o boskości Jezusa Chrystusa, o cudach, których podobno dokonywał i o jego zmartwychwstaniu. Nie inaczej w przypadku Latającego Potwora Spaghetti - tu również możemy opierać się jedynie na słowach proroka - Hendersona. A to, że Henderson nie traktuje swojej religii poważnie, to już osobny temat. Bo czy możemy poważnie potraktować następujące elementy Ewangelii Latającego Potwora Spaghetti:
Może jestem złożonym węglowodanowym wszystkowiedzącym istnieniem, ale w życiu cieszą mnie proste rzeczy. Wiem lepiej. Jestem STWÓRCĄ.

Natomiast poważnie możemy potraktować inne fragmenty Ewangelii LPS:
Żebyś nie używał Mojego istnienia jako narzędzia do uciskania, ciemiężenia, karania (...) lub bycia złośliwym wobec innych. (...) żebyś nie oceniał ludzi na podstawie tego, jak wyglądają lub jak się ubierają, jak mówią, lub... Dobra, po prostu bądź miły, OK? I wbij to do swojej tępej głowy: mężczyzna = człowiek. Kobieta = człowiek. To samo, to samo. Nikt nie jest od nikogo lepszy.

W Ewangelii LPS odnajdujemy sądy dotyczące życia społecznego i jego pożądanego, z punktu widzenia Hendersona, obrazu. Nie ma tu niczego, poza ubranymi w sarkastyczną otoczkę postulatami na temat równouprawnienia między ludźmi i pozytywnego odnoszenia się do siebie. Nie ma w tym także niczego... boskiego. Bo Henderson używa jedynie metaforyki religijnej dla zwiększenia efektywności oddziaływania swych wypowiedzi. Poza tym parodiuje sformułowaną w atmosferze absolutnej powagi teorię inteligentnego projektu. Jest ona w tym samym stopniu nieweryfikowalna, co jego sądy.

Oczywiście sam fakt porównywania Latającego Potwora Spaghetti do Jezusa Chrystusa jest dla wielu głęboko wierzących chrześcijan trudne do zaakceptowania. Trzeba jednak pamiętać o jednym: każdy system religijny, także chrześcijaństwo, był kiedyś nowością. A jako nowość - stanowił cios wymierzony w status quo, w dominujący w danym miejscu i czasie system religijny. Tak było właśnie w przypadku chrześcijaństwa rodzącego się na fundamentach judaizmu. Tak było znacznie później - w momencie gdy protestantyzm zaistniał w Europie jako wariant chrześcijaństwa i w opozycji do katolicyzmu.

Skąd gigantyczna popularność kościoła LPS? Źródła sukcesu wszystkiego, co popularne tkwią w ludzkich potrzebach; nie inaczej w tym przypadku. Pokaźne rzesze głównie młodych ludzi (wierni kościoła LPS to przede wszystkim użytkownicy internetu, pośród których wciąż dominują młodzi) odczuwają potrzebę poddania fenomenu religii i religijności krytyce - mniej lub bardziej konstruktywnej i mniej lub bardziej wysublimowanej. Religia kojarzy się im ze skostniałym, archaicznym elementem współczesnej kultury. Religie parodystyczne, takie jak kult Latającego Potwora Spaghetti właśnie, czy też Niewidzialnego Różowego Jednorożca a także zjawiska religijne historycznie wcześniejsze, jak dyskordianizm, pozwalają "wyznawcom" zaspokoić ich potrzebę krytykowania fenomenu religijności.

Religia parodystyczna to - innymi słowy - system pseudowierzeń i quasimitologii współtworzących religiopodobny spektakl. Staje się ona pretekstem i okazją do swobodnego wyrażania zastrzeżeń względem sensowności religijnych dróg rozumowania i wyjaśniania.

Latającego Potwora Spaghetti nie należy więc traktować wyłącznie jako nowego, atrakcyjnego w formie systemu religijnego, którego zadaniem jest obalenie status quo. LPS to jedynie kod komunikacyjny, medialna otoczka, strategia, którą Henderson przyjął w celu zwiększenia efektywności docierania do odbiorców. I odniósł w tej materii sukces.

Rafał Garpiel

Autor jest socjologiem, wykładowcą (UJ) oraz trenerem komunikacji interpersonalnej. Zajmuje się między innymi: psychologią społeczną, socjologią małych grup społecznych oraz interdyscyplinarną sztuką perswazji ze wskazaniem na retorykę i erystykę.



2009-02-22 ostatki

wczoraj było solidne ostatkowe stęknięcie.. średnio udana imprezka, chociaż muzyka bajeczna.. potem nasiadówa u kumpeli.. plany.. marzenia.... dzielenie się wszystkim, jak opłatkiem... dawno żeśmy się nie widziały... a może by tak do Barcelony... ole... marzenie... Gaudi ... ogrody .... potem hardkorowa jazda.. jak to w ostatki.. radyjo sobie rozkręciłam, bo już późno było i trzeba było zorganizować jakąś dostawę adrenaliny, aż tu nagle we wściekły rockowy hałas wbija się ryk, rozjuszony zresztą, najpierw myślałam, że to jakaś rozwalona ciężarówa stoi mi wedle zderzaka.... a to odpadł mi tłumik.. jechałam sypiąc iskrami, bo odpadł od strony silnika... i pruł końcówką w asfalt, na początku ledwo ledwo... leciałam Dolną w dół jak kometa Halleya... warkot był jak trzeba, bo kometę wyposażono (w pakiecie) w młot pneumatyczny z dopalaczem.... coraz głośniej!!!... oj, ostro dawałam w asfalt, ludzie coś do mnie krzyczeli, ale nic nie słyszałam.... w końcu zaparkowałam na wolnym kawałku chodnika.... pijany człeczek usiłował mi pomóc... no tośmy sobie pogadali o tym i o owym... znaczy się ja gadałam, a on lekuchno zawodził.... potem taksówka i do dom... chcę się pozbyć tego rzęcha.. CHCĘ... tylko czym ja prace do szkoły zawiozę!... przecież to są tony! może jednak pociągiem czy busem bezpieczniej! .... precz z rzęchami.. niech ktoś to ode mnie zabierze w cholerę i żebym go na oczy nie musiała oglądać, dojrzewam do wykonania wyroku... ostatki... jeszcze telepią się we mnie resztki sentymentu, z ponad 10 lat go ujeżdżam... poza tym jak go sprzedam, zostaną mi już tylko taksówki... ale z drugiej strony będę do przodu na jakieś przynajmniej półtora do dwóch tysięcy rocznie z samych napraw i ubezpieczenia, nie mówiąc
o paliwie ... starczy na te taksówki... eeech... strach do rzęcha wsiadać


2009-02-21 wyznanie Sseeee

Sseeee nie nosi ze sobą karteczek, tylko notesik, zapisuje tam wszystko co ma zrobić, żeby się nie zmieszało w pamięci. Sseeee nie może pracować w jednym miejscu. Kiedy coś przykuje ją do biurka, cierpi męki, boli ją kregosłup i wyje do księżyca po nocach, bo nie może spać z bólu.
Siedzenie w szkole na wykładach kończy sie zaczepianiem wykładowców i swobodnymi dyskusjami, a jeśli jakakolwiek aktywność jest niemożliwa, Sseeee przestaje reagować na otoczenie i popada w katatonię. Cierpi i broni się przed tym otępieniem totalnym. W jej życiu wszystko było nie tak, jak należy, jakakolwiek konwencja nie dała się jej zaszczepić, nie przyjęła się i tyle. Przez wiele lat Sseeee uważała się za dziwną co najmniej i miała bardzo silną świadomość swojej inności, jak również czuła się odrzucona przez najbliższą rodzinę. Zawsze dziwiła się, jak to możliwe, że ci wszyscy ludzie sobie dają radę, a ona nie potrafi w ten sposób.
Współodczuwająca ze wszystkimi, którzy mają podobne problemy, czyli krótko mówiąc są "dziwni", Sseeee nie została nigdy oficjalnie zdjagnozowana, aż raz jedna pani fachowiec, przyznała jej książkowe ADHD dorosłej osoby. Stało się to na urodzinowym przyjęciu u koleżanki. Sseeee jak zwykle wymachiwała kończynami i prowadziła swoje niekończące się monologi przed najbliższym sąsiadem nie bardzo wiedząc jak się odnależć w tym małym pokoiku pełnym ludzi.... Sąsiad słuchacz cierpliwie słuchał i w milczeniu patrzył, uprzejmie się uśmiechając. Pani fachowiec obserwowała ją z radosnym uśmiechem z drugiego kąta, a potem się dosiadła i powiedziała, że zajmuje się ADHD zawodowo i patrzy na Sseeee jak na książkowy piękny przypadek. Pani była bardzo szczęśliwa z okrycia, bo ADHD to jej hobby. Sseeee też się ucieszyła. Wie już, że pisze prozą, chodzi na piechotę i ma ADHD. To budujące tyle wiedzieć o sobie. Sseeee wie również, że odziedziczyła ADHD po tacie.
Zatem zapraszam do czytania i wyrozumiałości, jeśli kogoś takiego Czytacze znacie i nie możecie z nim/nią wytrzymać czasami, bo ludzie dzielą się na tych, którzy odmieńców chcą na siłę przystosować, uspołecznić i rekultywować i na tych, którzy ich po prostu akceptują i dają swoją aprobatę, a to jest najwyższa wartość, to jest prawdziwa miłość.


DOROŚLI Z ADHD (KLIK)

Niektórzy mówią o sobie: jestem modelowym ADHD – ale tak mówią te osoby, które już wiedzą z czym mają doczynienia, co to jest i jak się objawia.
Jednak nie zawsze tak jest. Większość dorosłych zmaga się ze swoimi problemami, lękami z samym sobą nie wiedząc z czego pewne zachowania wynikają. Od początku podejrzewają ,że coś ich dopadło ale przez długi czas nie umieli tego nazwać.
Wielu dorosłych dowiedziało się o sobie prawdy np. studiując psychologię i dzięki temu zdało sobie sprawę z tego czym jest ADHD. Jednak nie wszyscy mieli takie szczęście.
W Polsce bardzo mało jest dorosłych z diagnozą ADHD i mało specjalistów do których dorosły mógłby się udać. Czasem przeżywa się więc jakieś trzydzieści lat mając świadomość, że się jest stukniętym człowiekiem, nadwrażliwym bałaganiarzem, kimś o wielkim wachlarzu zainteresowań, które jednak do niczego nie prowadzą lub jest się niezrozumianym i mającym niskie poczucie własnej wartości. Potem dowiadujemy się, że to ADHD i trzeba z tym żyć albo rozpocząć walkę .Jednak najlepiej zaakceptować.
Niektóre osoby nawet nie podejrzewają ,ze w dorosłym wieku ADHD może ich dotyczyć. Kojarzy im się to tylko z nadruchliwymi i rozbrykanymi dzieciakami. Dziwią się bo z natury są spokojnymi osobami, a czasem tylko wybuchają. Jak uśpiony wulkan – powiedziała o sobie jedna dziewczyna.
Niektóre osoby nie chcą w ogóle przyjąć do wiadomości, że ich zachowanie to może być ADHD. Można być cudownym, zabawnym człowiekiem, którego wszędzie pełno, duszą towarzystwa zapraszaną na każdą imprezę i wszystkim służyć pomocą. Można faktycznie sobie radzić czasem z dobrym skutkiem, prowadzić własną firmę i dobrze pracować ale (zawsze pojawia się „ale”) trzeba sobie to umieć zorganizować. Otoczyć takimi ludźmi, którzy nas wesprą, pomogą, ułatwią i można twierdzić wtedy, że nie ma się ADHD.
Czasem nie przyjmuje się tego do wiadomości mimo świadomości swoich problemów. Nie chce się ich przyjąć , nazwać i zrozumieć. Ludzie tacy twierdzą, że taki już mają charakter, że to nie żadne zaburzenie czy choroba. Działają wiec na własna rękę tracąc po kilkanaście razy pracę, nie mają dochodów, rosną długi, stosy nie płaconych rachunków, pojawia się frustracja i dodatkowe powikłania. Najgorzej gdy ktoś sam sobie nie chce pomóc.

Czy to ADHD?

Dorośli z ADHD wspominają siebie jako niesforne dzieci, koszmar szkoły i nauczycieli. Ich życie to ciągłe kombinowanie aby jakoś dawać sobie radę, bo z reguły gdy byli mali nikt nie słyszał w Polsce o ADHD. Więc szkoła była horrorem, a wychowanie to ciągłe kary z klapsami włącznie.
Jednak to też ogromna radość życia, niesamowity optymizm, ciągły pęd przez życie, setki pomysłów, masa rozpoczętych tematów – w tym większość niedokończonych, różnorodność zainteresowań, które w danym momencie mogą pochłonąć kogoś w stu procentach. Ciągły bałagan w domu, na biurku, nerwowość, obgryzione paznokcie aż do krwi, a do tego cała masa dziwnych zachowań .Jeden z rozmówców powiedział: „Mimo tego wszystkiego i tak mam radość życia i tryskam optymizmem”.
Wiele osób jest niezwykle oryginalnych i niepowtarzalnych, mają pewne cechy, których inni im nawet zazdroszczą. Wiodą przecież niesamowite życie….

Zdiagnozowano mi ADHD i jestem z tego dumny! Czyli zalety dorosłego ADHD:
- empatia
- kreatywność
- szybkość działania
- intuicja
- otwartość
- umiejętność nawiązywania kontaktów
- błyskawiczna szybkość wyciągania wniosków
- rozległe zainteresowania
- szybkość zapominania o niepowodzeniach, doznanych krzywdach, nie obrażalstwo, nie chowanie uraz
- błyskotliwość
- inteligencja
- szybkość przetwarzania informacji
- wielotorowość myślenia
- robienie kilku rzeczy na raz
- optymizm

Jednak ADHD to nie tylko zalety. Z powodu stale nie dokończonych spraw i zadań często ogarnia frustracja. Chociaż w nich tyle pomysłów to jednak ilość przytłacza. Czasem przez całe życie ktoś sobie wmawia, że jeszcze nie teraz, nie pora, to jeszcze nie ta chwila, nie ten zawód, nie to hobby. Ale dzięki temu odkrywają siebie wciąż na nowo.
Dopadające depresje, których jest wiele, wieczny pęd, którego nie sposób przeskoczyć i ciągły brak radości z sukcesów. Życie w ogromnym strachu. Zastanawianie się nad tym co teraz się stanie źle skoro przed chwilą poszło dobrze.
Ludzie ci ciągle czują się inni, jak z odległej planety. Roztargnieni zapominają o sprawach bardzo ważnych, a rozpamiętują drobnostki. Ciągła gonitwa myśli, jakieś dziwne problemy, lęki, ciągłe obwinianie się – chociaż brak jakichkolwiek podstaw. Ten ciągły lęk, który ściska w żołądku. Niby nie ma żadnego problemu, powodów do zmartwień, a z człowiekiem dzieje się coś niedobrego.
Drobne sprawy przerastają, a jednocześnie dochodzą do tego coraz to nowe pomysły, których się nie dokańcza.
Jedna chwila, w której jest się super skoncentrowanym by po chwili już nie umieć skupić się na niczym. Potworna nuda wiążąca się z trudem utrzymania stałej pracy. Gadulstwo i kłótliwość, którą trudno opanować przez impulsywność zachowania. Robienie dość różnorodnych rzeczy w życiu.
Ten chaos jest czasem odbierany pozytywnie, bo osoba uchodzi za oryginalną, zaskakującą, intryguje ale nie na dłuższą metę. W jednej chwili jest super by za chwilę się przekonać, że właściwie to ma się dość i tego co wokół się dzieje i świata w ogóle.
Nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Raz by się nie chciało żyć by potem popaść w euforię. Huśtawki nastrojów, rozbieganie, chaotyczność i niebezpiecznie podwyższony nastrój. Jednak za chwilę ta euforia mija i świat znów drażni.
Często nieśmiali. Myślą o sobie, że są dnem, głupkiem, brzydulą. Serię porażek w szkole, pracy , na studiach w życiu osobistym przypłacają niska samooceną.
Brak skupienia uwagi, wyłączanie się w trakcie rozmowy czy na wykładach, naradach albo szalona ochota dyskusji, wtrącanie się do rozmowy, nie dopuszczanie drugiej osoby do głosu.
I słynne ”odpływanie” – jak to nazywają. Osoby takie są spokojne, nie ,,brykają” ale są za to nadmiernie marzycielskie. Cechują się dużą skłonnością do refleksji, grzeczności, cichości i skromności. Czasem ich prawie nie widać, lubią leniuchować, odpoczywać, nic nie robić. Mało wynoszą z tego co się wokół nich dzieje. Ciężko zabrać im się za pracę czy obowiązki, wszystko jednakowo jest ważne: każdy szmer, szelest potrafi rozproszyć. Ludzie ci lubią odpływać od realnego świata. Tylko takie odpływanie nie pomaga, a wręcz utrudnia życie. Trzeba bardzo dużo samozaparcia i dyscypliny aby udało się to pokonać i żyć realnie. Trzeba zauważać drobnostki, skupiać się na szczegółach i cieszyć z każdego sukcesu. Nie można tylko siedzieć i rozmyślać o tym do czego można dojść czy do czego jest się stworzonym, jakich wspaniałych rzeczy mógłbym dokonać. Trzeba przyznać się przede wszystkim sobie, że się jest tylko człowiekiem i zabrać za porządkowanie swojego świata, by móc osiągnąć to w życiu realnym a nie tylko w marzeniach.

Życie na granicy jawy i snu czyli zalety ADD:
- cierpliwość
- spokój
- uwielbienie relaksacji
- wrażliwość
- wyobraźnia
- grzeczność
- refleksyjność

Dorośli z tymi cechami starają się by ich życie było uporządkowane ale jakoś czasem, dziwnie to nie wychodzi. Dzień wydaje się być dobrze zaplanowany, rozpisany na karteczce ale w drodze do pracy, czy na uczelnie okazuje się, ze karteczka …nie zabrana.
Zderzenie ADHD ze światem może być więc trudny. Wspomniane już depresje, błądzenie po różnych diagnozach, próby farmakologiczne. Izolacja od ludzi, nerwice, szukanie pomocy w poradniach, u psychiatrów, brak świadomości ze strony otoczenia i najbliższych.

Czas na diagnozę.

Diagnoza osoby dorosłej „podejrzanej” o ADHD to przede wszystkim analiza objawów.
Robi się ja za pomocą wspomnień z okresu dzieciństwa. Dobrze byłoby aby rodzice mogli w tym uczestniczyć i opowiedzieć o tamtych czasach. Ocenia się również teraźniejszość. Warto więc by uczestniczył w tym towarzysz życia (żona, mąż, partner).
Rozmawia się o całym życiu, wydarzeniach i ich okolicznościach od czasów wczesnego dzieciństwa po stan obecny. Stawiający diagnozę pyta o relacje z ludźmi, otoczeniem, stosunek do alkoholu, narkotyków. Pyta o pracę, zainteresowania, plany, dzień powszedni itp.
Liczy się również to co sam lekarz może zaobserwować podczas takiej wizyty.
Potrzebna jest też diagnoza neuropsychologiczna, szereg testów poznawczych oraz wywiad psychiatryczny.

Mam bałagan, mam ADHD!

Bałagan. Nie tylko ten w życiu i w głowie ale taki zwyczajny. Na niego najbardziej narzekają „adehadowcy”. Bo można uchodzić za osobę twórczą ale nie wszystkim się to spodoba. Nie żyją wszak sami.
Bałagan (łagodnie mówiąc) na wszystkich stołach i biurkach w pracy. Kubki po jogurtach mieszają się z wydrukowanymi dokumentami – może to być nawet imponujące ale nie koniecznie dla szefa.
Z braku porządku nigdy niczego nie można znaleźć. Próbują to czasem ogarnąć ale za chwile i tak jest tak samo: materiały do pracy, prywatne ksiązki, gazety, płyty, kartki…Bałagan na biurku, na parapecie, podłodze, gdzie się da porozkładane ubrania. Do biurka nie da się dojść aby to zrobić trzeba utoczyć ścieżkę przez pokój. Jedna z matek wspominała, że jej siedemnastoletni syn spał przez rok z klatką po szczurze. Nadal nie wiadomo czy to w ramach dowcipu czy udowodnionego bałaganiarstwa. Jedna z dziewczyn zaś chciała nawet sprzątać i zaczynała to robić ale nigdy nie udało się dokończyć.

Na pomoc karteczki.

„Noszę wszędzie ze sobą notesik” – mówi jedna z osób. I jak coś wpada do głowy od razu zapisuję, notuję. W notesach takich może być wszystko od listy zakupów po wizje udanego projektu, cytaty, pomysły i numery telefonów.
W domu tez można mieć kilka notesów w różnych miejscach, torebkach. Tak aby zawsze były pod ręką. Pod koniec dnia wszystko można spisać do jednego żelaznego notesu i zweryfikować co najważniejsze. W ten sposób trenujemy również samodyscyplinę.
Nie u wszystkich ta metoda może się sprawdzić bo można zapomnieć notesu, nie będzie długopisu lub notes zginie albo zwyczajnie zapomni się od razu zapisać.
Można tez nosić ze sobą dyktafon i nagrywać to co wpadnie do głowy albo mp3 player z opcją dyktafonu. Inne pomysły to notatki w komórce, pliki na pulpicie komputera lub obwieszony komputer czy lodówka kolorowymi karteczkami – jednak te metody sprawdzają się tylko wtedy gdy często do tych sprzętów się podchodzi.

Jak z tym żyć aby się nie pogubić? Jak oszukać ADHD? Cóż potrzeba świadomości i wszelkiej samodyscypliny. Wiele pracy nad sobą. Tak jak w przypadku dzieci rodzice kładą duży nacisk na to by było coraz lepiej, tak w przypadku dorosłego musi to uczynić on sam.
Istota tkwi w zrozumieniu siebie, swoich cech, słabości i stanięcia do walki.
Z wszystkim w jakiś sposób da się poradzić. Potrzeba systematyczności i nie jako zmuszenie siebie samego do rozpoczęcia pracy.

Jeszcze wypowiedź, pod którą Sseeee moglaby się podpisać:


"Heh, normalność... :-)
Filozofia i nauka (we współpracy) już sporo czasu temu skutecznie poddały w wątpliwość pojęcie "normalnej rzeczywistości". Kluczową sprawą jest to, że my, ludzie poznając świat, równocześnie, nawet w tym samym momencie i przez samą czynność poznawania, go tworzymy!

Bo jak my świat poznajemy? Nadając pewnemu strumieniowi chaotycznie przelatujących wokół nas różnokształtnych barw, dźwięków, oporów i reakcji naszych ciał pewne ZNACZENIE, które jest w gruncie rzeczy UMOWNE, DODANE właśnie OD NAS DO ŚWIATA! Czy widzieliście kiedyś obrazki przedstawiające... no właśnie, co: kielich czy całującą się parę, sześcian od góry czy od dołu, młodą kobietę w kapeluszu czy wiedźmę?

My ADD/ADHDowcy zostaliśmy (nieważne czy przypadkowo czy celowo) PRZEBUDZENI ze ZŁUDZENIA SPÓJNOŚCI I JEDNOLITOŚCI ŚWIATA !!!!

Faktem jest, że organizmom takim jak ludzie ZŁUDZENIE SPÓJNOŚCI jest CZASEM (może większości DOŚĆ CZĘSTO) POTRZEBNE DO PRZETRWANIA. :/
Ale... CZĘSTO TEŻ JEMU PRZESZKADZA! Dlaczego tak często człowiek w obliczu wielkiej tragedii mówi: "świat zawalił się pode mną"? Może dlatego, że właśnie oznacza to: "stracił swoją spójność - SPÓJNOŚĆ CODZIENNEGO DOŚWIADCZENIA (bo np. codziennie przecież nie umierają nam nasi bliscy!), przejrzyste reguły...

PRZEBUDZENIE ZE ZŁUDZENIA SPÓJNOŚCI ŚWIATA MOŻE POMÓC NAM DOSTRZEC np. NIESTANDARDOWE ROZWIĄZANIA PROBLEMÓW, dlatego ŻE CZĘSTO ZOSTAJEMY "WYTRĄCENI ZE STANDARDOWOŚCI" !!! :-)


Nie mamy gwarancji sukcesu, ale inni ludzie też jej nie mają. Możemy przez ADD/ADHD nawet STRACIĆ ŻYCIE (ja osobiści boję się, że przez swoje ADD spowoduję śmiertelny wypadek drogowy), lecz jedyne co nam pozostaje, to
UPÓR - powinien być zaliczony do najbardziej pożądanych cech ADD/ADHDowca - i...

...nielogiczna, ale konieczna w równym stopniu jak powietrze NADZIEJA... że nie popełnimy błędu, którego nie da się naprawić..."

2009-02-20 Blask słońca odbija się w śniegu banalnie i wiosennie

 Sseeee odczuwa dzisiaj wszechogarniające współczucie i być może litość. Siedzą oba na fundamencie z dobrze nasyconej organoleptycznej satysfakcji. Charakterystyczne.
Słońce świeci, odbija się świetliście od śniegu. Niepospolity blask uderza z każdej strony. S. współczuje, współodczuwa, cieszy się, kłania słonecznym promieniom i macha radośnie na dzień dobry swojej dziewczynkowatej beztrosce.
Świat pełen jest biednych istotek, pragnących słonecznego ciepła, ukojenia i bezpieczeństwa, a jednocześnie uciekających przed nim. Małe niebożątka, o które drobna stópka Sseeee nieopatrznie czasem się potyka. Tak jest zawsze, kiedy zwróci swój wzrok gdzieś za bardzo ku górze… Krawężniki napadają na delikatne kopytka Sseeee.
Matczyne wyrozumiałe, dobrotliwe, aczkolwiek surowe i sprawiedliwe serce Sseeee, bije równo i w swoim stałym tempie, słońce świeci dalej niewypowiedzianie bosko. Świat się radykalnie zmienił, a jednocześnie pozostał ten sam. Samotność, ból, rozkosz i piękno są wzorzyście oplecione wokół istnienia... splotły się w neurastenicznie rozmodloną całość, afirmację życia i obłędu, boską harmonię i równie boską diaboliczną fragmentaryczność.
Sseeee swoim macierzyńskim ramieniem opasze to rojowisko i zamknie miłośnie niepokój. Dziewczynkowatość bawi się dalej. Beztroska budzi do nowych wyzwań, nawet strach ma w sobie spokój, i tak trzymać.
Wiosna idzie.
Jak zwykle.
W kosmicznym ładzie mieszka obok siebie istota rzeczy i pustka pełna śmieci... pełen kwiatów dzban i świat w płatach, poszatkowany przez szalonego demiurga... obok mądre argumenty i nielogiczne prawdy.

Blask słońca odbija sie od śniegu banalnie i wiosennie.

2009-02-18 to już piąta rocznica
 
mamo
cały czas kocham cię jednakowo
nie ważne, czy śpisz tam
pod śnieżną kołderką puchową
minęło pięć lat
kocham cię ciagle tak samo
ciągle jesteś tą samą jedyną mamą

czy wieczność istnieje?
wiem
nie ma czasu
to przesąd
ty jesteś
taka sama, jak wtedy
z dłońmi z atłasu
patrzyłam z dołu
na wielki pierścionek

teraz

czasem go zakładam
od święta
a ty
jesteś
dobrze pamiętam
2009-02-18 zdrada

Sseeee zdradziła

poszła sobie i założyła bloga artystycznego
niecnie


... ale to wszystko przez interiowe skąpstwo, nie dali umieszczać foteczek bez ograniczeń, tamten portal graficznie jest brzydki jak noc, Sseeee spóbuje coś tam zmienić na lepsze, te różowości i niebieskości przypominające bieliźniane asortymenta są deprymujace, co najmniej... Sseeee,  poligamistka,  idzie w świat ;-)
.. w różowości i niebieskości, a niech tam... pomimo, że tam nie mozna z tekstem takich fajnych hec robić, co tu z tym.... 

cmoki jak smoki, Drodzy Czytacze!!!

2009-02-17 Kierowcy

Sseeee jechała. Przed skrzyżowaniem zatrzymała się. Samochody stały jeden za drugim. Wtedy nagle z boku, z prostopadłej uliczki, z małego białego ciężarowego pojazdu wyskoczył jegomość z wielkim brzuchem i próbowal dokopać małej czerwonej osobówce. Osobówka z kopyta ruszyła i w ten sposób uratowała swoje prawe tylne drzwi przed skopaniem.  
Samochody powoli jechały jeden za drugim, na przedzie mały czerwony, za nim biały  ciężarowy z grubym kopiącym - nie - kopiącym w środku, a za nimi jeszcze jeden osobowy i Sseeee. Pojawiły się czerwone światła. Mały czerwony zatrzymał się, z wyraźnym lękiem oplecionym wokół kółeczek, dygotały mu błotniki i zderzaki. Duży biały agresywnie wyprzedził i zaszarżował dalej, nie patrząc na światła, pasy i inne takie drobiazgi np samochody jadące z naprzeciwka. Mały czerwony był tak przejęty, że zamiast wyhamować, powoli wtoczył się na pasy, nie zważając na czerwone światło, za nim drugi, też najwyraźniej w szoku... Sseeee się nie potoczyła, zastopowała i czekała na zielone, szukając ciągle jeszcze prawą ręką komórki, zresztą cały czas szukała, bojąc się, że potrzebna będzie pomoc specjalistycznych służb. Sseeee zapomniała, że na służby czeka się circa about 4 godziny. W tak długim czasie z małego czerwonego zostałoby tylko podwozie, o ile w ogóle coś by zostało. Może jakiś kawałek czerwonej pogiętej blaszki.
Jak to bywa w samochodzie - komórki nigdy nie można znaleźć, zwłaszcza, kiedy dzwoni albo jest potrzebna.
Sseeee bała się o małego czerwonego, że go zbiją i pokrzywdzą.
Sseeee uważa, że wszystkiemu winna jest telewizja. Ludzie nerwowi się robia, bo tam pokazuje się dużo agresji i negatywnych informacji. Zamiast uczyć nerwową ludzkość, jak sobie radzić ze stresem, pokazywać pozytywne sposoby na życie, telewizornia pokazuje wypadki i pobicia. I wszyscy chądzą wnerwieni strasznie.
Nawet stewardesy biją. kiedy Sseeee była piękna i młoda, stewardesy były bardzo eleganckie i kulturalne. Te, które widziała w pewnych liniach lotniczych we wrześniu, wyglądały i zachowywały się, jak przekupki.
Sseeee posmutniała.
Całe szczęście nie ma już telewizora! i nie lata samolotem!

2009-02-16 Fascynacje Sseeee

Sseeeee, która pokonana i zwyciężona przez swoją gigantyczną niewiedzę, podróżuje przez życie jak wesoły klaun, vide motyl w deszczu, przypomniała sobie, że można podzielić się swoją niezgłębialną w mądrości myślą również w ten oto sposób:

1. Mind Over Matter

2.The Quantum Apocalypse

Obydwa filmy mają napisy po polsku i Sseeee poleca je szczególnie życząc miłych snów po obejrzeniu. 
:-)

2009-02-15 Istota rzeczy

dzisiaj w nocy zobaczyłam istotę rzeczy

długo szukałam,

dom był duży biały i stary, hiszpański, a może południowo - amerykańsko - hiszpański?, z niezliczoną ilością schodów, pokoi, kurzu, blasku słońca wpadającego przez okna między grubymi murami, białych ścian, starych i spękanych, drabin na strych, spadzistych dachów

snułam się po nim

szukałam

spotkałam swoje smutne, zmęczone opuszczone dziecko (dziecko miało 7 lat, wielkie samotne oczy i sterczące uszy), zostawiłam je, zdążająca ku swojemu przeznaczeniu, zabiegana "niedobra mama"

mijałam poznanych kiedyś znajomych, obojętnych, ale ważnych

istotę rzeczy znalazłam dzięki starszej pani, za którą czasami się włóczyłam, starsza pani znalazła ją wcześniej i pokazała mi trop

istota była malutka

mieszkała w czymś przypominającym rozdłubaną od środka kajzerkę z kilkoma otworami, a może to była malutka kasztanowa kula z kręgielni, istota była kasztanowym duchem kajzerkowej istności, kajzerkowatą istotną rzeczywistość należało ogrzać w dłoni i odwrócić

dla osoby niewtajemniczonej, tudzież w chwilach szczególnie niekorzystnych istota rzeczy wyglądała jak zeschły liść albo śmieć, który można było wytrzasnąć z kulki niedbale nią potrzepawszy… ale dla wtajemniczonej, wybranej osoby istota rzeczy ukazuje cały swój ciepły i żywy stan rzeczy

chyba jest puszysta, chyba ma wiotki wiewiórczany ogonek, ten moment był nieuchwytny, chwila krótka i zapadła mi w pamięć jedynie niewyraźnymi cętkami obrazków

nie jestem pewna, ale możliwe, że istota rzeczy ma oczy i nóżki, wszakże tego nie zauważyłam… zapamiętałam, że jest niezwykle miła i delikatna w dotyku, ciepła i moje dłonie rozwibrowały się lekko pod jej dotykiem, jej widok napawa szczęściem i radością, porusza się z wdziękiem i nikt nie wie dlaczego i po co istnieje, poruszywszy się żwawo w mojej dłoni i uszczęśliwiwszy moje oczy swoim widokiem znikła w kajzerkowo – kawowych czeluściach

istota rzeczy w każdej chwili może zniknąć, należy bardzo cieszyć się z faktu, że udało się ją zobaczyć, powiem tak: to jest przypadek albo przywilej, albo losowy traf, a może astrologiczna przynależność

próbowałam potem ją spotkać ponownie, z kajzerkowych otworków wysypały się jedynie dwa zeschłe liściaste wióry

wiem, nic dwa razy się nie powtarza

ponieważ jednak czas nie istnieje
istota rzeczy ze swoim ciepłym istnieniem cały czas JEST
wpisana w kosmiczny porządek
w tej jednej odkrywczej chwili objawienia
w mojej pamięci niedokładnej
w księdze wszystkiego
w kronice świata
tam, gdzie leżą wszystkie rzeczy, które kiedykolwiek się zdarzyły
jestem z nią i trzymam ją w otwartej dłoni
czuję jej szlachetny jedwabisty dotyk
cały czas
2009-02-14 walę tynki

Sseeee rano odkopała swoj pojazd, który wyglądał jak bielutka piramida

wydeptała wokół niego przepiękne i bardzo głębokie dróżki

udało sie dokonać próbnego uruchomienia po długim zimowym śnie pod górą śniegu


potem skończyły się wykłady
potem wyruszyła w podróż do domu

dookoła był śnieg
na szybie był śnieg
z pod kół leciała lepka bryja - śnieg 
na asfalcie lśnił więdnący śnieg
na niebie było biało - śnieg
z odtwarzacza leciała muzyka rodem z pod śródziemnomorskich lazurów

gorąco
muzyka ociekająca potem
żywiołowa
gorąca
szybka
głośna
rytm
rytm
RYTM
wygrywany przez cygańską orkiestrę dętą
i wyśpiewany
wykrzyczany
wspomnienie wrześniowego warszawskiego Skrzyżowania Kultur
(bądź pozdrowiona A., która zdobyłaś płytkę dla Sseeee)

Bałkany
Hiszpania
gorąco
a naokoło śnieg

powoli zbliżał się wieczór walentynkowy
za chwilę Sseeee wyruszy w walentynkową podróż
nieoczekiwaną
niespodziankę
i nie jest to podróż w nieznane
S. nie znosi takich świąt, ale chętnie świętuje
mogłaby świętować codziennie
i co wieczór
i co noc
więc po co jej święta
muzyka gra cały czas w uszach
jej piękna synowa ugotowała jej wlaśnie pierogi z kapustą i grzybami

nowe czerwone sznurowane buty tupią niecierpliwie w przedpokoju

tup
tup
...




2009-02-13 daleko

Sseeee utkwiła daleko od domu.
Musiała pojechac do szkoły na tygodniowy zjazd.
Naokolo byl deszcz, potem świeciło słońce, teraz pada snieg,
Rozbolal ją ząb, zasypało samochód, opadło ją szkolne psychiczne odretwienie. RATUNKU!!!
P. codziennie wieczorem dzwoni .. peple po swojemu... czasami dzwoni codziennie rano... czasami pyta sie z kim Sseeee właśnie śpi.. dla urozmaicenia...
Sseeee i jej osobiste ukochane ADHD cierpią niewymowne męki siedząc w "szkolnej lawce", w skutek czego S. musi ciagle pisac i odbierac esemesy, oglądac fotki w aparacie...  ukladac nogi na sasiednich krzesłach, zdejmowac i zakladac buty, ciagle jesc jablka i co chwila popijac je wodą, przerywac wykladowcy wyklad zeby wtrącic swoje trzy grosze, oraz od czasu do czasu wychodzic nie wiadomo po co.
Wieczorami, po calym dniu wykładów, malowala w szkolnej pracowni obrazy - pokłosie ostatniego pleneru.... słuchala wspanialej muzy ze swojego lapka, a odkąd rozbolał ją ząb, stoczyła się, przestała malowac i zaczęła pic piwo oraz nadmiernie długo spac.

Już niedlugo do domu. Znaczy sie jutro, w Walentynki.
2009-02-05 Pieluchomajtki - serial przygodowy z elementami groteski

Sseeee zmuszona była nabyć swojemu tacie pieluchomajtki. Nabyła je w aptece w cenie rynkowej, ale przy okazji dowiedziała się, że można nabyć je ze zniżką, jeśli osoba potrzebująca ma ubezpieczenie. Zniżka to jednak spora oszczędność w skali roku. Sseeee zaszarżowała więc po zniżkę.

Interesująca jest cała procedura nabywania pieluchomajtek dla człowieka, który nie radzi sobie z odruchami.
Trzeba pójść do lekarza pierwszego kontaktu i lekarz musi wypełnić wniosek. Kolejka do zaliczenia na „mur-beton”. Na wniosku musi być napisane, na jaką chorobę choruje potrzebujący. Nie wystarczy napisać, że potrzebuje, bo mu mocz kapie kiedy chce. Starość wymyka się regułom naszej statecznej, przymusowej zmonopolizowanej instytucji zajmującej się ochroną zdrowia (w duchu realizacji zobowiązań wynikających z ubezpieczenia). Jak kto stary – niech się zasrywa albo młotkiem w głowę i do piachu, żeby nie śmierdział subtelnym sąsiadom i pachnącej rodzince.

Sseeee pojechała do lekarza, dzięki światłym i rozsądnym wyrokom boskim, lekarka była dobrą znajomą znajomego kuzyna szwagra bratowej królika, zatem obyło się bez czekania, Sseeee zwaliła się na koniec dnia i została przyjęta, po prostu. Po pewnym czasie udało się ustalić całą listę chorób, na które tata jest chory. To nie jest taki problem, bo starzy ludzie na ogół są chorzy na różne upierdliwości. Teraz Sseeee musi zaszarżować do wojewódzkiego oddziału Największej Fantasmagorii Zabiurokratyzowania czyli NFZ. Dobrze, jeśli mieszka w tym samym mieście, gdyby nie było tak, musiałaby pyrgać do najbliższego wojewódzkiego miasta. Może jednak się mylę, może nie chodzi o województwo, a o inna jednostkę administracyjną, wiem że tak jest, bo znajoma Sseeee zasuwała do Lublina ze swojej wsi po papierek dla teścia.

Potem z tą tekturą (las rośnie sto lat) Sseeee pobiegnie do apteki, albo jeszcze raz do lekarza, nie pamięta. Apteka z dofinansowanymi pieluchomajtkami jest jedna albo dwie na całe wielkie miasto, gdzieś tam, hen, daleko. Kolejne pół dnia z głowy.
Ta łaska przysługuje raz na miesiąc. W następnym miesiącu znowu będzie trzeba z tekturą, znaczy się z kartą, lecieć do lekarza, ale już nie do NFZ.

Raz na miesiąc dodatkowe latanie do lekarza, jeśli jest życzliwy, załatwi się rzecz od ręki nie czekając. Uff. Potem znowu na kraniec świata do odległej o lata gwiezdne apteki.
Jeśli pieluch potrzeba więcej, należy sobie je kupić już pełnopłatnie. Limit jest jaki jest, reszta moczu i kału Enefzetowi jest obojętna.

Sseeee uważa (i ja też), że mechanizm został utworzony przez jakiegoś gościa, który miał kaca, halucynacje, był niezrealizowany życiowo i nigdy w życiu nie czytał ze zrozumieniem Franza Kafki, i generalnie służy do zniechęcania delikwentów. Staruszek czy staruszka nigdy w życiu nie odbędzie tej trasy, bo umrze albo się pochoruje po drodze, a wykończeni opiekunowie będą z jeszcze większą gorliwością modlić się o jego/jej zejście. To pomoże przetrwać ZUS – owi i NFZ – owi, które żyją chyba jedynie dlatego, że radośnie schodzą z tego świata kolejni wyczerpani i nie doleczeni biorcy należnych im z tytułu ubezpieczenia świadczeń.

Wszystko jasne, starość służy do tego, żeby spokojnie i nie raptownie zejść z tego świata, żeby mieć czas na oswojenie tematu śmierci, żeby bliscy zrozumieli czym jest przemijanie, lub, żeby stary człowiek miał możliwość przeżycia właśnie starości. Być może starość służy jeszcze do innych celów, Sseeee nie wie, bo nie jest jeszcze tak stara. Jest stara tylko troszkę i pilnie się uczy, bo chce wiedzieć co ją czeka. Być może jednak życzliwy los sprzątnie ją z tego świata zanim zacznie się rozkładać za życia?

Nie jest możliwie normalnie pracując opiekowanie się starym rodzicem, chyba że ma się jakieś niezwykłe możliwości finansowe i obstaluje się specjalną opiekę. Każdy wie, że taki dobry finansowy los spotyka jedynie cząstkę społeczności. Musi być naprawdę dobry, bo ma się jeszcze dzieci, którym się pomaga, a czasami wnuki! Reszta narodu sobie dogorywa w lepszych czy gorszych warunkach. Zresztą Sseeee zauważa, że starym ludziom nie potrzeba tak strasznie czystości i rozrywek, ale naprawdę potrzebują miłości i cierpliwości jak małe dzieci, tego akurat na pieniądze przeliczyć się nie da… tylko ten kapiący mocz.

ps
Wiadomość z ostatniej chwili, pani apteczna poinformowała Sseeee niedbale, pieluchomajtki były do nabycia tuż pod domem. szczęśliwa Sseeeee zaraz powiezie je tacie. Teraz juz wie co to znaczy szczęście.

 
2009-02-04 Wystawy w Warszawie

Sseeee miała gościa z poza Wafki, koleżankę ze szkoły. Obleciala z nią Warszawę przez dwa dni i jest urzeczona. I znowu zachwyciła się BUW-em. Znowu zobaczyła Łazienki i zahaczyła o CSW, o Starówkę też.

Wszyscy, którzy jeszcze  nie byli na wystawie "Niech zczezną mężczyźni" niech idą, Łódź Kaliska zaprasza. Naprawdę warto.
(Klik).
Inaczej zczezną.

Wystawa fotografii i starych kronik filmowych, pr
zy okazji mozna nabyć wspaniałe pocztówki z lat.... 40 -50, rrrewelacja!! Karowa 20, Dom Spotkań z Historią, (klik)

Sseeee udało się też obejrzeć Zamek Warszawski, wystawę fotografii, Artyści na Skwerze (klik) -  gdzie Sseeee przypadkiem dojrzała prace syna swojej ulubionej przyjacióły, co to za daleko mieszka i za dużo pracuje, więc się za nią zawsze tęskni.... 

Sseeee siedzi na swoich starych śmieciach i nigdzie nie wychodzi, całe szczęście ma złaknionych stolicznej kultury znajomych, poumieszczanych przez los gdzieś daleko od teatrów, sal wystawowcyh, koncertów i kin z niszowymi filmami z górnej półki...  Od czasu do czasu znajomi dopadają Sseeee i wtedy odbywa się uczta. Można ganiać po mieście i wykazywać się gościnnością nadrabiając zaległości. Jaka Sseeee się zrobiła kulturalna!
Oj, dana dana, kulturalna od rana!
Obie damy były też we Współczesnym, Szyc w głównej roli Udawał Ofiarę i było jak zwykle we Współczesnym bardzo smacznie!

Następnym razem zafundują sobie wykwintne koncerciki albo coś tam, z naciskiem na tam :-).


2009-02-03 Wiersz Krzysia

Świt we mgle

Widziałem

Jak noc opada

W poranek mgieł

Za góry z sosen

Pokrytych szronem



Odchodzi powoli

Ze słońcem się zmaga

Które wstawanie swoje opóźnia

Jak to zwykle przed zimą

Gdy do pracy już nikt go nie popędza



Przecież zdąży

Oświetlić

Te skrawki dnia

Które w nocą wstają


(Krzyś jest juz laureatem, Prawdziwym Poetą, pisze wiersze nałogowo i pozwolił mi wysłać tu swój wierszyk - Krzysiu, nie pamiętam, w jakim konkursie dostałes wyróżnienie, przypomnij mi... jak będzie następny konkurs - ja też wyślę swoje wiersze, chociaż wątpię czy dostanę wyróżnienie, ale wysłać zawsze mogę)

 
2009-02-02 Wspominki

Śliczne, małe miasteczko, co ja mówię, wieś, bo prawa miejskie utraciło to to wieki temu.. Śliczna mała miejscowość nad Wisełką pełną lodu, pełna oryginalnych mikrusich domków, zabiedzona i kompletnie z innego świata, powitała Sseeee. Kosmos. Dwa kosmosy! Niesłychana estetyka, złożona z XIX wiecznej drobnomieszczańskiej małomiasteczkowej zaradności i XX wiecznej nędzy. Bez kanalizacji i wody.
Z kominów bije w niebo gryzący dym, chyba oponami palą w piecach. Zaś anten satelitarnych nie brakuje.
A nad wszystkim góruje klasztor, potężne gmaszysko, klimatycznie jak w Monachomachii; „klasztorów dziewięć, bram cztery ułomki i gdzieniegdzie domki".
W domu pielgrzyma, gdzie odbywał się zimowy plener malarski, zaśmierdziało na dzień dobry MEGA moczem. Kadzidełko i odpowiednia odległość od toalet częściowo załatwiły problem. Poinformowano nas, żeby cenne rzeczy trzymać pod odpowiednią opieką, nie łazić do karczmy, nie bratać się tam z miejscowymi niepełnoletnimi, nie przyprowadzać ich do domu i uważać ogólnie na wszystko.
Żarcie obfite, dobre i do roztycia się chorobliwego prowadziło nieuchronnie, ale Sseeee zorientowała się w porę i ograniczyła rozpustę.
Pani, która obsługiwała nas od kulinarnej strony, nad wyraz energiczna i dobrze trzymająca kręgosłup, nieprawdopodobnie fertyczna, jak na bliską obecność nowicjatu, przeora i całokształtu.
Sseeee dzielnie produkowała dwie prace, przez trzy dwa dni olejne malarstwo, potem już tylko grafiki i rysunki, a potem znowu oleje, bo się rozkręciła i nie umiała przestać, i wszystko musiało doschnąć do wyjazdu.
Chodziła na posiłki do refektarza klasztornego. Dookoła ziało pustką i osobliwą klasztorną godnością. Pokryte mchem anioły zastanawiały się pochylone nad tajemniczymi napisami nie do odczytania, a Jezus, posypany igliwiem konał krzyżowany na cokołach i posypany topniejącym śniegiem.
Ciepła woda była tylko dla rannych ptaszków, dla śpiochów w nagrodę za luksus spania i ciepłolubność, zimne hartowanie ducha i ciała. Sseeee się nie hartowała, bo umiała odpowiednio wcześnie wstać.
Co chwila brzęczała komórka, to J. wypisywał z nudów niekończące się nigdy esemesy i wesoło pomykał na rozmaitych zakrętach produkowanych we własnej mózgownicy. Esemesy miały udowodnić Sseeee, że jest pożądana i że ktoś za nią tęskni. Jakkolwiek Sseeee jest mało wrażliwa na telekomunikacycjne podrywy, więc się tylko tym znudziła.
Na rzece leżała pokrojona w duże plastry kra, za rzeką muślinowe krzaczory. Muślinowych krzaczorów było co niemiara. A drzewa miały bombki z jemioły. Teraz krzaczory rozmokły i odbijają się w wodzie. Kra zamieniła się w pływające błoto i popłynęła.
Wino, które jest wytrawne i dobre, pozwoli Sseeee dotrwać do kolacji, potem kupi się następne i lulu.
Czyż świat nie jest piękny?
2009-01-28

I znowu poranek. I znowu piękne, kosmiczne i nędzne miasteczko, a w nim Sseeee natchniona. Malująca. W otoczeniu pokręconych i uśmiechniętych braci i sióstr malarzy. Z córką, która teraz też jest malarką. Stało się. Koło się zamknęło. Tradyszyn się stało zadość.
Nad miasteczkiem dalej króluje wielkie wiekopomne domiszcze, czyli klasztor. Od czasów średniowiecza zakorzenione w tym miejscu, jakkolwiek teraz nieco podupadłe. Dzizas is 4 u. Wersja lajt i strog. Jak to lubi.
Przesympatyczny,bardzo stary mnich o radosnych i poczciwych oczkach, oprowadził nas po kościele. Niewiarygodne, jak szpetne są twarze świętych na obrazach wokół ołtarza. Ile na nich lubiezności i chytrości. Budujący przykład bliskości między życiem doczesnym, a boską wzniosłością.
Lód się całkiem roztopił. Kra zrozpaczona leży jeszcze na brzegu. Wywaliła ostre krawędzie. Topi się. Serce wyje. Plener się kończy. Zarobić na następny. Pojechać. Umalować sobie rzęsy olejną farbą na niebiesko i paznokcie na zielono. Włosy na biało, a ubranie w tęczę.
Nocą kryjemy się w domu, bo po miasteczku grasują bandy nastolatków; elo laski!
Wino smakuje tak, jak wszędzie, tylko z absolutnego przeżarcia Sseeee pije go nieco więcej niż normalnie, mniej więcej tyle, ile zawsze pije na plenerze. Nigdy nie rozsmakowana do końca, a potem odlot na kawałku dykty.
Dzień jak co dzień. Z zadumą i niejakim zadowoleniem patrzymy na dwie dziarskie damy obsługujące nas kulinarnie. Ich wyprężone ciała i spokojne zadowolenie wokół kręgosłupa podsuwają skojarzenia. Są jak dwie zaspokojone ogierzyce, energiczne, dostojne, zadowolone i spełnione po czubki paluszków. Temat do rozmów w czasie przed- i po-obiedniego spaceru.
Klasztor jak klasztor. Przeor jak przeor, braciszkowie jak braciszkowie ...

Przygotowują się tu do wspierania biednej duchowo, nie-z-ewangelizowanej młodzieży, w Chinach, albo w Afryce. Nic to, że tu za murem maja syf i tałatajstwo, ponurą nędzę. Z tą nędzą nie chcą mieć braciszkowie do czynienia. Tu dzieciaczki pokropione, więc dbać o nie nie muszą, ani wspierać zagubione w nędzy i niedoli duszyczki.
Nawet nie życza sobie, żeby chłopcy ze wsi (hołota) przychodzili do nas i malowali z nami... ciekawostka, psia ich...
2009-01-29

Dzieci narysowały węglem bardzo dużo ładnych obrazków. Dostaną czekolady, smycze na komórki, misie i inne drobiazgi. I oczywiście dyplomy! Młoda dzielnie się nimi opiekowała. Jedna mama sterroryzowała naszego artystę – portrecistę, który malował dzieciom portrety, wysunęła żądania dotyczące artystycznej wizji artysty. Storpedowany artysta spisał się cudownie, jego anielska cierpliwość i pozytywny stosunek do świata sypały się, jak śnieg bożenarodzeniowy z nieba. Albo manna. W sali dla dzieci okropnie śmierdzi papierosami i petownicami. Kiedy pojechaliśmy tam na wernisaż, zatykało oddech. Niezwykłe wymiotne doświadczenie.
Sypie śnieg.
Sseeee zaczyna być zmęczona. Jednostajność codziennie wykonywanych czynności, poplamionych palców, pokrytych mieszanką białego niebieskim i brązowym płótna już nieco zabija. Coś przydałoby się zmienić. Jednodniowa przerwa? Szkoda czasu, pojutrze wyjeżdżamy. I do następnego pleneru, jak czekanie na święto, na zmartwychwstanie, na odwilż, na nową miłość, na podróż w nieznane.
2009-01-30

2009-01-25 wyjazd

Sseeee wyjeżdża na tydzień. Jej niespokojny duch goni ją w świat. Spróbuje dostać się do netu w trakcie i coś wysłać, bierze lapcia... do miłego


Acha..... Sseeee ledwo żywa zresztą po świętowaniu zakończonej sesji.. oj.. ledwo... to trzeba uwiecznić

Teraz będzie ładna piosenka, o miłości pozytywn
ie: Każdego dnia (KLIK)

Ref. x2
Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
Z Tobą mogę iść po jego kres.

I.
Bo bez Ciebie życie traci sens jakikolwiek,
Bez Ciebie nie mogę nawet w nocy zmrużyć powiek.
Każdy dzień i każdą noc chcę być tylko przy Tobie,
Jesteś dla mnie najpiękniejszą, najwspanialszą z kobiet.
Więc kochaj mnie nie tylko dla przyjemności,
Z Tobą chcę być już do końca, aż po sam grób.
Ja Tobie oddaję się w całości i zrobię dla Ciebie ile tylko będę
mógł.

Ref. x2
Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
Z Tobą mogę iść po jego kres.

II.
Bo chcę być częścią Ciebie, jak Ty jesteś częścią mnie,
Chcę Tobie poświęcić me życie, tylko z Tobą dzielić się.
Ja jestem tylko Twój i tylko do Ciebie należę, już na zawsze będę
kochał Cię.
Twoje gorące ciało mnie rozpala, że aż płonę,
Ja uwielbiam kiedy nasze ciała są złączone,
Uwielbiam kiedy cały w Twoich objęciach tonę,
Bo wiem, że trzymam w moich ramionach mą przyszłą żonę.

Ref. x2
Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
Z Tobą mogę iść po jego kres.

III.
I kocham Twój delikatny dotyk jak aksamit,
Kocham, gdy oddajesz mi w całości się nocami,
Kocham kiedy obsypujesz mnie pocałunkami,
Nie do opisania jest uczucie między nami.
Bo moja miłość do Ciebie nie zna granic,
Nigdy Cię nie oddam na Świecie nikomu za nic. (joł!)
Ja słucham Twoich rad, dla Ciebie staram pozbyć się wad,
Bo wokół Ciebie kręci się cały mój Świat.

Ref. x4
Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,
Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,
Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,
Z Tobą mogę iść po jego kres.

2009-01-24 Po sesji

Sseeee jest rozkawałkowana, rozjechana, nieżywa, ale po sesji, i to dobrze zdanej, w  terminie i z dobrymi stopieńkami. Kujoństwo. No cóż, nikt nie jest bez wad.
Teraz najchętniej wpakuje się do wanny i wyłączy mózg... W nagrodę kupiła sobie plecak na laptop, już się nie rozstaną...

Jeszcze jeden drobiażdżek, Sseeee odnalazła dobry artykuł o pozbywaniu sie kobiety, idealnei pasuje tez do męzczyzny, który jest kobietą:

Jak skutecznie pozbyć się niechcianej kobiety?
(Joe Monster)

I. Ogólne


1. Zawsze jej mów, że właściwie nie rozumiesz o co jej chodzi, w końcu TWOJE zachowanie jest bez zarzutu.
2. Nigdy nie kupuj jej kwiatów. Po co?! I tak zwiędną.
3. Dużo obiecuj, nigdy nie dotrzymuj.
4. Nigdy nie praw jej komplementów.
5. Nie dzwoń, zwłaszcza wtedy, kiedy obiecałeś.
6. Kontaktuj się z nią za pośrednictwem TWOJEGO Najlepszego Przyjaciela.
7. Nie pamiętaj o waszych wspólnych roczniczkach.
8. Nie pamiętaj marek jej ulubionych perfum, papierosów, piwa. Ani jak wabi się jej pies.
9. Pozwól jej decydować, a potem z miną skazańca mów: "Jak chcesz kochanie (z ironicznym akcentem na "Kochanie"). Nigdy, pod żadnym pozorem nie miej własnego zdania, w razie wpadki zawsze będziesz mógł powiedzieć: "W końcu to był twój pomysł".
10. Kiedy zrobi sobie maquillage, powiedz, że źle dobrała podkład do cery. Gdy się nie pomaluje zapytaj dlaczego o siebie nie dba.
11. Kiedy tylko możesz, zwłaszcza gdy jesteście w towarzystwie, podkreślaj, że powinna się odchudzać.
12. Nigdy nie dawaj jej prezentów (no może oprócz czekoladek) w razie rozstania nie będziesz musiał mówić (prosić?) żeby CI je oddała. To byłoby poniżające, a ona jako niedomyślna baba mogłaby je zatrzymać.
13. Nie trzymaj w SWOIM pokoju jej fotografii, mówiąc, że nie lubisz afiszować się ze swoimi uczuciami.
14. Głaszcz ją jak upierdliwego psa swoich sąsiadów.
15. Nie planuj z nią żadnych wspólnych wyjazdów (choćby na parę godzin za miasto).

II. Randka


16. Bądź zawsze zmęczony.
17. Kiedy ona zechce gdzieś wyjść, powiedz, że znalazłeś właśnie świetny program w telewizji, który koniecznie musisz obejrzeć.
18. Pozwól jej patrzyć jak grasz w jakąś pasjonującą grę na jej PC-cie, zwłaszcza, jeśli ta gra polega na strzelaniu do wszystkiego co się rusza, a wydawane odgłosy....... uhmmmmmmmm.
19. Kiedy ona już zmusi CIĘ do wyjścia do kina, idźcie na film wybrany przez CIEBIE, najlepiej wojenny.
20. Nigdy nie płać za jej bilet.
21. Nie obejmuj jej w miejscach publicznych, mówiąc, że nie lubisz afiszować się ze swoimi uczuciami. A poza tym, może ona pomyśli, że coś do niej czujesz i będzie miała ochotę na sex? Ale po co się masz tak męczyć?
22. Kiedy ona o coś zapyta, nawet jeśli TWOJA odpowiedź brzmi "tak" lub "nie" - długo się nad nią zastanawiaj i nigdy nie odpowiadaj. Jeśli ona jednak naciska, po jeszcze dłuższym i głębszym zastanowieniu odpowiedz w końcu, bardzo niezdecydowanym tonem "Nie wiem".
23. Kiedy mówi, że jest jej zimno, nigdy nie okrywaj jej swoją marynarką, swetrem czy czymkolwiek. Powiedz jej beznamiętnie, że mogła się cieplej ubrać. A może ona chce, żebyś TY się przeziębił?
24. Zawsze jej przerywaj, gdy o czymś mówi i pochwal się swoją dużo większą wiedzą na ten temat. Niech się poczuje malutka i głupiutka.
25. Kiedy ona opowiada o swoich pasjach lub o czymś co ją wyjątkowo zainteresowało, miej wyraźnie znudzoną, pogardliwą i/lub arogancką minę. Zawsze patrz na nią z wyższością.
26. Nigdy nie miej dla niej czasu. W końcu powinna zrozumieć, że rodzina i przyjaciele są dla CIEBIE o wiele, wiele, ważniejsi. Jeśli aluzje są dla niej niezrozumiałe (w końcu to kobieta i co ona może wiedzieć o męskim świecie?) powiedz jej to wprost.
27. Wyznacz jej audiencje (w ramach waszych spotkań). Najlepiej dwa razy w tygodniu, nie zapomnij przy okazji, tak mimochodem, powiedzieć jej, że ze SWOIM Najlepszym Przyjacielem spotykasz się przynajmniej cztery razy w tygodniu.
28. Gdy już udało się jej wyciągnąć CIĘ do knajpy na obiad lub na kolację, po skończonym posiłku, zapytaj ją kilkakrotnie, czy może jeszcze czegoś by nie zjadła tudzież nie napiła. Jeśli zdecydowanie odpowie "Nie, dziękuję" koniecznie spytaj o to jeszcze kilka razy..
29. Zawsze zasypiaj na imprezach około godziny 23. Niech dalej radzi sobie sama.
30. A tak w ogóle jeśli już impreza to tylko i wyłącznie u TWOICH Przyjaciół.
31. Kiedy odprowadzasz ją do domu po kinie, kolacji lub imprezie, a ona zasugeruje, żebyś wszedł chociaż na chwilkę, powiedz, że za 3 minuty masz autobus do domu.
32. Jeśli jednak ona będzie nalegać, to powiedz, że TWOI Rodzice będą rozczarowani, pogniewają się, będą się niepokoić lub coś w tym stylu.

III. Kolacja ze śniadaniem u niej

33. Kiedy ona zaprosi CIĘ do siebie na noc, staraj się odwieść ją od tego pomysłu. Proponuję coś o braku czasu lub rodzicach.
34. Kiedy już jednak zgodzisz się na tę "romantyczną kolację we dwoje" i na sex, zapytaj czy wyprasuje CI koszulę (bo tak robi mamusia) i zawiąże krawat (bo tak robi tatuś).
35. Oczywiście nie przynoś jej kwiatów ani wina. W końcu to ona wymyśliła te "romantyczne głupoty" a nie TY.
36. Gdy po skończonej kolacji (zakładam, że ona specjalnie dla CIEBIE coś ugotowała) zapyta czy CI smakowało, powiedz "Nooooooo", a potem zacznij opowiadać jej o kuchni TWOJEJ Mamusi. Zakończ głosem nie znoszącym sprzeciwu, że ona i tak nigdy nie dorówna TWOJEJ Mamusi, pod żadnym względem.
37. Grę wstępną ogranicz do minimum.
38. Kochaj się z nią tylko w pozycji klasycznej (niech sobie poogląda sufit, hehehehe), a jej nieśmiałe propozycje zmiany pozycji kwituj niezastąpionym pogardliwym "PHI" lub zdegustowaną miną.
39. Nigdy się nie zabezpieczaj. Powiedz jej, że jeśli zajdzie w ciążę to popełnisz samobójstwo lub uciekniesz za granicę lub nie przyznasz się do dziecka. W końcu, zabezpieczenie to jej problem.
40. A najlepiej podpisz z nią umowę na czas określony. W jednym z paragrafów zamieść tekst o jej obowiązku zabezpieczania się oraz zakaz proszenia CIĘ o TWOJĄ rękę.
41. Po wspólnej nocy nie zapomnij się jej poskarżyć (tudzież oskarżyć), że nie dała CI się wyspać, a przecież musisz iść do pracy. Ona prawdopodobnie też, ale TY przecież jesteś ważniejszy.

IV. Kiedy ona zdaje egzamin


42. Nigdy nie dotrzymuj jej towarzystwa i nie siedź za drzwiami, kiedy ona zdaje ważny egzamin (choćby obrona pracy). Przecież nie masz na to czasu. Najlepiej wyślij tam SWOJEGO Najlepszego Przyjaciela (może on kupi jej kwiaty?).
43. Nigdy jej nie gratuluj zdanego egzaminu lub obronionej pracy dyplomowej. Poczekaj, aż ona zadzwoni do CIEBIE z wiadomością. Uprzejmie zapytaj na jaką oceną zdała.
a) jeśli będzie to ocena niezbyt pozytywna - TWOJA odpowiedź powinna brzmieć "Szkoda",
b) jeśli będzie to ocena pozytywna - TWOJA odpowiedź powinna brzmieć "Dobrze",
c) jeśli nie zdała - z wyższością powiedz "Tego właśnie się spodziewałem, nic sobą nie reprezentujesz".

V. TWOJE zalety czyli oszczędność


44. Patrz punkt 2.
45. Patrz punkt 20.
46. Przy konsumpcji posiłków w knajpach, skrupulatnie odliczaj od rachunku swoje pozycje.
47. Z dumą pokazuj zegarek, garnitur i buty, które podarował CI TWÓJ Przyjaciel.

VI. Kiedy ona wraca z podróży


48. TY decyduj, o której ma przyjechać z podróży. Nie może przyjechać zbyt wcześnie. W końcu musisz się wyspać.
49. Kiedy już obiecałeś po nią wyjść na dworzec, na 5 minut przed planowanym spotkaniem wyślij jej SMS, że niestety coś CI wypadło i nie możesz być na miejscu.
50. Możesz też wysłać po nią TWOJEGO Najlepszego Przyjaciela.
51. O kwiatach już było J.
52. Kiedy jednak już musisz ją odebrać z tego dworca, natychmiast krytycznie powiedz, że wygląda na szalenie zmęczoną i powinna jak najszybciej wziąć prysznic i położyć się spać. W przeciwnym przypadku, ona będzie nalegać żebyś z nią został i......

VII. Kiedy ona pochodzi z innego miasta


53. Wasze kontakty są ograniczone (szczęściarz hehehehe), więc w dobie internetu pisz do niej Maile zaczynając od słów "Moja Droga (tu jej imię)....", a kończąc na "Pozdrawiam Cię serdecznie", ale pamiętaj, bez emocji.
54. Kiedy umówi się z TOBĄ na spotkanie "chatowe", zadzwoń do niej i powiedz, że niestety o tej właśnie godzinie nie możesz, bo właśnie zadzwonił do CIEBIE TWÓJ Najlepszy Przyjaciel, który odczuwa gwałtowną potrzebę zwierzenia CI się i właśnie do niego jedziesz (z kilkoma piwkami w reklamówce). Ale oczywiście będzie Ci miło, jeśli mimo wszystko ona zajrzy na ten kanał trochę później (nieważne, że będzie to 2 w nocy). No ale oczywiście, zapewnij ją, że puścisz jej SMS jak już będziesz gotowy do rozmowy z nią.
55. Zawsze podkreślaj TWÓJ pogardliwy stosunek do miasta, z którego ona pochodzi, a zachwalaj swoje.
56. Kiedy już przyjedzie do Ciebie, już na dworcu skomentuj bardzo dosadnie i krytycznie jakiś element jej stroju. Możesz to zrobić w ten oto sposób: "O widać, że przyjechałaś z ......".
57. O kwiatach już wspominałam?
58. Kiedy ona pierwszy raz przyjeżdża do CIEBIE do domu, zostaw ją w towarzystwie rodziny i przyjaciół, którzy, tak jak TY, kochają tylko i wyłącznie swoje miejsce zamieszkania. Niech ją trochę podręczą. Sam zajmij się np. odbieraniem ważnych telefonów. Jeśli ona będzie miała o to pretensje, że zostawiłeś ją samą sobie czy coś w tym stylu, z wyraźną naganą w głosie odpowiedz, że w końcu nie jest już małą dziewczynką, która wymaga opieki.
59. Z lubością używaj słówek i wyrażeń właściwych dla regionu, z którego pochodzisz. Bądź "zdziwiony" kiedy ona nie rozumie tego co mówisz. Po czym serdecznie śmiej się ze swojego fantastycznego dowcipu i poczucia humoru.
60. Kiedy przyjedzie do CIEBIE na dłużej, najlepiej zakwateruj ją u byłej dziewczyny SWOJEGO Najlepszego Przyjaciela.
61. Bądź mocno zdziwiony i rozczarowany faktem, że one zaprzyjaźniły się ze sobą.
62. Absolutnie nie przeprowadzaj się do niej na czas jej pobytu.
63. Poświęć jej 1/8 całego swojego czasu.
64. Kiedy dziewczyna, z którą ona mieszka zaproponuje wspólny wypad np. do klubu, potańczyć w sobotni wieczór, z miną wyrażającą najwyższą pogardę powiedz, że w takim razie TY wypijesz kilka piwek w towarzystwie TWOJEGO Najlepszego Przyjaciela. Na następny dzień, sarkastycznie zapytaj jak się bawiły.
65. Podczas jej pobytu organizuj jej czas. Nie pytaj przypadkiem co ona chciałaby robić. Przecież w końcu "czujesz się za nią odpowiedzialny".
66. Gdy odmówi, z niezrozumiałych TOBIE przyczyn, zjedzenia niedzielnego obiadku z TWOIMI Rodzicami lub spotkania się z TWOJĄ Najlepszą Przyjaciółką, obraź się na nią.
67. Zaproponuj jej miłe popołudnie w przyosiedlowym parku, w cieniu, na "świeżym" miejskim powietrzu. Wielce prawdopodobne, że ona właśnie spędza takie popołudnie sama w parku miejskim.
68. Zawsze pokazuj ją TWOIM Przyjaciołom ( i niech ona czuje się jak zwierzątko w obwoźnym ZOO) nigdy nie przedstawiaj. Będziecie mieli co komentować po jej wyjeździe.

VIII. Ona i TWOI Przyjaciele


69. Kiedy już oboje znajdziecie się u TWOICH Przyjaciół, koniecznie poruszaj tematy wspólne dla CIEBIE i TWOICH Przyjaciół, o których ona nie ma bladego pojęcia. Co więcej, te tematy kompletnie ją nie zainteresują.
70. Nigdy nie zapominaj wspominać w jej towarzystwie TWOICH byłych dziewczyn.
71. Kiedy ona coś powie, co jest przeznaczone tylko dla TWOICH uszu, koniecznie powtórz to w towarzystwie TWOICH Przyjaciół, no i jej oczywiście. Najlepiej zacznij od słów: "Słuchajcie, hihihihihi, bo (tu jej imię) ma taki problem, hihihihi, (kontynuuj)...".
72. Przekonuj ją, że TWOI Przyjaciele, są jej przyjaciółmi. Zarzucaj ją opowieściami (tylko TWOIM zdaniem pasjonujące) o ich życiu prywatnym itp. Zawsze podkreślaj jacy są mądrzy i wspaniali oraz jacy są ważni w TWOIM życiu.
73. O jej przyjaciołach wyrażaj się raczej pogardliwie.
74. Gdy ona ośmieli się skrytykować któregoś z TWOICH przyjaciół, zbesztaj ją tak jak beszta się nieposłuszne dziecko.
75. I nie zapomnij czasem zwrócić się do niej imieniem TWOJEJ byłej dziewczyny



a teraz ... OFF



2009-01-23 Pozbyć się mężczyzny

Sseeee napisała na wyszukiwarce słowa: "jak pozbyć się mężczyzny", potem uprościła zestaw do: "pozbyć się mężczyzny". Wyskoczyło coś około 200,000 stron, ale w tych pierwszych nie było tak wiele. Nie ma mądrego artykułu, w którym byby opisany problem, artykułu, który by zainspirował Sseeee pozytywnie do działań i rozmyślań.

Wtedy Sseeee podumała i napisała na wyszukiwarce: "pozbyć się kobiety", wtedy wyskoczyło 440,000. Ile mądrych rad! Same dowcipne i ekstremalnie skuteczne sposoby. Bardzo konkretne.

Pytanie:
Czy kobiet się jest trudno pozbyć?
Czy mężczyźni są nieporadni?
Czy kobiety sa namolne?
Czy jest problemem społecznym albo chłopskim pozbywanie się kobiety?
Czy mężczyzn nikt się nie pozbywa?
Czy to jest takie łatwe, bo mężczyzna to twór przystosowany do pozbywania się go?

Potem znowu szukanie, zmienianie treści wpisywanych słów... Na koniec udało się coś, ale wcale nie o rozstaniach. Sseeee już się doczytała w skrócie,
że -

partner płci męskiej jako ukierunkowany biologicznie na dbanie o własne geny, odejdzie, kiedy partnerka go zdradzi albo będzie notorycznie odmawiała seksu.

Sseeee znalazła przy okazji super artykuł o prawdziwych mężczyznach:


Co znaczy być mężczyzną?(KLIK)

Co oznacza w dzisiejszych czasach być mężczyzną? Jak mężczyzna może świadomie wyrażać swoją męskość bez stawania się albo zamkniętym zimnym draniem albo mięczakiem pozbawionym ikry? Jaki jest dla mężczyzny najbardziej świadomy sposób wyrażania siebie? Oto 10 sposobów na bardziej świadome męskie życie.

1. Podejmuj prawdziwe decyzje.

Mężczyzna rozumie i szanuje potęgę wyboru. Żyje życiem które sam wykreował. Wie że jeżeli przestanie podejmować decyzje przyjdzie stagnacja, oraz to że rozkwitnie kiedy wybierze jasną i klarowną ścieżkę. Kiedy mężczyzna podejmuje decyzje, otwiera drzwi do tych miejsc, które chce otworzyć i zamyka drzwi do tych, których nie chce. Skupia się na celu jak kierowany pocisk. Nie ma gwarancji że osiągnie swój cel i jest tego świadomy, ale nie potrzebuje tego typu gwarancji. Po prostu odnajduje przyjemność w poczuciu że nieunikniony jest efekt po wciśnięciu przycisku "odpal". Mężczyzna nie wymaga aprobaty innych ludzi. Podąża za swoim sercem gdziekolwiek ono go zaprowadzi. Kiedy mężczyzna podąża drogą wyznaczoną przez serce, a cały świat będzie mu przeciwny, będzie to miało małe znaczenie dla niego.

2. Przełóż związki na drugie miejsce.

Mężczyzna który twierdzi że jego numerem 1 na liście poświęceń jest partnerka (lub rodzinia) jest albo zbyt nieszczery, albo zbyt słaby na to żeby mu ufać. Ma odwróconą hierarchię lojalności. Mężczyzna który ceni inne jednostki ponad własną spójność jest nędznikiem, a nie wolnomyślicielem. Mężczyzna wie, że musi poświęcać się czemuś większemu niż zaspokajanie potrzeb kilku osób. Nie chce stać się "udomowionym", ale chce zaakceptować odpowiedzialność, która pochodzi z większych wyzwań. Wie że jeżeli unika tego obowiązku, staje się czymś mniej niż mężczyzna. Kiedy inni widzą, że mężczyzna jest nieugięcie oddany swoim wartościom i ideałom, darzą go szacunkiem i zaufaniem, nawet gdy nie mogą zapewnić mu bezpośredniego wsparcia. Najszybszą i najpewniejszą drogą dla mężczyzny do utraty szacunku innych (jak i szacunku do samego siebie) jest pogwałcenie jego własnych wartości. Życie będzie testowało mężczyznę żeby sprawdzić czy lojalność względem innych ludzi będzie stawiał przed lojalnością względem własnych zasad. Będzie miał wiele pokus które obnażą jego prawdziwą lojalność. Największą nagrodą dla mężczyzny jest życie w spójności, a największą karą będzie krzywda wyrządzana samemu sobie za stawianie czegokolwiek ponad własną spójność. Za każdym razem kiedy mężczyzna poświęca swoją spójność, poświęca swoją wolność... i samego siebie. Staje się obiektem drwin.

3. Bądź gotów na porażkę.

Mężczyzna jest gotów na przyjmowanie porażek. Jest gotów na to że może się mylić. Prędzej sprawdzi swoje możliwości i odniesie porażkę, niż będzie pasywny. Jednym z największych oręży mężczyzny jest zaufanie do samego siebie. Kiedy nabiera wątpliwości i martwi się o porażki, umniejsza swoje możliwości. Inteligentny mężczyzna rozważa możliwość porażki, ale nie zajmuje umysłu bezcelowym zamartwianiem się. Przy porażce akceptuje jej wynik i działa dalej w oparciu o ten wynik. Mężczyzna rozwija się bardziej przy porażkach niż przy sukcesach. Sukces nie przetestuje jego determinacji tak jak porażka. Sukces ma swoje wyzwania, lecz można nauczyć się więcej siebie przy działaniach, które pociągają za sobą ryzyko. Kiedy mężczyzna rozgrywa swoje życie w bezpieczny sposób, traci witalność i traci przewagę.

4. Bądź pewny siebie.

Mężczyzna mówi i działa w oparciu o pewność siebie. Jego postawa jest jego własnością. Mężczyzna nie przywdziewa pewności siebie tylko przy sukcesach. Często rozważa porażkę jako prawdopodobny rezultat. Lecz gdy szanse zwycięstwa odwracają się, wciąż emanuje pewnością siebie. Nie z powodu ignorancji albo z powodu zaprzeczenia, lecz jako udowodnienie sobie że ma siłę aby przejść ponad zwątpieniem. Tworzy sobie dwóch najcenniejszych sojuszników - odwagę i wytrwałość. Mężczyzna przyjmie porażkę, przyjmie przytłoczenie przez okoliczności na które nie ma wpływu, ale nie przyjmie zwątpienia w siebie. Wie że kiedy przestanie ufać samemu sobie, przegra. Podda się losowi kiedy będzie to konieczne, ale nie podda się strachowi.

5. Wyrażaj miłość aktywnie.

Mężczyzna jest aktywnym dawcą miłości, nie pasywnym odbiorcą. To mężczyzna pierwszy rozpoczyna rozmowę, pierwszy prosi o to czego potrzebuje i pierwszy jest do tego żeby powiedzieć "kocham cię". Czekanie na pierwszy krok ze strony kogoś innego jest dla niego niestosowne. Wszechświat nie daje nagrody za niezdecydowanie. Wrota obfitości otwierają się dla niego tylko kiedy jest w ruchu, w działaniu. Mężczyzna jest źródłem energii. To jest jego zadanie - obowiązek - dzielić się miłością ze światem. Musi oduczyć się pobierania energii od innych i stać się samemu radiantem energii. Musi pozwolić tej energii przepływać od źródła, przez niego samego, do świata. Kiedy zaakceptuje tą rolę, z pewnością będzie żył prawdziwym życiem.

6. Korzystaj z energii seksualnej.

Mężczyzna nie ukrywa swojej seksualności. Jeżeli inni przy nim maleją, bo jest zbyt męski, przyjmuje to jako normalną reakcję. Nie odczuwa potrzeby obniżania swojej energii tylko po to, żeby unikać wzbudzania obaw. Mężczyzna przyjmuje konsekwencje bycia samcem, nie przeprasza za swoją naturę. Dba o to, żeby jego energia nie utknęła na poziomie pożądania. Kierunkuje większość swojej energii seksualnej do serca i głowy, gdzie może ona służyć wyższym wartościom, nie tylko zwierzęcym instynktom. (Możesz to osiągnąć przez wizualizację wzrostu, rozszerzania się energii i przepływu jej przez całe ciało). Mężczyzna kierunkuje swoją energię seksualną w cele które pochodzą z serca. Czuje jak ta energia pulsuje wewnątrz i pcha go do działania. Czuje się niekomfortowo kiedy stoi bezczynnie. Pozwala by energia seksualna eksplodowała przez serce, nie tylko przez genitalia.

7. Staw czoła twoim strachom.

Jeżeli mężczyzna się czegoś boi, jest to wystarczający powód żeby to zrobić. Testować należy także własne strachy. Kiedy mężczyzna chowa się przed swoimi strachami, wie że wypadł z nurtu spójności z samym sobą. Czuje się słaby, bezradny i przygnębiony. Nieważne w jaki sposób będzie się pocieszał albo dążył do odzyskania spokoju, nie przezwycięży wewnętrznego przerażenia. Osiągnie spokój tylko wtedy gdy stawi czoła swoim strachom. Mężczyzna zaprzyjaźnia się z ryzykiem. Nie gra w chowanego ze strachem. Zwraca się w jego kierunku i angażuje się śmiało. Mężczyzna odnosi sukces lub porażkę. Tchórz nigdy nie podejmie próby. Cząstkowe wyniki nie są dla mężczyzny ważniejsze niż jego cel i kierunek. Mężczyzna czuje się mężczyzną zawsze kiedy spogląda strachowi w oczy. Czuje się nim nawet bardziej kiedy idzie w kierunku tego czego się obawia, jakby żeglował na wewnętrznym wietrze obaw.

8. Szanuj męskość innych mężczyzn.

Co zrobi mężczyzna, kiedy widzi przyjaciela podejmującego sie wyzwania, które prawdopodobnie zakończy się porażką? Czy będzie odciągał go z tej drogi? Nie, mężczyzna będzie zachęcał przyjaciela do kontynuacji. Mężczyzna wie, że lepiej jest zadziałać i przyjąć naukę płynącą z porażki. Mężczyzna szanuje decyzję przyjaciela aby podjąć wyzwanie. Nie odmówi mu nauki płynącej z doświadczenia porażki. Może zaoferować mu pomoc albo wskazówki, ale wie że przyjaciel musi odnieść serię porażek, aby rozwinąć odwagę i zaufanie do samego siebie. Kiedy widzisz innego mężczyznę który zmaga się na siłowni z dużymi ciężarami, nie podbiegasz mówiąc "Czekaj, pomogę ci z tym, może we dwóch łatwiej to podniesiemy"? Nie, to by obrabowało go z doświadczania rozwoju, i prawdopodobnie zamieniło go we wroga.
Droga mężczyzny jest wypełniona przeszkodami. Zazwyczaj jest na niej więcej porażek niż sukcesów. Przeszkody pomagają mężczyźnie odkryć to co jest prawdziwie ważne dla niego. Poprzez wiele porażek, mężczyzna uczy się wytrwałości w podążaniu za wartościowymi celami, oraz porzucania celów które wartości nie przedstawiają. Mężczyzna poradzi sobie z wieloma upadkami na deski. Po każdym fizycznym upadku poczuje duchowe rozwinięcie.

9. Zaakceptuj odpowiedzialność za twoje związki.

Mężczyzna wybiera świadomie swoich przyjaciół, kochanki i współpracowników. Aktywnie szuka towarzystwa ludzi którzy będą go inspirować i dawać wyzwania, a także świadomie odsunie tych którzy ściągają go w dół. Mężczyzna nie obwinia innych za problemy w swoich związkach. Kiedy związek przestaje być zgodny z drogą wyznaczoną przez serce, podejmie rozstanie bez obwiniania oraz poczucia winy. Mężczyzna czuje się odpowiedzialny za związki które stają się częścią jego życia. Egzekwuje odpowiedzialność innych ludzi za ich zachowania, ale równolegle podejmuje własne decyzje dotyczące tolerowania takich zachowań. Mężczyzna uczy innych jak ma być traktowany poprzez związki jakie przyjmuje do swojego życia. Mężczyzna nie pozwoli na wypełnienie jego życia negatywnymi albo destruktywnymi związkami; zdaje sobie sprawę że byłaby to forma gwałtu na samym sobie.

10. Umieraj godnie.

Największym wyzwaniem dla mężczyzny jest rozwinięcie wewnętrznej siły do tego żeby wyrażać prawdziwego siebie. Musi nauczyć się dzielić miłością ze światem, bez zwątpienia. Kiedy osiągnie satysfakcję z tego płynącą, może pogodzić się ze śmiercią. Jeżeli tego nie zrobi, śmierć staje się jego wrogiem i ściga go przez resztę jego dni. Mężczyzna nie może umrzeć godnie, jeżeli nie żyje godnie. Mężczyzna żyje godnie jeżeli zaakceptuje swoją śmiertelność i czerpie siłę z tego, że jego fizyczna obecność jest tymczasowa. Kiedy mężczyzna staje twarzą w twarz ze śmiercią i akceptuje nieuchronność śmierci... kiedy nauczy się widzieć śmierć jako sojusznika zamiast jako wroga... jest końcowo gotów do wyrażania prawdziwego siebie. Więc mężczyzna nie jest gotów na to aby żyć w pełni, dopóki nie zaakceptuje że jest już martwy.


Sseeee doszła po przeczytaniu do wniosku, że jest mężczyzną. Przynajmniej mentalnie i duchowo. Za dużo punktów się zgadza. Może ten opis nie dotyczy mężczyzny, a po prostu dojrzałego człowieka? Czy może dojrzałość i siłę utożsamia się z męskim elementem, a niedojrzałość i słabość z żeńskim? Czy to nie jest motyw do feministycznej dysputy? Po prostu.

W takim razie, nie jest wykluczone, że mężczyzna, którego chce się pozbyć Sseeee, jest kobietą. Powinno się odnaleźć odpowiedź na pytanie: jak pozbyć sie elegancko kobiety, bluszcza, dodajmy. Tu będzie łatwiej. Odpowiedzi w Internecie jest cała masa.

I w ten oto sposób Internet okazał się znowu bardzo użytecznym narzędziem, które pozwoliło zidentyfikowac problem i odszukać odpowiedzi na zadawane w głębi serca pytania. A przy okazji zaczepić o ciekawe zagadnienie. Ale to już innym razem. Obowiązki wzywają.

Ponieważ Sseeee zawsze marzyła, żeby ktoś jej gotował, mył okna, sprzątał i tak dalej, musi się zastanowić, czy chce pozbywać się tego mężczyzny. Pytanie, czy męzczyzna bluszcz będzie dobry jako partner? To już innym razem.

2009-01-22

Pokój zawalony dechami, pachnie farbą. Fruwają papierzyska. Sseeee będzie miała egzaminy, a potem jedzie na plener ze swoją pierworodną pociechą. Stosy antyram, niepościelone łóżko. Kompletna degrengodala. Stół pokryty malowniczym wszystkoizmem. Jak dobrze pójdzie, Sseeee pożyczy jeszcze swoje kiedyś lico i dzieła kochanej słodkiej pannie M. z firmy marketingowej, która będzie promować wszystko, co tylko się da przy pomocy S. Kochane blond maleństwo powiedziało: "do zobaczenia pani S* " na pożegnanie... Nieco zwieruszyło to S. w łepetynie. Wspaniała sprawa. Oprócz honorarium, zostawili jeszcze na pożegnanie 10 prawie nowiutkich antyram. Będzie czym robić te wystawy, które czają się na horyzoncie, chyba ze trzy.

Ech.. jak dobrze, Sseeee uwielbia, kiedy po pokoju walają się robocze stosy, to jest zawsze jakieś budujące. Sseeee uwielbia wyjeżdżać w siną dal. To orzeźwia.

Sseeee uwielbia, kiedy upierdliwy adorator zostawia ją w końcu w spokoju i przestaje molestować, kłamać, obiecywac gruszki na wierzbie i ogólnie zawracać głowę........ Zdarzył jej się ostatnio ekstremalny przypadek.
Sseeee nie rozumie dlaczego mężczyźni kłamią? Myślą, że kobiety tego potrzebują? Nie ma kobiet, które akceptują świat takim jakim on jest, w stosunku do których nie trzeba kłamać? Każde kłamstwo wychodzi na jaw. Skutek? Smród jak ocean. Dlaczego niektórzy mężczyźni traktują kobiety, jak niepełnosprawne umysłowo dzieciaczki? Chcą je takimi widzieć? Czy one takie są? Czy to oni są debilami do kwadratu?

Pytania retoryczne, od których uśmiech zawitał na twarzy Sseeee.
Zmyła już wszystkie kleje i omasty z siebie i jest zwykła dzisiaj. Uśmiech też ma zwykły.

Dlaczego niektórzy mężczyźni stawiaja niemożliwe żądania? Pewnie myślą, że są najważniejsi na świecie, mamusia źle wychowała? Kochanki? Żony? 
Dlaczego uważają, że mają prawo wymuszać ustępstwa przy pomocy obrzydliwych manipulacji i kłamstw? Nauczyli się tak w życiu? Czy jakieś odpowiedzialne osobniki nie były wystarczająco silne i nie stawiały czytelnych granic i rozpuściło to "przypadka" bezgranicznie? Geny? Cóż, Sseeee zna sprawę i myśli, że ten "przypadek" jest jednak częściowo skutkiem niewyobrażalnej wręcz uległości kobiet. Nauczyły "przypadka", znęcone materialnym całokształtem, że jest pępkiem świata i potem biedaka wali po czaszce.
No więc zdarzył się Sseeee taki  "przypadek". Jak dobrze, że Sseeee przejrzała na oczy, jak cudnie, że on już nie dzwoni, ulga, psia mać, jak kosmos :-)

A teraz do nauki, precz z toksycznymi tworami ludzkimi, precz z "przypadkami"! Może zresztą dzięki takim mutantom odbywa się ewolucja? W każdym razie "przypadki" precz od Sseeee. Ona nie chce mieć wpływu na ewolucję. Niech się rewolucje i ewolucje odbywają bez jej udziału, przynajmniej czynnego.

Ona teraz chce do swoich stert podobrazi, dech i papierów.


ps.
Wiadomość z ostatniej chwili: wielbiciel nie przestał pisać esemesów, tylko tak obiecywał, chyba jest na stałe... Jak wszechświat.... Zafiksował się.. nie rozumie, co to znaczy wolna i niezależna kobieta, która nie chce do nikogo należeć. Cały czas jego słowa pachną czymś w rodzaju: "będziesz moja".. Ciekawe... Sseeee zaczyna powoli mieć manię prześladowczą... jeszcze
fobię i stany lękowe ;)

2009-01-21 praca

Sseee dzisiaj pracowała. Od rana do 13. Pożyczyła swoje obrazy i pożyczyla swoją twarz. Twarz jej trochę podmieniono. Została oklejona jakimiś specyfikami. Rzęsy nawet miała poklejone czymś specjalistycznym, brwi uczesane, a usta były różowe jak majtki sprzedawane w sklepach z bielizną w latach 60 - tych. Włosy, ta piękna, rozsypująca się niedbale siwawa strzecha, została podniesiona do wyższej rangi i też posklejana. Na sztywno. Młody powiedział Sseeee, że nie jest sobą i wygląda jak lalka, no mówię, że to jest kultura kleju i polimerów. Milusi fryzjer o miękkich kobiecych ruchach zrobił jej kask na głowie imitujący włosy. W obecnych czasach piękno, które ma być medialnie piękne, jest zawsze czymś posklejane. To pewnie wtedy nazywa się naturalnym pięknem. I ekologią jeszcze na dodatek ;-) Chociaż, te smarkatki, który harowały przy evencie, miały normalne wlosy, najwyraźniej zaklasyfikowały Sseeee do epoki lakierów i tapirów. Błeee.
Pewna kosmetyczna firma wypuściła kremik dla pań. Ponieważ była im potrzebna taka pani, co pasowała do kremiku, wynajęli Sseeee. Sseeee zaś była bardzo zadowolona, bo schowek na drobne, już nieco pustawy i z niezłym przeciągiem,  znowu się zapełnił. Nawet liczy na więcej. Przynajmniej w wyobraźni.
Sala była w kolorach różowym, fioletowym i białym, jak dla kremików dla damy przystało. Sseeee zarzuciła sobie ciemno malinowy szal na ramiona i owinęła się nim artystycznie. Krzesełka były ubrane w białe sukienki. Wokół było pełno kwiatów i sympatycznych kelnerów z tacami. Światła, panele, żaróweczki, muzyczka, stojaczki, generalnie inscenizacja dopięta na ostatni guzik, cały spektakl poszedł gładko. Żarcia dali dużo i smacznie.
Obrazy Sseeee powieszone na ścianach i podświetlone dyskretnie lampkami wyglądały jakby je wybazgrał neolityczny artysta będący pod wpływem neolitycznych używek. Takie tam wszystko naokoło było gładkie i polimerowe.
Wszyscy przemiło się uśmiechali, i słusznie, po co się martwić, jak nie ma czym. Jak wspomniałam, to jest kultura kleju, polimerów no i pomady. Zresztą, ta kultura jest odwieczna. W końcu Sseeee też sobie przykleiła uśmiech, który zszedł jej tylko na chwilę, w trakcie słuchania wykładu pani dermatolog o tym, co dzieje się ze skórą kobiety, w miarę, jak przybywa lat. Sseeee zaczęła się przeglądać. Czy już? Czy to już? Wykład brzmiał jak wyrok, chociaż kremik byl cudownym serum na wszystko. Uśmiech proszę państwa! Uśmiech, mamy ten krem!
Sseeee czeka na swoje brązowe plamy, suche zmarszczki, zasinienia, pękające naczynka i inne wory. Ma poczucie, że te wory, plamy, naczynka i zmarszczki są jak medal za odbytą służbę i wcale nie zechce ich likwidować, kiedy się pojawią. Ma nadzieje okraszać je jedynie jeszcze piękniejszym i cieplejszym uśmiechem, którego uczy się przez całe swoje życie. Sseeee, jedyna siwiejąca kobieta na sali.

Uśmiech powrócił, gdy pokazali kierunek na lunch, mniam.
Było fajnie. Sseeee przytargała do domu zestaw kremików (są nietestowane na zwierzaczkach, więc je zużyje), płytkę CD z prezentacją multimedialną (kosz), broszurkę z całością wydrukowaną na papierku (kosz), kwiatki i podobrazie z kwiatkiem wydrukowanym na wierzchu (zamaluje się). A dzieci w Afryce głodują i las rośnie sto lat. Alleluja. Było cudownie. Uśmiech!

2009-01-20 Motyle w deszczu

Motyle w deszczu


zbyt twarde, by rozpuścić się w wodzie
zbyt słodkie, by jak cukier być
herbatę piję gorzką

gorące, nie zmarzną na chłodzie
  piękne,
można śnić
za małe, by dojrzeć cię mogły

nieoczekiwane
dotąd nie przemokły

zbyt poetyckie

motyle w deszczu
przebiegłe
za czubkiem sosny się czają
motyle jak górne ce
i chrypa z kaszlem w zimie
nie przemijają

2009-01-19 O deszczu zupełnie nie zimowo, ale miało być o deszczu... a za oknem deszczy dzisiaj mokrzyście...

DESZCZ JESIENNY


O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Leopokd Stafff
2009-01-18 Przez drogi i bezdroża


Przez drogi i bezdroża jechała dzisiaj Sseeee.
Pola zasypane były znikającym śniegiem. Czasami po obu stronach drogi kiwały się delikatnie i jesiennie rdzawo kitki na długich łodyżkach, powbijane w ziemię i zaparkowane babo-jagowe miotły. Szosa była równa i biała od soli, a na niej były białe paski, od farby. Ogólnie było biało, ale bardziej na asfalcie, niż na okrążających Sseeee polach. Domy naokoło nudnawe, zostająca ciągle z tyłu szaro biała grafika. Blednące zmierzchem błękity dodawały otuchy. Drzewa były drzewiaste, a słupy przydrożne słupiaste. Droga szybkiego ruchu do Warszawy już prawie skończona, więc jazda przypominała poobiedni spacer.
Oto dni coraz krótsze, idzie wiosna. Napewno idzie, chociaż jeszcze tego nie widać, delikatnie przytupuje za horyzontem. O godzinie trzeciej po południu nie robi się już tak makabrycznie ciemno, jak miesiąc temu. Sseeee jechała spokojnie nie irytując się widokiem wystajacych zza krzaczków suszarek. Bo ich nie było. Od czasu do czasu jakiś nerwowy gość bardzo się spieszył. Poza tym wszyscy wyjechali na ferie. Drogi puste jakby specjalnie dla niej, bo w ten weekend wybrała się do szkoły swoim samochodem.
Sseeee wróciła i zaraz idzie spędzić wieczór sympatycznie i interpersonalnie. To jest jej wieczór, ma tyle piątek, że musi to koniecznie uczcić. I uczci, cokolwiek to znaczy. A jak wróci będzie znowu się uczyć. Albo spać. Bo lubi.
Nie da się ukryć, że ogólnie świat traktuje ją z życzliwościa, po przyjacielsku. I oby tak dalej.
Może się to przełoży w końcu na konkretną kasę? Nieśmiało marzy Sseeee.


2009-01-16 O motylich skrzydlach

Ponieważ blog jest o motylach, a Sseeee o tym zapomniała, zatem teraz będzie o motylach, co by nadrobić zaległości, potem bedzie o deszczu ... a na końcu może sie uda o motylach w deszczu....


Dwie pary skrzydeł motyla (klik)

Jak to możliwe, że przednia para skrzydeł w zupełności wystarcza motylom do utrzymania się powietrzu, a mimo to wydatkują one tak wiele energii na wytworzenie dwóch par tego niezwykle pięknego narządu lotu? Okazuje się, że ich rolą nie jest napędzanie zwierzęcia ani wytwaranie siły nośnej, lecz wykonywanie gwałtownych zwrotów podczas ucieczki przed drapieżnikami.

Aby uciec przed drapieżnikiem, nie musisz być szybki, za to musisz być nieprzewidywalny, tłumaczy prof. Tom Eisner, specjalista z zakresu ekologii i ewolucji pracujący dla Uniwersytetu Cornell. Badania przeprowadzone przez jego zespół sugerują, że ruchy tylnej pary skrzydeł motyli umożliwiają nagłą zmianę kierunku, która pozwala na uniknięcie ataku ze strony drapieżnika.

Swój eksperyment prof. Eisner przeprowadził wspólnie z Benjaminem Jantzenem, magistrem fizyki i doktorantem z zakresu filozofii nauki. Badanie miało dość nietypowy przebieg, bowiem wymagało... wycięcia tylnej pary skrzydeł.

Po wykonaniu amputacji następowała zasadnicza część testu, czyli obserwacja lotu zwierzęcia. Dokonywano tego za pomocą dwóch kamer sprzężonych z komputerem, który analizował uzyskany obraz i generował na jego podstawie dane m.in. na temat szybkości, przyśpieszenia oraz zmiany kierunku, do jakich był zdolny okaleczony motyl.

Testy wykazały, że brak tylnej pary skrzydeł nie wpływa na podstawowe cechy lotu, takie jak jego szybkość czy stabilność, lecz dramatycznie, bo aż o połowę, obniża zdolność do zmiany kierunków. Wszystko wskazuje więc na to, że tylne skrzydła działają podobnie do powierzchni sterowych spotykanych w samolotach. Ich rolą jest zaburzanie przepływu powietrza wokół skrzydeł i generowanie sił odpowiedzialnych za zmianę kierunku lotu.

To nie jedyna forma zabezpieczenia, w którą ewolucja "wyposażyła" te piękne owady. Motyle dzienne, na przykład, posiadają przeważnie jaskrawe ubarwienie, będące jednocześnie sygnałem ostrzegawczym i "błyskotką" utrudniającą dokładną analizę ruchów owada.

Wiele motyli posiada jeszcze jedną, bardzo przyziemną cechę: nieprzyjemny smak, zaś ich charakterystyczna budowa (tzn. ogromne skrzydła i niewielka reszta ciała) nadają motylom znikomą wartość energetyczną w porównaniu do rozmiarów ciała zwierzęcia. Sprawia to, że wiele drapieżników omija taki kąsek szerokim łukiem, wiedząc, że będzie miał niewielki pożytek ze swojej gonitwy.

O swoich badaniach nad defensywnymi taktykami motyli badacze poinformowali na łamach czasopisma Proceedings of the National Academy of Sciences.

Autor: Wojciech Grzeszkowiak

2009-01-15 spotkanie

Motto:
"Pieniądz jest bezwonny, ale się ulatnia" - Stanisław Jerzy Lec

Sseeee, delikatnie rzecz ujmując, rozgląda się często za jakąś malutką pracą. Rozgląda się nie za bardzo energicznie, ale cierpliwie; przegląda ogłoszenia; rozmawia z ludźmi.... życiowa artystka. Czasem coś jej tam wpadnie, a to sprzeda obrazek, a to jakieś zlecenie chapnie intratne. Jest wolnym człowiekiem i jest szczęśliwa. Ale czasem marzy o spokojnym i ciepłym uwięzieniu w kamieniołomach albo w czymś równie interesującym, za co jej zapłacą stałą i przewidywalną kwotę. Spokojnie przeznaczy ją na opłacenie tych beznadziejnych rachunków, naprawienie samochodu, oprawienie obrazów, kupno suszarki do włosów i wyjazd na plener....
Dlatego czasem zdarza się, że jakiś KTOŚ chce jej pomóc.

Ostatnio pewien KTOŚ pofatygował się do swojej znajomej Bardzo Ważnej Osoby. Bardzo Ważna Osoba 'zatelefoniła' do drugiej Bardzo Ważnej Osoby. Pojawiła się Obietnica. KTOŚ był dumny, że okazał się przydatny i może pomóc! Sseeee była wdzięczna i szczęśliwa jak różowy kosmos.
W ten oto sposób stała się posiadaczką Numeru Prywatnej Komórki do Pewnej Bardzo Ważnej Osoby, z którą miala się spotkać.  Raj był w zasięgu ręki.

Musiała dzwonić jedynie dwa razy. Spotkanie zostało umówione. Bardzo Ważna Osoba czekała.
Nie powiem, Sseeee była wręcz pewna, że będzie z tego praca... taka Bardzo Ważna Osoba (B.W.O.) to nie byle co! Tylko kiwnie małym paluszkiem i robota jak grzeczny piesek... tup tup... i jest. Nadzieja kwitła jak kwiatki na wiosnę, jak złoty sen, jak pruszący śnieżek, jak magnolie na obrazku... Wreszcie bezpieczne ukochane uwięzienie i codzienne pyrganie do pracy... na określoną godzinę, wreszcie się nie wyśpi.. oj.. jak bosko... A wieczorem wróci i padnie nie mając już na nic siły. Wizja po prostu mistyczna.
B.W.O. była bardzo miła, pogadała, uśmiechnęła się, porobiła dobre wrażenie i powiedziała, że ................ pracy nie ma (i nie miała ... i nie będzie miała ... i uśmiech ... i europa, kurcze, pełną gębą).

Kilka cennych rozmów na komórkę... tylko jeden tydzień przebywania w otchłani różowego kosmosu pełnego nadziei.... 40 minut jazdy autobusem, 15 minut czekania (w ramach aktywnego czekania, wizyta w niewykle obskurnym i muzealnym wręcz barze mlecznym i ryzykowna konsumpcja pasztecików barowych, Sseeee ostrzega ...), potem 30 minut rozmowy, uśmiechania się i melodyjnego brzdąkania, a jakże. B.W.O. się nudziła w swoim ślicznym gabineciku, więc... potem jeszcze 45 minut z powrotem i w ten sposób Sseeee przekarauliła ponad dwie godziny... Alleluja!
Powinna wystawić jakiś rachunek za zabawianie rozmową szanownej Bardzo Ważnej Osoby. Albo ją kopnąć przynajmniej na do widzenia, ale na to już Sseeee nie miała siły. Paszteciki działały. Tajna broń. Przygotowana w zaprzyjaźnionym barze.

I pomyśleć, że wystarczyłaby na to jedna krótka rozmowa telefoniczna....

Jedyne dobre w tym wszystkim jest to, że dalej jest wolna i ma swój standardowy ogromny wachlarz możliwości.
Wylegiwała się dzisiaj do 9.
:-)
NIGDY WIĘCEJ BARDZO WAŻNYCH OSÓB! PRECZ!

epilog:
‘Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta i zginie ostatnia ryba, odkryjemy, że nie można jeść pieniędzy…’

2009-01-14 Sseeee długo myślała, czy umieścić tu ten artykuł, aż się odważyła, bo myśli, że warto
Artyuł ten ma wybitną ogladalność na mojej ukochanej EIOBIE. Ma rekordową ilość wyświetleń i rekordową ilość dobrych ocen. Wydaje mi się, że nie tylko z uwagi na temat. Jest dobrze napisany. Prawi o rzeczach ważnych dowcipnie i lekko jak piórko, albo motylek. To nie tylko instrukszyn, to też niezła zabawa.
Umieszczam go tu w poczuciu dobrze spełnionego (prawie) codziennego rytuału. Drodzy Czytacze - czytajta i cieszta się:


Jak zrobić minetkę?

(klik)


Pragnę zapoznać Was teraz (ku przestrodze, oczywiście) z najohydniejszą praktyką seksualną na świecie, praktyką, która wedle skromnych szacunków WHO pochłonęła więcej istnień ludzkich niż pandemia hiszpanki. To straszliwe zboczenie, którym oddają się zepsute cywilizacje Zachodu, które walnie przyczyniło się do wzrostu liczby rozwodów, brutalizacji życia społecznego, napływu imigrantów, proliferacji broni atomowej, bezrobocia wśród absolwentów uczelni wyższych, suszy, wichur i powodzi.
Dlatego tekst ten proponuję naprawdę wyłącznie wyjątkowo psychicznie odpornym jednostkom, zaklinając je jednocześnie, aby nigdy przenigdy nie próbowały pod jakimkolwiek pozorem oddawać się tym szatańskim rytuałom!

Dalej niech wstępują jedynie śmiałkowie niespełna rozumu!

WSTĘP

Lizanie kobiecych genitalii to jedna z największych przyjemności, jakie sprawić można kobiecie. Czuje się wtedy kochana, ubóstwiana, atrakcyjna i przede wszystkim szczytuje przy tym niczym opętana. Wiele dam przedkłada owe pieszczoty nad „normalny” stosunek, a dla wielu jest to najkrótsza droga do orgazmu w towarzystwie mężczyzny. Twój penis może być najmniejszym stworzonkiem w całej Galaktyce, ale jeżeli potrafisz uczynić dobry użytek ze swoich ust i języka, to każda niewiasta będzie mieć Cię za wspaniałego kochanka. Tak, cunnilingus stanowi niezwykle istotny element miłosnego kunsztu. Ponadto dla wielu kobiet stanowi to dzisiaj standard – więc warto byłoby, abyś miał o tym chociaż najbledsze pojęcie.

Uwaga wstępna: wydaje się, że większość facetów cechuje mieszanina uwielbienia i odrazy w traktowaniu kobiecych genitaliów. Ci, których penisy nie mogą aż doczekać się, kiedy zagłębią się w szparkę, z niejaką niechęcią zniżają tam głowę. Na każdego amatora niewieścich soków, przypada jeden krzywiący się na samą o tym myśl. Kobiety doskonale zdają sobie z tego sprawę i tym samym blokują się psychicznie, niezdolne do odprężenia i czerpania czystej przyjemności z lizania ich intymnych części. A kobiet nie podnieca nic innego bardziej, niż świadomość, że są dla swojego kochanka przepyszne. Nie udawaj więc zawstydzonego; powiedz jej to. Kiedy mężczyzna wyciąga palce z kobiety i wciąga do nozdrzy ich zapach, oblizuje je i ssie, wzdychając niebiańsko, to wtedy ona nie ma już wątpliwości, że to jeden ze szczęśliwszych dni w jej życiu.

A cóż począć, kiedy okaże się, że Twoja słodka świnka wcale nie pachnie ani nie smakuje tak słodko? Nie ma absolutnie żadnego powodu, aby rozdzierać nad tym szaty (ani tym bardziej marudzić głośno). Weźcie wspólny prysznic, albo najlepiej kąpiel. Urządźcie sobie coś na kształt pełnocielesnego stosunku.
Namydl delikatnie jej podbrzusze, umyj ją pomiędzy płatkami jej sromu. Rozchyl je i z czułością obmyj jej łechtaczkę. Tylko nie przestawaj – to takie miłe!

Przesuń śliską od mydlin ręką wzdłuż rowka między jej pośladkami, a palcem pomasuj trochę okolice odbytu. Wsuń palec do środka – jeżeli chcesz pobawić się także jej tyłeczkiem, to go również odpowiednio przygotuj. Tylko nie wciskaj namydlonych paluchów do pochwy! Opłucz je ładnie i powolutku wsuń jeden lub dwa, wykonując okrężne ruchy. Rób to tak, jakbyś mył wąski kieliszek – kształt jest podobny. I co, fajnie było? Teraz możesz spokojnie wciskać język, gdzie Ci się tylko żywnie podoba...

I co teraz? Jesteście już w przytulnym mieszkanku, całujecie się namiętnie, a Wasze języki bawią się ze sobą niczym dwie psotne wydry. Twoje usta dobierają się do twardniejących brodawek, Twoja kochanka zaczyna głębiej oddychać, łonem pocierając o Twój brzuch... PRZESTAŃ! Wiem, robiło się już całkiem interesująco. Ale czy to naprawdę ona ocierała się i podskakiwała na Tobie, czy to Ty sam? Ja wolę być mocno rozochocona zanim mój facet zagłębi swój język w moje zakamarki. Obserwuj jej reakcje uważnie, całuj, liż i pieść ją z góry na dół, po brzuszku i udach, aż sama zacznie rzucać biodrami do przodu, serwując Tobie swoje łono. Jeżeli więc rzeczywiście sapie, dyszy i ociera się o Ciebie, to naprzód! Nie lubię, kiedy mężczyzna bez końca obcałowuje moje uda, podczas gdy łechtaczka moja aż drży niespokojnie.

POZYCJE

Jeżeli partnerka Twoja nieco obawia się tego, co zamierzasz z nią robić, to najlepiej rozpocząć w pozycji na wznak, może nawet półleżącej. Połóż się między jej nogami, zakładając je sobie na epolety. Możecie również spróbować pozycji na brzegu łóżka. Może również dosiąść Twej twarzy, ale przygotuj się wtedy na mnóstwo soku. Istnieje nieskończona ilość odmian pozycji nadających się do cunniligus, niektóre z nich bardziej akrobatyczne niż erotyczne, eksperymentujcie więc. No i jest jeszcze 69...

Soixante-neuf to jedna z moich ulubionych pozycji. Zaletą jej jest to, że obydwoje równocześnie doświadczać będziecie rozkoszy seksu oralnego. Usta odwrócone w stosunku do pochwy pasują do niej idealnie, a Twoje dłonie mają o wiele większe pole manewru. Wadą natomiast jest to, że to niezbyt wygodna pozycja do fellatio. Poza tym, 69 nie pozwala się w pełni skoncentrować na dawaniu przyjemności drugiej osobie. Nawet najbardziej doświadczonych „sześciesięciodziewiątkowiczom” zdarza się wyprzedzić partnera w drodze na szczyt. „Ooo, jak dobrze, rób tak jeszcze... aaaaaach!!!” – rozumiecie, o czym mówię? Wymagana jest do tego niezwykle silna wola.

Odmiany „sześćdziesiąt dziewięć” to mężczyzna-na-górze, kobieta-na-górze i oboje-na-boku. Te dwie ostatnie są najłatwiejsze, chociaż wygodniej dla obu jest spoczywać na boku. Niektóre kobiety wręcz przepadają za byciem lizanymi w pozycji na czworaka, więc jeżeli Twoja dama szaleje będąc na górze, to zapamiętaj to i wymyśl jeszcze jakieś inne sposoby zaspokajania jej językiem w tej pozycji. Ja wolę, kiedy to on jest na górze, lecz dla wielu pan to dość „dusząca” pozycja. Lecz takie ułożenie najlepiej nadaje się do głębokiego gardła. Tylko nie zapomnij o swoich obowiązkach!

No więc teraz stanąłeś twarzą w twarz przed tajemnym otworem, którym przyszedłeś na świat, i do którego zawsze pragniesz wracać... No to teraz trochę anatomii...

ŁECHTACZKA

Zanim przejdziemy dalej, parę słów poświęćmy łechtaczce, po łacinie clitoris.
Większość z Was pewnie wie, co to jest, ale tych co nie wiedzą informuję, że jest TO kobiecy organ seksualny – koniec definicji. Stosunek pochwowy, odbytniczy i jakikolwiek inny może być niezwykle zmysłowy, ale nie pobudzając, choćby pośrednio, łechtaczki pomijasz jej orgazmiczny spust, i pewnie między innymi dlatego zasiadłeś do lektury, prawda? Clitoris znajduje się tutaj, tuż nad zwieńczeniem obu warg mniejszych, to właśnie ten mały różowy guziczek. To właśnie tutaj, panowie, zaznaczcie najlepiej pisakiem. Prawie w każdym przypadku lizanie i ssanie warg sromowych czy ujścia pochwy będzie dość miłe, ale pamiętaj, że to tylko erotyczne łaskotki, a nie prawdziwe pobudzanie. Sama już nie zliczę moich kochanków, którzy byli święcie przekonani, że wpychając mi głęboko język w pochwę doprowadzą mnie do niechybnego orgazmu. Mylili się bardzo. Oczywiście przy odrobinie ręcznej stymulacji... Ale o tym później.

Kobiety różnią się znacznie pod względem upodobań do bezpośredniego pobudzania łechtaczki. jedne zapieją z zachwytu, jeśli mocno zassiesz ich odkryte guziczki, inne zawyją z bólu. Być może spotkasz dziewczynę, która w ogóle nie znosi bezpośredniego drażnienia łechtaczki, lecz i tak będziesz musiał pobudzać ją pośrednio, na przykład przez wargi sromowe.

CENNA UWAGA: Często to, co z początku wydaje się niemiłe, po krótkiej rozgrzewce może być całkiem przyjemne. W rzeczywistości kobiety muszą zostać trochę rozmiękczone przed przystąpieniem do bezpośredniego natarcia na bastion ich rozkoszy (to się nazywa ogniowe przygotowanie ataku – przyp. Sz.K.), lecz kiedy już to nastąpi to skoncentruj w tym miejscu cały swój wysiłek bojowy.

Nie należy się przy tym spieszyć, a zadawać pytania, zostawić (jeżeli jej to nie krępuje) włączone światło i badać, badać, badać. Ciało często mówi samo za siebie, co jest dla niego najlepsze, ale zapewniam, że Twoja ukochana doceni Twoje bezpośrednie pytania. Jeśli się wstydzi odpowiadać, to niech pokieruje Cię swoimi rękoma. A jeżeli zacznie ujeżdżać dziko Twą twarz i wzdychać charcząco, urywanie, to na miłość Boską, nie zmieniaj wtedy swoich zabiegów. Rób dokładnie to samo, co robiłeś.

OZÓR

Powtarzam jeszcze raz: nie ma takiej pieszczoty językiem, która byłaby niemiła, więc nic się nie bój! Wiem, że możesz mieć wątpliwości, ale zapewniam Cię, że wynosisz ją pod niebiosa. Każde lizanie i ssanie okolic pochwy, łechtaczki i odbytu jest wspaniałą sprawą, i prędzej pouczyłabym każdego kucharza, przyp. Sz.K.) aby ściśle przestrzegał receptury, niż kazała facetowi robić to za każdym razem tak samo. Ale przygotowałam coś dla uzależnionych od instrukcji i szkoleń:

- Przeciągaj językiem wzdłuż jej sromu, od ujścia pochwy po samą łechtaczkę. Niech język Twój będzie miękki, a żuchwa opadnięta. To dobre na początek.

- Przesuń językiem pomiędzy wargą wewnętrzną a zewnętrzną, jednocześnie przytrzymując je ustami. O to właśnie chodziło – teraz druga strona.

- Wyliż jej genitalia językiem – w te i we wte, i dookoła. To bardzo miłe uczucie. Nie cudowne, niesamowite, czy wstrząsające – po prostu miłe.

- Rozchyl jej płatki rękoma. A teraz usztywnionym językiem omiataj ją tu i tam. Zajrzyj wszędzie, ale zawsze powracaj do łechtaczki. Jedne niewiasty rozpłyną się z rozkoszy, inne nie będą mogły tego znieść. Niektóre wolą zawsze miękki język, więc zwróć uwagę na to, czy jej okrzyki to oznaki ekstazy, czy bólu.

Poniższych technik nie należy próbować z niedokładnie rozgrzaną partnerką (tj. taką która jeszcze nie odeszła od zmysłów). Wywołują one niezwykle intensywne doznania, które mogą okazać się zbyt trudne do zniesienia, nawet dla prawie szczytujących pań.

- Obnaż jej łechtaczkę i zassij ją szybko na chwilę do ust, po czym puść, tak jakbyś oblizywał palec z niewypieczonego ciasta. Uczucie jest niesamowite, szczególnie jeżeli zamierzasz potorturować swą wybrankę trochę.

- Umieść jej wzwiedzioną łechtaczkę w ustach i delikatnie (przynajmniej z początku) ssij ją, jednocześnie pobudzając językiem. Można to robić lekko, albo bardzo agresywnie i w połączeniu z penetracją palcami bardzo szybko wywoła niezwykle gwałtowny orgazm.

- Kolejna technika polega na zwinięciu języka w trąbkę. Jeżeli jeszcze tego nie opanowałeś, to nie męcz się – trzeba się z tym urodzić. Dla tych, co potrafią zwinąć ozór w rulonik – najlepiej działa to w pozycji 69, albo w innej odwróconej. Zwiń język w trąbkę dookoła łechtaczki. Pocieraj nim w górę i w dół, tak jakby ten mały penis miał pieścić jej językowy srom. To również przynosi wspaniałe rezultaty.

PALCE ROZSZERZALCE

Place bywają niezwykle pomocne przy cunnilingus. Wiele kobiet masturbując się przyciska palec lub palce do łechtaczki, czasem przez płatki, i gwałtownie pocierają nią dookoła lub z góry na dół. Ty też tak możesz, więc najlepiej spytaj Jej, jak masz to wykonać, albo najlepiej niech Ci sama pokaże. Nie będziesz mógł się nazwać dobrym kochankiem, jeżeli nie będziesz potrafił doprowadzić swojej kobiety do orgazmu rękoma. Biorąc ją od tyłu, czy rżnąc w pupę, czy w jakiejkolwiek innej pozycji wykluczającej jednoczesne ocieranie się Jej łonem o Twoje łono, zawsze powinieneś objąć ją i dosięgnąć dłonią jej łechtaczki. Wiem, że to dość kłopotliwe, ale postaraj się. Należy się tutaj drobna uwaga: niech Twoje palce będą dobrze nawilżone. Nie ma nic gorszego (i boleśniejszego zarazem) od suchych palców mocno pocierających łechtaczkę.

To oczywiście nie wszystko, na co stać Twoje palce. Bardzo podniecającą technikę stanowi rozchylenie warg jedną ręką i wyprostowanym palcem wskazującym drugiej ręki szybkie pocieranie wyeksponowanej tak łechtaczki. Samą tą techniką doprowadzić można dziewczynę na szczyt. A dodając do tego jeszcze język wysyła się ją prosto do nieba.

Umieszczanie palca lub palców w pochwie także jest przecudne. Można wykonywać nimi ruchy posuwisto-zwrotne (najlepiej dwoma lub trzeba głęboko wepchniętymi palcami), albo po prostu gmerać nimi w środku. Niezwykle intensywnych doznań dostarcza umieszczenie dwóch palców w pochwie w taki sposób, aby opuszki dotykały przedniej ściany kanały pochwy, miej więcej na środku, i szybkie pocieranie tego miejsca. W połączeniu ze ssaniem łechtaczki stanowi technika owa prawie niezawodny sposób na kobietę.
Doskonałym sposobem na rozpoczęcie ręcznego pobudzania jest wsunięcie palca lub dwóch do pochwy i objęcie dłonią wzgórka łonowego. Wsuwając i wysuwając palce wnętrzem dłoni masujesz całe jej łono. Palce potrafią również zdziałać cuda w ciasnych dupkach, ale to już inna historia...

STYMULACJA ANALNA

Wiadomości tu zawartych nie trzeba czytać. Jeżeli seks analny Cię nie kręci, nie podejmuj się go. Jeżeli będziesz to robić bez przekonania, to dziewczyna to wyczuje i gotowa jeszcze sobie pomyśleć, że nie podnieca Cię. Wcale nie będziesz kiepskim kochankiem, jeżeli nie będziesz współżyć analnie.
Czystość jest bardzo ważna. (pamiętasz jeszcze prysznic?) Zbierz palcem trochę jej miłosnych soków z cipki natrzyj nimi okolice odbytu. (Jeżeli partnerka Twoja nie jest dostatecznie mokra, to posłuż się śliną). Jeżeli tylko to was bierze, to nie ma sprawy – możecie na tym poprzestać. Lecz wydaje mi się, że większość kobiet lubi poczuć w tyłku palec podczas seksu oralnego, albo zwykłego pieprzenia. Musisz być niezwykle ostrożny, czasem nawet będziesz musiał unieruchomić swój paluch. Spróbuj nim trochę poruszać: w przód, w tył, dookoła. Kiedy zacznie jęczeć, to wiesz, że jesteś na właściwej drodze.

To miłe doznanie poczuć rytmiczne skurcze zwieracza dookoła palca w trakcie orgazmu, zarówno dla Ciebie jak i dla Niej. Zastanawiasz się pewnie, jak by to odczuwało się penisem – cóż, musisz kiedyś sprawdzić. Stosunek analny to raczej nie temat tego wątku, powiem tylko, że jeżeli kobiecie nie spodoba się palec, to na pewno nie polubi penisa w tym miejscu.

A lizanie odbytu – czemu nie? Tylko nie myśl sobie, że MUSISZ to zrobić, aby zadowolić swą kochankę. Ale jeżeli sam pomysł Cię bierze, to w porządku. Wcale nie trzeba wciskać głęboko języka w odbyt, aby podrażnić miłośnie to miejsce.

Wódź językiem dookoła, z góry na dół, sam wiesz, o co chodzi...

Uwaga natury higienicznej: kiedy wyjmiesz już palec (albo penis) z jej cudnego tyłka, to nawet nie myśl o włożeniu go w jakikolwiek inny otworek. Nie ryzykuj niepotrzebnie kłopotliwych zakażeń.

MIESIĄCZKA

Nie spotkałam zbyt wielu kolegów, którym zupełnie nie przeszkadzałoby lizanie kobiety podczas okresu. Ale paru to lubi. Większość kobiet najbardziej rozochocona jest na kilka dni, a czasem nawet w trakcie menstruacji. Powinieneś więc wiedzieć, jak zadowolić krwawiącą białogłowę, albo penisem, albo rękoma, albo językiem. Jeżeli krew Ci nie przeszkadza, to naprzód. Zupełnie niczym to nie grozi. Możesz poprosić ją, aby założyła tampon. (Dobrze przecież wiesz, że nie musisz zbliżać się w ogóle do pochwy, aby doprowadzić kobietę na szczyt). Albo rozłóż kilka starych ręczników, wyłącz światło i jazda!

CU ZAMEN DO KUPY

Moim zdaniem najważniejsza jest różnorodność pieszczot. Kiedyś jakiś zawodnik nadesłał artykuł stanowiący mapę z wykreśloną trasą całowania i lizania (najpierw tu, potem tam, następnie siam...) Lepiej działać z zaskoczenia; raz agresywnie, niczym wygłodniały wilk; a czasem na kompletnego leniucha. Do zabawy możesz zatrudnić nawet swój nos, czy podbródek. Zaczynaj powoli, niech Twoja kochanka sama ustali tempo. Szorstkość i nieporadność to największe „psuje”. W miarę narastającego podniecenia skupiaj coraz większą uwagę na łechtaczce. Kiedy już trzy oddechy dzielą ją od orgazmu, to odsuwając od niej język i usta mordujesz ją niemiłosiernie. Jeżeli zależy Tobie na takich słodkich torturach, to w porządku, chciałem tylko, żebyś wiedział, co czynisz. Lecz zawsze należy być w miarę delikatnym wobec jej guziczka. Kąsanie i gryzienie jest cudowne w wielu miejscach, jednak tam znajduje się centrum czułości.

Jeżeli zaś chodzi o przedłużanie męczarni... To według mnie świetna zabawa. Doprowadź swą nałożnicę na skraj orgazmu i zaniechaj pieszczot! Nie jest to łatwe, jeżeli nie znasz dobrze jej reakcji. Niech Ci więc pomoże. Poproś ją, żeby chwyciła cię za głowę i powstrzymała na chwilę przed szczytem. Odsapnij trochę. Liźnij łechtaczkę lekko, podmuchaj na nią troszkę. Twoja pani wić się będzie i miotać niczym konająca. Popalcuj ją dogłębnie, wczuj się w jej słodkie umieranie, i w końcu zmiłuj się nad nią. Dokończ ją!

OOOOOOOOOOOOOOCHHHHHHHHH!!!!!! (czyli MAM ORGAZM!!!)

Dobra, zaraz cię udusi, tak mocno przycisnęła się do Twojej twarzy; wrzeszczy i rzuca się na łóżku jak opętana; czujesz jak pochwa kurczy się rytmicznie – jak długo jeszcze masz ją pieścić??? Odpowiedź jest prosta – aż poprosi Cię, byś przestał. Niektóre chcą lądować już po pięciu sekundach od startu, a inne fruwać będą z jednej orgazmicznej chmury na drugą. Wynurz głowę i nabierz powietrza, lecz pamiętaj, jej krzywa podniecenia nie opada tak gwałtownie, jak Twoja. Rozegraj to ostrożnie.

Ile razy należy dać jej orgazm? Niektóre dziewczyny są w pełni usatysfakcjonowane jednym. Wiele z nich pragnie powtórki, ale po chociaż pięciominutowej przerwie. Wiele dam jest na tyle przewrażliwionych bezpośrednio po orgazmie, że mogą nawet brutalnie oderwać od siebie Twoją głowę. Nie oznacza to oczywiście, że mają Ciebie dosyć, tylko że chcą chwilkę odsapnąć. Większość kobiet jest przecież z natury zdolna do przeżywania uniesień wielokrotnych, jednak w pewnych czasowych odstępach. Jedynie niewielki odsetek niewiast jest w stanie przeżywać niekończące się serie orgazmów, jeden z drugim. Wiem, że niełatwo jest stwierdzić, czy kochanka Twoja ma już dosyć, czy nie. Po prostu spytaj ją.

JEZUSKU SŁODKI ALE BOSKO TYLKO WCIĄŻ NIE MOGĘ DOJŚĆ

Zdarza się to czasem nam wszystkim – rozkojarzenie, zawstydzenie, niepokój – po prostu niemożność rozwinięcia skrzydeł. I cóż wtedy począć? Pytanie pierwsze:

czy ona sama potrafi się łatwo samodzielnie doprowadzić do orgazmu. Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”: to powinna trochę nad tym przysiąść. Są dwie książki poświęcone temu tematowi: For Yourself: The Fulfillment of Female Sexuality Lonnie Barbach, oraz Sex for One: The Joy of Selfloving Betty Dodson. Niech przeczyta, przestudiuje i przećwiczy!
A jeżeli Twoja partnerka jest orgazmiczna, to zapytaj jej wprost: "To co mam zmienić?" Wiele kobiet woli nie krytykować swoich kochanków, ale jeżeli zada im się konkretne pytanie, to zaskoczą niejednego jasną i prostą odpowiedzią.
Problem może być czysto mechaniczny: trochę bardziej w prawo, nie tak mocno, trochę mocniej i szybciej. Och... teraz dobrze!
No, ale co kiedy wszystko przebiega jak z płatka, a ona wciąż nie może dojść. Są możliwe dwie przyczyny takiego stanu rzeczy: samoświadomość i/lub niska samoocena. Kobietom nie mogących znieść własnego widoku najlepiej stworzyć takie warunki, które odwróciłyby ich uwagę od samych siebie. Wymontuj lustro z sufitu. Przygaś światło, albo wyłącz je zupełnie. Zapuść jakąś muzę. Nalej jej odrobinę wina. (Odrobinę! Spijając ją wcale jej nie pomożesz!) Ułóż ją wygodnie na łóżku, podeprzyj poduchami. W takiej sytuacji lepiej nie sadzać jej sobie na twarzy, ani uciekać się do jakiś wymyślniejszych pozycji. Poświęć jej dużo czasu i bądź cierpliwy. Zapomnij o wszystkim, co pisałam o zadawaniu pytań w trakcie – zamknij po prostu oczy i zabierz się do niej. To może być trudne i wyczerpujące zadanie, ale za każdym następnym razem będzie Wam łatwiej. Jeżeli to nie pomoże, to spróbujcie wspólnej masturbacji. Stopniowo do Jej własnych pieszczot dodawaj swoje, najlepiej na chwilę przed orgazmem. Po jakimś czasie całkowicie przejmiesz pałeczkę.

Powyższe metody mogą sprawdzić się w przypadku kobiet czujących odrazę przed własnymi genitaliami. Muszę coś tutaj jeszcze dodać. Jestem wstrząśnięty faktem, jak wiele kobiet żywi wobec własnych cipek ambiwalentne uczucia. Nie kochają tej części siebie i nie wierzą, że Ty mógłbyś ją kochać. Owszem, pielęgnują ją, ale sprowadza się to do codziennego starannego prysznica. Nie oznacza to oczywiście gorączkowych zabiegów mających na celu pozbycie się tego ohydnego zapachu i smaku. Naturalny aromat i wydzieliny ciała zdrowej kobiety są piękne i zmysłowe. Chyba się ze mną zgodzicie (Jeżeli nie, to MUSISZ wyrobić sobie czym prędzej taki pogląd). Kiedy Twa dama nauczy się kochać swoją szparkę, nie będzie miała żadnych problemów z akceptacją Twojej ku niej miłości.


2009-01-13 Igloo

Dzisiaj Sseeee spała w igloo,  albo ... na Dworcu Centralnym w Warszawie na peronie. W igloo podobno są plusowe temperatury. Sseeee spała w minusowych.
Kładąc się spać stwierdziła, że jest nieco duszno. Otworzyła na chwilkę drzwi balkonowe. Po czym zasnęła kamiennym snem spracowanego motylka. Śniły jej się tajemnicze i wyjątkowo zimne krainy. Otulała się przez sen z każdej strony kołdrą 10 razy dziwiąc się przez sen, że tak zimno. W końcu obudziła się ze zdrętwiałym z zimna pyszczkiem i z lodowatym nosem.
I bardzo się zdziwiła, że drzwi są otwarte. Wiało od nich palącym zimnem.
W ten sposób nie musi już jechać na Alaskę ani zdobywać Tybetańskich szczytów. W kwestii spania na mrozie oczywiście, wie, była, ma chrypkę i dziwnie się czuje.
Powietrze w pokoju jest uroczo czyste i jeszcze teraz ma wspaniały mroźny zapach.
Ponieważ świat na zewnątrz znowu zrobił się blado niebieski i zamarznięty do kości, zaraz wyskoczy pobiegać z pieskami i sprawdzić czy wszystko jest okej.


Przeczytane w necie:


Słyszałem w radiu, że jutro ma być 2 razy zimniej niż dzisiaj. Nie mogę się już doczekać, co z tego wyniknie. Dziś jest 0 stopni...

***

Zima, przed klatką mężczyzna solą z wiadra posypuje chodnik. Podchodzi koleś i pyta:
- Panie, co pan robisz?
Chwila zastanowienia.
- Zabezpieczam teren - odpowiada mężczyzna z wiadrem.
- Przed czym?!
- Przed tygrysami.
- Przed tygrysami?Ale tu nie ma tygrysów!
- No, bo sypię

***

- Stary, Ty wiesz że Eskimosi mają ponad sto słów na określenie śniegu?
- Eee, ja to mam nawet więcej, jak rano śpiesząc się do pracy samochód odśnieżam

 
***

+30°C   Polacy śpią bez żadnego nakrycia. Amerykanie zakładają swetry. Mieszkańcy Miami włączają ogrzewanie.
+10°C   Mieszkancy domow komunalnych w Helsinkach zamykaja okna. Lapończycy (nie mylic z Japonczykami!) sadzą kwiatki w oknach.
+5°C   Lapończycy opalają się na balkonie, jeżeli słonce jest jeszcze nad horyzontem...
+2°C   Włoskie samochody nie zapalają.
0°C    Woda zamarza.
-1°C   Oddech staje się widoczny. Czas zaplanować urlop nad morzem śródziemnym. Lapończycy jedzą lody popijajac zimnym piwem.
-4°C   Kot wchodzi pod kołdrę.
-10°C   Czas zaplanować urlop w Afryce.. Lapończycy idą popływać.
-12°C   Zbyt zimno na śnieg.
-15°C   Amerykańskie auta nie zapalają.
-18°C   Wlaściciele domów w Helsinkach włączają ogrzewanie.
-20°C   Oddech staje się słyszalny.
-22°C   Francuskie auta nie zapalają. Za zimno na jazdę na łyżwach.
-23°C   Politycy zaczynają współczuć bezdomnym.
-24°C   Niemieckie auta nie zapalają.
-26°C   Z oddechu uzyskuje się materiał na budowę iglo...
-29°C   Kot wchodzi pod pidżamę.
-30°C   Japońskie auta nie zapalają. Lapończyk klnie, kopie w koło swojej Toyoty i zapala Ładę.
-31°C   Za zimno na pocalunki - usta przymarzają do siebie. Lapońska druzyna narodowa zaczyna przygotowania do sezonu wiosennego.
-35°C   Czas zaplanować dwutygodniową kapiel w gorących źródłach. Lapończycy odśnieżają dachy.
-39°C   Rtęć zamarza. Za zimno by myśleć. Lapończycy zapinają ostatni guzik w koszuli.
-40°C   Niemiec bierze samochod pod kołdrę. Lapończycy ubierają swetry.
-45°C   Lapończycy zamykają okienko w wychodku.
-50°C   Lwy morskie opuszczaja Grenlandie. Lapończycy zamieniają rękawiczki z pięcioma palcami na jednopalcowe.
-70°C   Niedzwiedzie polarne opuszczają biegun. Na uniwersytecie w Rovaniemi organizuje się bieg długodystansowy.
-75°C   Św. Mikołaj opuszcza krąg polarny. Lapończycy opuszczają nauszniki z czapek na uszy.
-250°C   Alkohol zamarza. Lapończycy są wkurzeni.
-268°C   Hel staje się plynny.
-270°C   Piekło zamarza.
-273,15°C   Zero absolutne. Brak ruchu cząstek elementarnych... Lapończycy przyznają: "Tak, jest nieco chłodno, rozłupmy se flaszeczkę na rozgrzanie..."


2009-01-12 Fascynacje Sseeee - Tuwim

"Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali"

Apsztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)

I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że "szumią jodły w Tel-Avivie",
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!...

Napisał ponadczasowy, uniwersalny, niedościgły:
Julian Tuwim


2009-01-11 wiersz... z pod poduszki

Zbudziwszy się rano, Sseeee ze zdumieniem stwierdza, że jeden koniec poduszki ma za niską temperaturę. Powinien być ciepły, tak około 36,7 stopni... a ma 20 kilka. Druga część poduszki, ta bliższa, jest okej. Kołdra zdecydowanie za duża. Cały kawał kołdrzy się nieopodal tworząc malownicze kołdrzane krajobrazy.
Nagle z pod poduszki dobiega do jej uszu zduszony szept. Natarczywy, jak refren. Biega po głowie i obija się o ściany w pustce między uszami. O tej porze Sseeee na ogół ma pusto w głowie.
W związku z noworocznym postanowieniem zajęcia się tematem miłości, Sseeee szybciutko zapisała bełkotliwe i ciche, ledwo dobiegające do uszu, słowa. Mamroty. To było bardzo ciche, jakby ktoś szeptał do ucha komuś, porannie i miłośnie...

Ilorazku mój tycieńki
Mój maleńki
Krzaczku
Maczku
Czterolistna koniczyno
Ilorazku
Iloczynku
I rozmnóżko
Samiuteńki
Gdzieś daleko
Pijesz wino?
Ręką szukam
Nieporadnie
Może nagle
Niespodzianie
Z nieba spadniesz?
Nie ma cię tu
Kiedy trzeba
Gdy dotykam
O poranku
Przekreślony czarną kreską
Błękit nieba


I zatytułowała wierszyk: TĘSKNOTA.


A teraz będzie muzyka.. klik


2009-01-10 Prawdziwa sztuka rodzi się z protestu, a nie z afirmacji - uwaga - bardzo długie, tylko dla cierpliwych, a na końcu nagroda


Wojciech Młynarski: - W co się bawimy (KLIK)

z WOJCIECHEM MŁYNARSKIM rozmawia Marek Różycki Jr
...

- Był Pan objawieniem lat 1962-1968, cudownym dzieckiem polskiej piosenki, która - w Pana tekstach i wykonaniu - potrafiła być interwencyjna, drapieżna, społeczna, nieskłamana, polska i swojska. Niedawno obchodził Pan 40 lat swojej pracy artystycznej. Co robi Pan, by żyć w zgodzie z własnym sumieniem - sumieniem twórcy ?
- Nie byłem cudownym dzieckiem. Debiutowałem dość prawidłowo, po studiach na polonistyce, kiedy miałem już 23 lata. Długo jeszcze mogłem pozostać przy teatrzyku "HYBRYDY", podobnie jak moi koledzy - Janek Pietrzak, Jonasz Kofta czy Jan Kreczmar. To raczej oni korzystali z cenzusu "cudownych dzieci", a przynajmniej - "cudownych studentów", którymi już dawno nie byli. Ja postanowiłem uprawiać działalność czysto profesjonalną - pisać teksty i wykonywać je na zawodowej estradzie. Działo się to z różnym skutkiem, niektórzy nawet odradzali mi śpiewanie, sugerując, bym zajął się wyłącznie pisaniem tekstów. Wybrałem formę dosyć komunikatywną, jaką jest słowo śpiewane, piosenka - czyli forma skrótowa, w której trzeba się posługiwać sformułowaniami sloganowymi, aforyzmami i w tych utworach starałem się definiować mój stosunek do świata.

- Wracając jednak do sprawy sumienia twórcy.

- Czy pisząc przez te blisko 45 lat zachowałem tożsamość, czy mam czyste sumienie?... Strasznie ciężko jest to sformułować - niech to robią za mnie inni. To jest tak: coś się w kraju dzieje, następują przeobrażenia, zmieniają się jakieś konfiguracje, gabinety itp. - a tutaj jest facet, który na bieżąco stara się formułować swój stosunek do rzeczywistości.
Ludzie obserwują go i mówią: albo pan jesteś chorągiewką na wietrze, albo robisz swoje, niezależnie skąd wiatr wieje. Trudno jest mi w języku dyskursywnym formułować jakieś programy, założenia, bo wypowiadam się poprzez to, co piszę, często nie wprost, w sposób dość przewrotny. I niech sobie szanowny słuchacz łaskawie sądzi i ocenia - czy te wypowiedzi są dowodem spokoju, czy niepokoju mojego sumienia.

- Wszystko zaczęło się od piosenki "Niedziela na Głównym" w 1963 roku. Dlaczego obrał Pan sobie za mistrzów - Mariana Hemara, Juliana Tuwima i Jeremiego Przyborę ?

- W dziedzinie, którą staram się uprawiać, trzeba mieć jakichś mistrzów. To jest jakby zależność cechowa: musi być mistrz, czeladnik i terminator. Trzeba się od kogoś uczyć i na kimś wzorować. Uważam, że sprawą podstawową i zasadniczą w tym, co się robi, jest perfekcja warsztatowa. Akurat ci autorzy, których pan wymienił, są rzeczywiście perfekcjonistami. Zmienia się epoka, zmienia się styl, słownictwo - pozostaje jednak coś takiego, trudnego być może do zdefiniowania, ale istniejącego, konkretnego, jak umiejętność posługiwania się formą. Tę umiejętność posiedli oni w stopniu ogromnie wysokim.
I ja w podobny sposób patrzę na to, co robię, mam podobny temperament i dlatego właśnie staram się ich naśladować; przy oczywistej zmianie obyczajów, słownictwa, często zmianie celów i całej otoczki, w jakiej dany utwór się pisze.

- Prawdziwa sztuka rodzi się z protestu, a nie z afirmacji. Wańkowicz zauważył, że pisarz, artysta, ma prawo do pasji, choćby niesłusznych - spełnia rolę pożyteczną, prowokując reakcje. Na jakiej reakcji Panu szczególnie zależy ?

- Szczególnie zależy mi na tym, by odbiorca zechciał przez chwilę zastanowić się, zadumać, pomyśleć. Później może się nie zgodzić, mało tego - może poczuć się zirytowany czy zdenerwowany, ale żeby przez moment zechciał zatrzymać uwagę na tym, co ja chciałem mu przekazać. Jest to być może program minimum, ale mnie to satysfakcjonuje. Kiedy czytelnik bierze do ręki książkę, esej, felieton i zaczyna czytać, i studiować słowo pisane - dokonuje tym samym "aktu współpracy" z autorem, podejmuje trud poznania, przyjmując ofertę, propozycję. Ja mam sytuację trudniejszą - jestem słuchany. Oczywiście, moje teksty zostały wydane, wyszły dwa tomiki i nawet dobrze się rozeszły - co świadczy, że ludzie wykazali nimi jakieś zainteresowanie. Ale ten właściwy akt, ta relacja nadawczo-odbiorcza ma miejsce wówczas, gdy ja śpiewam, a ktoś mnie słucha. W tym przypadku wywód myśli musi być absolutnie klarowny i jasny, bo jeżeli słuchacz choć przez sekundę zastanowi się, co było w poprzedniej zwrotce - ja śpiewam już kolejną. i w ten sposób nigdy się nie zejdziemy, nie spotkamy. Tak więc zależy mi na maksymalnym skupieniu, natężeniu słuchacza. Pochlebiam sobie, że na recitalach - z reguły kameralnych - gdzie przychodzi pewna wyrobiona już grupa publiczności - to skupienie uwagi istnieje.

- Nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że obserwuje się zjawisko coraz większej pauperyzacji publiczności, obniżenie jej wymagań intelektualnych i poziomu estetycznego. Chyba trudno twórcy Pańskiego pokroju o kontakt z publicznością na poziomie wyższym od potocznego?

- To jest pytanie, na które nie można dać całkowicie jednoznacznej odpowiedzi. Zacząłbym od sprawy tak prozaicznej, jak cena biletu. Pan sobie zdaje sprawę, że w tej chwili cena biletu na imprezę typu maraton kabaretowy czy nawet recital - waha się od 100 do 180 zł! Wedle mego mniemania ta najlepsza publiczność wtedy nie przychodzi. Po prostu jej na to nie stać. Najlepsza publiczność to młoda inteligencja - tuż po studiach, często bezrobotni studenci-absolwenci czy też ludzie starsi, wegetujący na żenujących emeryturach. Kolejna sprawa: rejestruje taką prawidłowość, że nasz kabaret - co jest zjawiskiem przykrym - zdominowany został prawie wyłącznie przez autorów wykonujących swoje utwory. Coraz mniej jest aktorów kabaretowych z prawdziwego zdarzenia. Występujący zaś autorzy robią dziwne założenie, że publiczność jest mało inteligentna. A robiąc to założenie - bardzo często schlebiają coraz niższym gustom publiczności. Powodzenie zaś mierzą natężeniem rechotu na sali, długością oklasków.

- Znam to z autopsji.

- Przecież można także zaprezentować interesujący, ważny utwór o wysokiej próbie artystycznej, który przejdzie prawie że bez braw i aplauzów. Ale jeżeli jest ważny, istotny - gdzieś tam do świadomości tych ludzi dotrze. To jest zjawisko prawdziwe i trudno jest mi coś więcej na ten temat powiedzieć. Ja akurat może jestem trochę zdemoralizowany pod tym względem, dlatego że przez wiele lat występowałem na Małej Scenie Teatru Ateneum, gdzie przychodzi doskonała publiczność, tak zwana publiczność teatralna. Jestem zdania, że publiczność dobra, chłonna, kojarząca, jest cały czas. Ona wciąż czeka na interesujące, wartościowe propozycje. W kabarecie musi być prowadzona pewnego rodzaju gra - pomiędzy nadawcą i odbiorcą. I właśnie ta publiczność skłonna jest podjąć tę grę. Z chwilą, gdy słychać na mieście, że gdzieś jest coś ambitnego, że ta rzeczywistość kreowana w kabarecie jest cokolwiek bardziej subtelna, apeluje do inteligencji, oczytania i wyrafinowanego poczucia humoru - to ci ludzie odnajdują się natychmiast, dowiadują się "pantoflową pocztą" i tłumnie schodzą się na przedstawienie.

- Nie miał Pan koszmarnego snu, że - dajmy na to - w piątym etapie "transformacji ustrojowej" troska i pogoń za lepszym usytuowaniem ekonomicznym, obniży oczekiwania intelektualne odbiorcy do poziomu konsumenta kotleta schabowego w knajpie n-tej kategorii. Ja już boję się włączać telewizor, gdy emitują dość szeroko pojmowane "programy rozrywkowe" !!!
- Wierzę w podstawowe prawo funkcjonowania kultury, w prawo ciągłości. W kulturze nie robimy przerwy w oddychaniu, mimo wszystko następuje kontynuacja dorobku pokoleń i wciąż coś z czegoś wyrasta. Tak samo jest ze wspólnotą poczucia humoru i z autentycznymi potrzebami - między innymi w takim fragmencie życia kulturalnego, jakim jest kabaret czy w ogóle rozrywka.

- Jest Pan Woody Allenem polskiej kultury. Jest Pan twórcą dość elitarnym, rzekłbym nawet - trudnym, którego twórczość często rozmija się z oczekiwaniami tak zwanego "masowego odbiorcy".

- Ja tę świadomość mam. Kiedy startowałem, formuła, którą proponowałem, była początkowo akceptowana z wielkimi oporami. Przebijałem się dość długo, bowiem jedna czy druga nagroda na Festiwalu w Opolu jeszcze o niczym nie świadczy. Opole jest raz do roku, a potem jest tak zwana szara rzeczywistość estrady zawodowej, w której człowiek musi się odnaleźć. A więc walka o wyrobienie sobie nazwiska, jakiejś marki, zdobycie swojego widza-fana, który później mnie rozpoznaje, identyfikuje, słucha, oczekuje i na mnie liczy. Ten proces przebiegał dość długo, aż wreszcie pewna poetyka, formuła twórczości - zaczęła się trochę upowszechniać. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to "produkt masowy", bo masowym być nie może. Oczywiście, w tym co piszę, w piosence, utrafiłem także w gusta masowe - myślę tu dla przykładu o utworach "Ach, co to był za ślub" czy choćby "O życie, kocham cię nad życie". Właśnie w tym celu je pisałem, żeby trafiły do masowego odbiorcy i stały się popularne.

- Jest Pan obsesyjnym wręcz profesjonalistą - jak zatem odnajduje się Pan w naszej rozmemłanej rzeczywistości? Czy wynika to z Pana statusu twórcy, który w swej pracy nie musi korzystać z "pomocy" rozmaitych kooperantów?...
- Uważam, że tekst w kabarecie powinien być napisany w sposób "wytworny". Identyfikuję się z opinią, że sztuka to jest ostatnia dziedzina, w której zachowują się pewne hierarchie natury arystokratycznej. Tam jest miejsce - schronienie ?... - dla ostatnich arystokratów - Ducha, Intelektu, Słowa. Na przykład za takiego arystokratę słowa zawsze uważałem Mariana Hemara, który umiał właśnie pisać w sposób wytworny. I teraz problem: jak to robić, jak pracować, pisać, jak normalnie funkcjonować w tak totalnie zdezintegrowanej rzeczywistości, jak nasza? Kiedy wszystko porozbijane jest na najdrobniejsze atomy i atomiki, kiedy umysły ludzi zaprząta jedynie gonitwa za pracą, zarobkiem, utrzymaniem się na powierzchni życia, nie utopieniem się. Obłęd w oczach, nerwy na wierzchu, brak czasu, brak pieniędzy na godną egzystencję! Zanikły takie formy życia towarzyskiego, kulturalnego, jak spotkania, forma konwersacji - dla samej przyjemności rozmowy. Nastąpiło zdziczenie, całkowity upadek obyczajów. Jestem za tym, żeby, na ile to możliwe, na swoim własnym poletku, wokół siebie - próbować kontynuować tradycję, którą wyniosło się z domu, ze środowiska. Odnaleźć trochę czasu dla spraw ponad przyziemnej egzystencji biologicznej. Wracając jeszcze do kwestii profesjonalizmu - nie można przesadzać w tym zmierzaniu ku doskonałości. Jest taki moment, kiedy zaczyna się gonić w piętkę i wówczas ratunek można znaleźć u autorytetów. Znam kilku takich ludzi, których poważam i cenię, do których zwracam się z prośbą o radę, ocenę, pomoc. Właśnie tym autorytetom bezgranicznie ufam.

- . jest Pan wrogiem grubej dosadności, miłośnikiem podtekstu, nieoczekiwanej pointy i potęgi rozumu.

- Stoję zawsze na stanowisku, że jeżeli można coś zrobić - to robić, choćby cokolwiek! Najłatwiej jest narzekać, moja zaś dewiza głosi: róbmy swoje!

- Twórczość Pana to bardziej fakt socjologiczny niż artystyczny: ostry dowcip, humor ośmieszający wady i przywary ludzkie, sposoby postępowania, poglądy, obyczajowość, stosunki społeczne i polityczne. Do tej pory prowokował Pan i wytaczał bliźnim proces. myślowy. Zamierza Pan jeszcze zmieniać świat, naprawiać ludzi?

- To jest, niestety, niemożliwe. Dawno temu, na samym początku, kiedy zaczynałem pisać - wydawało mi się, że za pośrednictwem twórczości, atakując czyjeś szare komórki, można uczynić ludzi lepszymi i przeobrazić świat. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wpływ sztuki na ludzką świadomość nie jest zbyt wielki, ale. jest. To taka praca, która musi mieć - jak wszystko, co w życiu robimy - perspektywę. Moja perspektywa jest dożywotnia. Jak długo będę żył, dopóki mi będą służyły szare komórki - będę się upominał o zdrowy rozsądek i o proste, podstawowe prawa tak zwanego zwyczajnego człowieka. Mam na uwadze, by tym co piszę, do niego dotrzeć, z nim się porozumieć. Z tego, co stwierdza medycyna, uruchamiamy bardzo niewielką część mózgu, w związku z czym jest jeszcze wiele tych komórek do wynajęcia. Starałem się zawsze w tej mojej drobnej formie piosenkarskiej - na każdym etapie - formułować to, co podpowiada mi zdrowy rozsądek. U zarania lat siedemdziesiątych próbowałem pokazać, że obrazek jest inny, a klocki troszkę inne. W okresie posierpniowych euforii napisałem kilka tekstów gloryfikujących zdrowy rozsądek i refleksję nad tym, co nas wszystkich otacza.
W dobie specyficznej polskiej demokracji - również staram się skłonić do zastanowienia się, do zadumy nad - niestety - bardzo ułomną naturą ludzką. Aby BYĆ, a nie tylko CHCIEĆ i MIEĆ. za wszelką cenę i "po trupach" bliźnich. Aby realne życie nie było dla rodaków smutno-tragicznym kabaretem, do którego skecze, monologi i cały scenariusz piszą nieudolne, skorumpowane władze.

- . bo polska demokracja, to jest wybór przez niekompetentną większość - skorumpowanej mniejszości !

- .po prostu, jeżeli uczyniło się kiedyś pewne założenia - trzeba przy nich trwać i może to jest właśnie owo sumienie.

- Proszę o przykład.

- Jedno z takich podstawowych założeń: w tym kraju jest moje miejsce, ja tutaj mieszkam, stąd się nie ruszę, mam świadomość, że tutaj wzrosłem i tu tkwią moje korzenie. Pomimo to, że dzieją się wokół mnie najróżniejsze rzeczy - ja tutaj będę trwał. To są moje korty, mimo że na różne godziny wynajmują je różni faceci. Być może to jest truizm. To jednak niesamowite, że facet, który pisze rzeczy względnie zgrabnie sformułowane, kąśliwe, żartobliwe, przyparty do muru: "ale co ma pan naprawdę na myśli, jak tam jest z tym pana sumieniem." - zaczyna się plątać w zeznaniach. To jest nawet częste zjawisko.

- .i od razu sprawa robi się podejrzana. Pewnie ktoś zaraz by zechciał zajrzeć do Pana teczki. Właśnie, miernota ma zawsze na podorędziu zasób dyżurnych sloganów, tryska świetnym samopoczuciem i zwykle szybciej i skuteczniej potrafi się przebić. Dlaczego?!

- Tych wielkich spraw i wielkich słów - tak już strasznie nadużyto i tak sobie nimi wielokrotnie wycierano gębę w najróżniejszych kontekstach, że człowiek często może by nawet chciał użyć jakiegoś takiego sformułowania bardziej okrągłego i górnolotnego, ale go po prostu odrzuca.

- Współpracując z Teatrem Ateneum - grał Pan tam swój słynny recital i zrealizował spektakle na dwóch scenach: "Brela" - na Scenie 61 i "Hemara" na Scenie na Dole. Dokonał Pan przekładów Brela, Brassensa, Aznavoura, Leo Ferre, Buscalione, Okudżawy, Wysockiego. Jak Pan sądzi - dlaczego obecnie brakuje w Polsce dobrych tekściarzy-rzemieślników?
- Cała nasza fonografia i radio zarzucone są i zaśmiecone byle jakimi tekstami, ponieważ nie działają żadne komisje weryfikujące tę "radosną" twórczość. Przed laty złe teksty były po prostu odrzucane. Ja sam wykonywałem tego typu niewdzięczną pracę, trzydzieści pięć lat temu pomagając prowadzić Agnieszce Osieckiej radiowe studio piosenki. Obecnie byle jak napisany tekst piosenki jest natychmiast przyjęty. Nie mówię już o muzyce rockowej, bo to nie moja działka. Od tego są fachowcy, którzy uczenie dywagują na temat tej "twórczości".
Ja drżę, gdy dotrą do mnie jakieś strzępki tekstów, które są tam wykrzykiwane. Ale właśnie ludzie biegli w tym przedmiocie dowodzą, że im prymitywniej napisany tekst - tym lepszy. A poza tym "rock jest faktem i proszę się od niego odczepić". Tak więc odczepiłem się od tej muzyki. Natomiast jeśli chodzi o piosenkę - mogę powiedzieć, że podejmuję się ocenić i pokazać, dlaczego dany tekst nie jest dobrze napisany i bądź go zdyskwalifikować, bądź też udowodnić, że jest pomysł, ale trzeba jeszcze usiąść i ten tekst napisać. Niech sobie kwitnie radosna twórczość amatorska, ale z chwilą, gdy to ma być nagrywane, emitowane, utrwalane, powielane i przynieść zysk - wymierny nie tylko w złotówkach - musi być przez kogoś weryfikowane.

- Zmieńmy dyscyplinę. "Nasz kabaret profesjonalny ustawia sobie poprzeczkę szalenie nisko. Jest nieciekawy, artystycznie rozgadany, tchórzliwy, szalenie skomercjalizowany i stał się po prostu maszynką do zarabiania pieniędzy" - to Pana diagnoza z przełomu lat 80. i 90. dotycząca objawów. Pacjent już w tym czasie prawie umarł, ale gdzie upatruje Pan źródeł choroby?
- Kabaret artystyczny, kabaret moich marzeń - jeszcze się nie odrodził. Na przykład "Dudek" był tradycyjny, miał swoje korzenie w kabarecie międzywojennym, którego formuła niewątpliwie wciąż jest atrakcyjna i nadal miałaby swoją klientelę. Ale ja oczekuję od kabaretu pewnej kreatywności, żeby były w nim pomysły i przemawiały różne formy oddziaływania na publiczność - od pantomimy po piosenkę. Dzisiaj zaś najczęściej spotykamy na spektaklu dwóch facetów, którzy stoją naprzeciw siebie i "nawijają", sypiąc lepszymi czy gorszymi żartami i dowcipami. No i muszą być zapraszani medialni goście. A przecież mamy nadal sentyment do form dawno zapomnianych na estradzie - kupletu, skeczu, monologu, ballady. Nie tak dawno w końcu - kabaret literacki lansował i pokazywał pewien gust, smak, ustawiając poprzeczkę dość wysoko, jeśli chodzi o wysublimowane poczucie humoru, kulturę odbioru, skojarzenia literackie. Dzisiaj nie widzę w kabarecie metaforyki, żadnej pomysłowości. Tę pomysłowość polskiemu kabaretowi dały kabarety studenckie z ich złotego okresu - "Pstrąg", "Bim Bom", STS. Myślę, że tak długo, jak nie odrodzi się w tej twórczej formule teatr studencki i nie zacznie promieniować - my nie będziemy mogli w ogóle mówić o interesującym kabarecie. Od wielkiego dzwonu pewne nowinki są zauważalne. Kilkanaście lat temu na przykład na Przeglądzie Akademickich Kabaretów Amatorskich - PAKA - był taki kabaret , "Koń Polski" i jeszcze jeden z Zielonej Góry, którego nazwy nie pamiętam, ale w których odnalazłem elementy tego, co kiedyś było takie frapujące.

- Ale kabaret stracił z pola widzenia rzeczywistość, przestał być wielogłosem na tematy publiczne. Mnie się wydaje, że władza tak się ośmiesza, że przerasta po prostu jakąkolwiek inwencję satyryków - wbijając społeczeństwo w czarną rozpacz!

- Właśnie, kabaret w niebezpieczny sposób zawęził perspektywę swojego zainteresowania: zaczęły dominować dwa tematy: przyłożyć władzy i niesmaczne dowcipy poniżej pasa - taki seks nadwiślański. Jeżeli kiedyś kabaret posługiwał się różnorodnymi językami scenicznymi - inscenizowany obrazek, pantomima, blekaut, subtelna parodia zjawisk, sytuacji, a nie tylko osób - to ja miałem do czynienia z jakąś wrażliwością, pomysłowością, z jakimś stosunkiem do świata, do rzeczywistości. Skoro to ma być zabawa ludzi inteligentnych, kulturalnych - to przecież można odwoływać się do całej masy innych rzeczy, takich jak lektury, znajomość malarstwa, umiejętności skojarzeń na tematy teatralne, filmowe itp. Tylko trzeba mieć w sobie tego rodzaju potrzebę, jakąś chęć i zacząć w delikatny, nie narzucający się sposób kołatać, kołatać, kołatać do tych ludzkich głów. Jestem przekonany, że jeden się załapie, drugi, trzeci, aż może zrobi się moda, zdrowy snobizm i wróci coś takiego, co będzie ciekawe, zabawne, inspirujące, wartościowe. Mnie, generalnie rzecz biorąc, kabarety w obowiązującej obecnie formie - w straszliwy sposób nudzą. Domyślam się tej formuły od razu, widzę ku czemu to zmierza i po prostu przestaje mnie to bawić.

- A nie uważa Pan, że straszliwie ubywa wciąż ludzi, którzy mają "wspólne lektury" i coraz trudniej odwoływać się do podobnych przeżyć intelektualnych, by nadawca i odbiorca znajdowali się na tym samym zakresie fal? I spełnia się proroctwo Abrahama Molesa, że wszechpanujący amerykański kicz stał się już sztuką szczęścia, także w Polsce - kraju o dwóch tysiącach lat tradycji.
- Ma pan rację, ale wtedy niech choćby ta mała wspólnota się jakoś ze sobą dogada. Ci Robinsonowie kultury na swych wysepkach. Bardzo duża jest jednak siła promieniowania i oddziaływania takiej elity intelektualnej na społeczeństwo. Robi się moda, tworzy taka otoczka snobistyczna, która może być zaczynem zmian. Dochodzimy tutaj do bardzo ważnego zagadnienia: naprawdę można określić stan umysłów ludzi i jakby kondycję danego społeczeństwa - na podstawie jego zabaw. W co się bawimy. Uważam, że z tymi zabawami, niestety, nie jest najlepiej. One więdną, giną, bo nie ma inwencji, tego esprit - ducha, który to wszystko powinien przenikać.

- Ktoś może strawestować znaną fraszkę: "wam chodzi o igraszki, nam idzie o życie.". Może zbyt wiele jest przygnębiających spraw natury bytowej, więc dominuje w narodzie świadomość mało wzniosłej egzystencji. "Gdy słyszę słowo - kultura - otwiera mi się w kieszeni. pusty portfel".
- Jeżeli istotnie jest bardzo ciężko i ludzie tracą radość, wręcz chęć do życia, są zabiegani i ponurzy - co jest w stanie podnieść ich na duchu? Taka jest właśnie rola i powinność rozrywki. Otóż uważam, a jestem tym sądzie niestety odosobniony, że gdy taki sfrustrowany i zmęczony człowiek idzie do kabaretu, na recital czy do teatru [jeśli go jeszcze na taki "luksus" stać] - a tam zaczynają mu opowiadać, jak jest wstrętnie, ponuro, obrzydliwie, to on nawet nie odreagowuje tej rzeczywistości, tylko jest jeszcze bardziej wściekły. Oczywiście, upraszczam, ale jestem zdania, że jemu przede wszystkim trzeba pokazać coś, co jest od strony formy perfekcyjnie zrobione. Nie chodzi o to, by sztuka oderwała człowieka od rzeczywistości, uśpiła go, czy wprowadziła w stan jakiejś nirwany; ale by zapewniła przeżycia na wysokim poziomie artystycznym, co będzie dla niego relaksem i "oczyszczeniem" - swoistym katharsis.

- Przeżył Pan boom, sławę wręcz, popularność - ale i niełaskę, kiedy był Pan na niepisanym indeksie. Przepraszam, ale szlag mnie trafia, że i obecnie media nie "rozpieszczają" Pana. Co dzisiaj rozumie Pan pod określeniem - doświadczenie?
- To świadomość popełnionych błędów. Nikt nie jest od nich wolny, błędy popełnia się zawsze. Ważne jest, by z perspektywy patrząc, wiedzieć, że ten błąd się popełniło i go nie powtarzać. Pojęcie błędu jest zresztą relatywne, na pewno zaś kształcące.

- Federico Fellini był nieco innego zdania, gdy głosił, że popełnianie inteligentnych błędów jest wielką sztuką. Mówimy o warunkach stawania się, poznawania i wreszcie "wyboru siebie". Skąd bierze się fenomen Pańskiej oryginalności i niezależności? Gdzie tkwią korzenie Pana osobowości, która jest przecież także wypadkową pokoleń rodziny?
- Po stronie mojego ojca mam bardzo bogate tradycje muzyczne. Moi stryjowie i ojciec grali na różnych instrumentach, a nad całą rodziną unosił się duch dziadka, Emila Młynarskiego, który był wielkim twórcą naszej opery, dyrygentem i kompozytorem. Moja mama uczyła się śpiewu przed wojną, która niestety przeszkodziła jej w karierze. Ale tuż po wojnie, w domu mojej babki, w którym wychowywałem się pod Warszawą - była właśnie taka artystyczna atmosfera. To był duży dom, który przechował mnóstwo ludzi w czasie wojny. Tam odbywały się koncerty śpiewaków, kolegów mamy; pamiętam także występy pana, który zajmował się melorecytacją. Między innymi przybiegała na nie Maja Komorowska, która mieszkała trzy domy dalej. Począwszy od szkoły podstawowej poprzez liceum - zawsze pisałem jakieś wiersze. Mama te wprawki zbierała i nikt do tego większej wagi nie przywiązywał.
Studiując polonistykę, wstydziłem się tej "twórczości". Dopiero kończąc studia, gdy zaczepiłem się w "Hybrydach", w latach 1961-62 - pisałem teksty piosenek, konferansjerkę, zapowiadałem, reżyserowałem programy i tak mnie to wciągnęło, że już przy tym zostałem. Wówczas to zyskałem świadomość, że krótka piosenka, kuplet, ma częstokroć piorunującą siłę oddziaływania na publiczność.

- Na koniec proszę o radę - trawestując słowa Pańskiej piosenki: jak skutecznie przetrzymać rodzimą paranoję - robiąc swoje?
- Zawsze trzeba być w akcji, w drodze do wytyczonego celu. Choćby nie wiem jak panu przeszkadzali.

- Dziękuję, że Pan jest.



Dla tych, co doczytali do końca w nagrodę miuzik i nie tylko:
Jesteśmy na wczasach
Dziewczyny bądźcie dla nas dobre na wiosnę

Nie ma jak u mamy
Piosenka Kamerzysty
W co się bawić
Jeszcze w zielone gramy

Co by tu jeszcze spieprzyć panowie...

Ludzie marginesu


2009-01-09 Nic sie nie wydarzyło!

Sseeee nie umie produkować informacji na zamówienie. Nic się nie wydarzyło. Przyjaciele przyjeżdżają i wyjeżdżają. Żegnają się. Potem piszą esemesy z dalekich krajów. Piszą maile. Pojawiają się, jak komety z rzadka, na świecąco i na krótko. Czasami, bardzo rzadko Sseeee ich odwiedza... Ale teraz siedzi w swoim jednym miejscu i hoduje kolejnego wirusa, wstyd przyznać, gdzie tym razem się ulokował.

S. tęskni za swoimi przyjaciółmi, kiedy o nich pomyśli, wszyscy są tak daleko!
Jej ruchliwa natura łaknie zmian.

S. też chce być daleko.

Pocieszająca myśl: Jakby się zastanowić i zmienić punkt widzenia, to jest daleko w tej chwili, nawet bardzo :-)

Pogoda się zmienia, mróz był, teraz wieje i zaraz będzie plucha, a ona, jak Penelopa siedzi wiernie w swoim kącie, maluje obrazki i hoduje dobry humor i pozytywne podejście do życia. Magazynuje. Jak najwięcej dobrego humoru. Towar zdecydowanie deficytowy i ma wzięcie. Nie wie tylko jak to zbywać, najwięcej jest chętnych, co by się popławić za darmoche i nic w zamian, jeszcze zgryzotę dorzucą i zostawią.... na pamiątkę.

Polecieć by tam, gdzie są cały rok zielone drzewa, gdzie ptaki za oknem śpiewają cały rok. Gdzie słońce jest takie samo i nie zasłaniają go wieżowce. Gdzie jest turkusowe morze i można moczyć w nim stopy, kiedy tylko się zechce, gdzie są góry i doliny, i kręte ścieżki... Sseeeee puściła wodze fantazji i zobaczyła Nową Zelandię jedynie.. No nie! Aż tak daleko nie spodziewała się polecieć, ale jeśli będzie trzeba... Zbiera teraz swoje motyle.. Lecąc tak daleko, trzeba miec dużo siły.. Jakieś dwie tony motyli chyba wystarczy... żeby zaciągnąć jej piękną szafę, stół, krzesła i cały kosz rupieci... Może zresztą weźmie ze sobą tylko telefon komórkowy.. Sama waży niewiele po ostatniej grypie... Tyle, co jedno małe cienkie skrzydło.

Nic sie nie dzieje...
Motyle.. przylatujcie.


2009-01-08 głupawka

Sseeee dochodzi do siebie, trochę syczy, ssssssssssssssssss, trochę ... postękuje.. stęk.... wirusy - zdaje się - odegnane - mróz tęgi je wytruł, a Sseeee zagłodziła przez ostatni tydzień ... klik

2009-01-07 Motyle w deszczu

Uprzejmie informuje, ze motyle w deszczu dzisiaj padły, za zimno im było  :-)


Deszczu nie było.

Słońca nie było.

Kataklizm.


... ale podobno będzie kiedyś wiosna ...
i tego będe się trzymać

2009-01-06 Sseeee w te mroźne dni zachwyciła się ... jak zwykle


Sponiewierana jestem, sponiewierana, wyłam ze śmiechu i szukałam dziurki w nodze, a teraz prosze poczytać.... z
Forum Zjawisk Niewyjaśnionych .... naprawdę, poza ślicznym bajecznym i nieprawdopodobnie nieprzyjaznym zewnętrzem, białym do kości ... (22 stopieńków mrozu dzisiaj zakwiliło!!!) istnieje świat niezwykły... fantastyczny, który jest traktowany przez niektórych ... zapraszam:

..jest to jeden z rozdzialow monografii Prof. dr inz. J. Pajaka..mam swiadomosc ze wiekszosc z Was tego nie przeczyta..dlatego podaje skrot najwazniejszych informacji ulatwiajacych odnalezienie blizy po wszczepionym implancie:

- u mężczyzn blizna ta przeważnie znajduje się po prawej stronie ich prawej nogi, zaś u kobiet przeważnie po lewej stronie ich lewej nogi,

- zazwyczaj jest niewielkim, okrągławym wklęśnięciem wielkości czoła główki od zapałki - tj. około 2 mm średnicy,

- wygląda ona dosyć niepozornie - jakby pozostałość po zadrapaniu ospy wietrznej,

- u około 33% społeczeństwa jest ona relatywnie dobrze widoczna już po uważnym przyglądnięciu się nodze z odległości około 2 metrów. U pozostałych ludzi jej odnotowanie wymaga uważnego oglądania skóry na nodze pod kątem odbicia światła (tj. wymaga ustawienia nogi pod kątem i patrzenia na nią tak aby do oczu wpadało światło odbite od owej blizny),

- szukać jej trzeba w silnym świetle po uprzednim oznakowaniu flamastrem wymaganej odległości 27.5 +/- 3 cm od podłogi i późniejszym systematycznym poszukiwaniu na tej wysokości w wnętrzu rowka międzymięśniowego..

"U3.1. Blizna na nodze po "implancie identyfikującym" stanowiąca dowód naszych uprowadzeń do UFO

Jak to wyjaśniłem w podrozdziałach A4 i W9, odniosłem sukces w odkryciu i upowszechnieniu bardzo łatwego do odszukania i niezawodnego dowodu, że my osobiście też padamy ofiarami systematycznych uprowadzeń do UFO. Dowodem tym jest szczególna blizna jaką każdy z nas nosi na swej nodze. Z kolei, z innych moich ustaleń na temat uprowadzeń ludzi do UFO jest już pewnym, że noszenie na swojej nodze owej blizny oznacza, że jesteśmy dla UFOnautów dawcami spermy lub ovule, zaś nasze uprowadzenia do UFO odbywają się systematycznie nie rzadziej niż co 3 miesiące.
Uzyskanie omawianego tutaj osobistego dowodu, że faktycznie my sami też jesteśmy uprowadzani do UFO systematycznie co 3 miesiące, sprowadza się więc do znalezienia na swojej własnej nodze owej charakterystycznej blizny stanowiącej bezdyskusyjny dowód naszych własnych uprowadzeń do UFO. Bliznę tą znaleźć można w przybliżeniu w połowie odległości pomiędzy kolanem i kostką, jak to opisano w dalszej części niniejszego podrozdziału. U mężczyzn blizna ta przeważnie znajduje się po prawej stronie ich prawej nogi, zaś u kobiet przeważnie po lewej stronie ich lewej nogi. Istnieją jednak wyjątki od tej zasady - szczególnie jeśli ktoś jest leworęki lub lewonożny. Bez względu jednak na to jak długo osoba ją nosząca by się nie zastanawiała, w normalnych przypadkach nie potrafiłaby ona sobie dokładnie przypomnieć kiedy właściwie i w jakich okolicznościach powstała ranka która do owej blizny prowadziła - aczkolwiek ta sama osoba zwykle potrafi dokładnie opisać przyczynę dla każdej innej blizny istniejącej na tej samej lub drugiej nodze. Więcej, jeśli osoba ta zacznie głęboko wnikać w swoją pamięć na temat owej blizny, wtedy odczuje zwolna narastającą migrenę umiejscowioną w pobliżu lewej skroni, a ściślej w okolicach gdzie zainstalowany jest jej implant w mózgu - patrz podrozdziały U3.2 i N4. Migrena ta jest reakcją jej podświadomie manipulowanego umysłu na próbę odtworzenia części pamięci jaka wcześniej została hipnotycznie wymazana lub zablokowana. Na przekór tej niepewności co do szczegółów, z powodu manipulacji UFOnautów na naszej świadomości, osoby wiedzące o istnieniu u siebie owej blizny (np. kobiety), ciągle przyporządkowywują jej jakieś "racjonalne" wyjaśnienie. I tak większość z nich zwykle wierzy, że jest ona pozostałością ospy wietrznej (po angielsku "chicken pox"), aczkolwiek charakterystyka i kształt tej szczególnej blizny zwykle wyraźnie się różnią od blizn jakie te same osoby dokładnie pamiętają iż powstały